Nowy numer 42/2020 Archiwum

Wiedział, co o tym wszystkim myśleć

Przez 36 lat pracował w Muzeum Górnictwa Węglowego. W PRL-u działał w opozycji, później jako historyk dbał o zachowanie pamięci o tamtych czasach.

Jan Jurkiewicz zmarł nagle 31 stycznia, w wieku 62 lat, wybierając się do pracy. Od 1984 roku związany był z Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, od 2005 do 2009 był jego dyrektorem. Przez wiele lat był redaktorem naczelnym „Górnika Polskiego”, muzealnego rocznika naukowego.

„Całym swoim życiem zasłużył na szacunek wszystkich, którzy go znali. Pozostanie w naszej pamięci jako wzór do naśladowania” – napisali po jego śmierci na stronie internetowej dyrektor i pracownicy zabrzańskiego muzeum. Jan Jurkiewicz urodził się 30 marca 1957 roku w Gliwicach. Studiował historię na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W latach 80. był jednym z założycieli i działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów tej uczelni, a także współzałożycielem biblioteki wydawnictw niezależnych, redaktorem pisma „Aspekt” i współpracownikiem Wszechnicy Górnośląskiej. Zaangażowany był w działalność opozycyjną, organizował strajki studenckie.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, razem z innymi studentami, dołączył do strajkujących w Hucie Baildon, która została spacyfikowana. Nie mógł liczyć na pozostanie na wolności, bo był wiceprzewodniczącym komisji uczelnianej NZS na UŚ i przewodniczącym uczelnianego komitetu strajkowego. Przed laty wspominał w „Gościu Gliwickim” ten czas. „Dla moich rodziców to był chyba najtrudniejszy okres w życiu, bo od 14 grudnia do świąt nie wiedzieli, gdzie jestem” – mówił. „W komendzie miejskiej, po nocnym kilkugodzinnym czekaniu na korytarzu, przyszedł w końcu człowiek w mundurze, przedstawił się jako prokurator i oznajmił, że za to, co zrobiliśmy, grozi nam od 3 lat więzienia do kary śmierci włącznie. Potem poszedł i czekaliśmy dalej. Zanim trafiłem do Zaborza, przez cztery dni wożono mnie po różnych aresztach. To było coś okropnego. Nie tylko ze względu na trudne warunki zewnętrzne – brud i ciemność, ale też na atmosferę głębokiego przygnębienia” – opowiadał Jan Jurkiewicz.

W końcu do obozu internowania w Zabrzu-Zaborzu przy ul. Janika trafił 18 grudnia. Tam spotkał ludzi, którzy, tak jak on, byli zamykani po wprowadzeniu stanu wojennego. „Każdy bardzo przeżył swoje zatrzymanie, ale gdy spotkaliśmy się razem, rozmawialiśmy i wspierali, czuliśmy, że choć zamknięci, jesteśmy jednak wolni, wiemy, co o tym wszystkim myśleć. To jest trudne do opisania, ale to była jakaś niesamowita więź i solidarność” – mówił. W marcu 1982 roku został przewieziony do obozu w Uhercach w Bieszczadach. Były to kolejne momenty grozy, bo nie poinformowano internowanych, dokąd są wywożeni, a wiedzieli, że jadą na wschód. W tym obozie przebywał cztery miesiące, do domu wrócił w lipcu 1982 roku. Następnie Jan Jurkiewicz był redaktorem podziemnego pisma „Wyzwolenie” i organizował jego nielegalny kolportaż. W maju 1983 roku został zatrzymany z nakładem pisma i pobity. Przez dwa tygodnie był hospitalizowany i kilkakrotnie przesłuchiwany.

Zaangażowany był na różnych polach, w tym także w duszpasterstwie akademickim w Katowicach. Od maja 1989 roku był członkiem NSZZ „Solidarność”, pełnił też funkcję przewodniczącego Komisji Zakładowej związku w Muzeum Górnictwa Węglowego. Był autorem ważnych prac naukowych dotyczących historii śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, wystaw, biogramów i haseł w „Encyklopedii Solidarności”, znawcą dziejów górnictwa w PRL. Za działalność opozycyjną został odznaczony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jego pogrzeb odbył się 4 lutego w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego i na cmentarzu Lipowym w Gliwicach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama