Nowy numer 48/2020 Archiwum

Za mundurem rowery sznurem

Noc w wojskowych okopach, nieustanne kontrole policji i przeziębienie. Rowerzyści Niniwy walczą o każdy kilometr jubileuszowej wyprawy.

Hardkołowcy, którzy 1 sierpnia wyruszyli z Kokotka na 8-tygodniową wyprawę wokół Morza Czarnego, pierwsze tygodnie pedałowania i związane z tym przygody mają już za sobą. Kiedy wjechali w głąb Rosji, zapuszczając się w coraz odleglejsze wioski, zobaczyli panującą tam ogromną biedę. Sami też doświadczyli gorszych warunków, jednak nie z powodu braku życzliwości mieszkańców, lecz ciągłej obecności policji. Już na przejściu granicznym między Ukrainą a Rosją każdy uczestnik przeszedł cztery etapy szczegółowej kontroli bagażu oraz środka transportu. Padały też nietypowe pytania ze strony celników – na przykład o to, kto wyzwolił Polskę z rąk hitlerowców.

Szczęśliwie grupa nie doświadczyła do tej pory trwającej w tym regionie wojny bezpośrednio, tylko poprzez zasłyszane opowieści. Także pewnego poranka po pobudce, gdy rowerzyści rozejrzeli się dookoła, zorientowali się, że rozbili obóz w wojskowych okopach. Od tej pory grupie regularnie towarzyszyła rosyjska policja. Z początku doraźnie, co jakiś odcinek legitymując uczestników, sprawdzając wizy i dopytując o charakter tego nietypowego przejazdu. Chociaż wszystko przebiega w życzliwej atmosferze, uniemożliwia to płynną jazdę. Na dodatek chłód, deszcze, ulewy, przeziębienia, osłabienia... W drugim tygodniu jazdy rozchorowała się połowa ekipy, łącznie z liderem o. Tomaszem Maniurą OMI. Jedna z uczestniczek na tyle źle się poczuła, że nie była w stanie kontynuować jazdy, więc dystans kilkudziesięciu kilometrów pokonała... rosyjskim radiowozem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama