Nowy numer 4/2023 Archiwum

Cztery tygodnie dla wytrwałych

O wartości oczekiwania i pielęgnowanych zwyczajach na Roratach w bazylice w Rudach mówi ks. Sebastian Śliwiński, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium.

Klaudia Cwołek: Czy w tym roku Roraty w waszej parafii i sanktuarium również będą odbywać się rano?

ks. Sebastian Śliwiński: Zwyczaj rannych Rorat przejąłem w 2015 roku po moich poprzednikach i nic mi nie wiadomo, żeby kiedykolwiek u nas było inaczej. Jak zwykle zapraszamy na 7.00 rano.

Czy taka poranna mobilizacja się udaje?

Bez problemów, dzięki temu, że dobrze układa nam się współpraca z dyrekcją szkoły i przedszkola oraz Radą Rodziców. W czasie Adwentu wynajmowany jest dodatkowy autobus, który przywozi dzieci do kościoła na Roraty z czterech okolicznych miejscowości. Przed lekcjami odbywa się planowy kurs autobusu szkolnego, jak co dzień, żeby nie było żadnych konfliktów czy wrażenia, że kogokolwiek do czegoś przymuszamy. O zwykłej porze mogą jechać dzieci, które nie chodzą na Roraty albo zaspały czy miały akurat jakąś inną przeszkodę.

Dużo jest uczestników?

Na początku zawsze jest ich więcej, z czasem grupa maleje. W zeszłym roku, u kresu pandemii, na początku Adwentu w Roratach uczestniczyło ok. 150 dzieci. Żeby sprostać wymogom sanitarnym, w kościele zostały wydzielone sektory dla poszczególnych klas. Dwa lata temu, kiedy pandemia wymusiła rezygnację z tradycyjnych spotkań roratnich i kiedy wszystko dookoła było pozamykane, udało nam się zorganizować Roraty w formie online – przygotowywaliśmy filmiki z pytaniami i odpowiedziami. Odzew z zewnątrz był wtedy bardzo duży i pozytywny. Wiele dzieci angażowało się w taką formę uczestniczenia w Roratach. Jednego dnia było aż 2 tys. oglądających. To pokazało, że nawet w okresie pandemii dzieci pragnęły przeżywać okres Adwentu tak jak zawsze. Dlatego bardzo ważne jest kontynuowanie tej tradycji.

Czy starsi też przychodzą na Roraty?

Z pewnością najwięcej jest dzieci i młodszej młodzieży. Starsza, uczęszczająca już do szkół średnich, raczej jest nieobecna, bo ona dojeżdża do szkół w Rybniku, Raciborzu czy Gliwicach i o tej porze jest już w drodze. W Roratach uczestniczy spora liczba osób starszych, którzy czasem dowożą swoje wnuki. Obecni są też i aktywnie pomagają niektórzy rodzice, podkreślający nieraz, że to jest dla nich ważny czas i ważne wydarzenie. Mimo że kazania są przygotowywane z myślą o dzieciach, wielu dorosłych coś dla siebie wynosi, przypominając sobie rzeczy znane albo poznając całkiem nowe.

Wstawanie przed świtem, modlitwa, nauka nowych rzeczy – to w sumie dość duży wysiłek. Jakie on ma znaczenie?

Bardzo duże w różnych aspektach. Na pewno integruje dzieci, parafię oraz szkołę i przedszkole, a także w konkretny sposób przybliża do tematyki świąt Bożego Narodzenia. Jest to wielki trud, bo niektórzy muszą wstać już o 6.00, ale ten wspólny przyjazd daje wiele radości. Później dzieci w szkole, w domu i między sobą wracają do tematów podejmowanych na Roratach. Na pewno jest to czas duchowego wzrostu. Wiadomo, że Msza i spotkanie z Panem Jezusem są najważniejsze, ale cała oprawa ma też ogromne znaczenie i od nas, dorosłych, wymaga dużej dyscypliny. Staramy się, żeby kazania były w miarę krótkie, ale treściwe i na wyznaczony wcześniej temat. Odkąd jestem tutaj proboszczem, korzystam z propozycji „Małego Gościa Niedzielnego”. Przygotujemy odpowiednie rekwizyty, żeby forma przekazu była przejrzysta i dynamiczna. To wszystko musi odbywać się spokojnie, ale płynnie, i mieścić się w określonych ramach czasowych, bo najpóźniej o 7.50 musimy wyjść z kościoła, żeby zdążyć na lekcje. Starsze dzieci idą najczęściej same, młodsze z dziadkami lub rodzicami, ale mamy też dyżury nauczycieli, którzy deklarują pomoc w doprowadzeniu najmłodszych do szkoły. Wszystko ma bardzo uroczystą oprawę od samego początku. Mszę zaczynamy procesją z zakrystii przy zgaszonych światłach bazyliki, rozświetlanej lampionami, które niosą dzieci. Choć jest to ceremonia praktykowana w wielu miejscach, u nas ma szczególny charakter ze względu na średniowieczną architekturę kościoła. Raz lub dwa razy w tygodniu śpiewom towarzyszy schola, a raz w tygodniu śpiewamy Mszę Rorate caeli po łacinie.

I dzieci to wytrzymują?

Bez problemu. A dorośli tego wręcz oczekują, śpiewając pieśni z książeczki. Dzieci oczywiście nie rozumieją tekstu, ale uczą się trwać i wchodzić w tajemnicę przyjścia Pana Jezusa na ziemię.

Czy praktykujecie też system nagradzania za obecność?

Po zakończeniu każdych Rorat, już po błogosławieństwie, losowane są nagrody. Główną jest zawsze figura Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, którą dziecko zabiera do domu na jeden dzień. Jest to tradycja pielęgnowana w naszej parafii od lat. Oprócz tego przygotowujemy inne drobiazgi: małe książeczki, naklejki czy aniołki oraz słodkości. Już na tydzień przed Roratami ogłaszamy, że te rzeczy można ofiarować. Odzew jest zawsze duży, dzięki czemu wiele dzieci otrzymuje niespodzianki.

Roratom towarzyszy wiele pięknych symboli. U was co roku przez cały Adwent można podziwiać wyjątkowy wieniec. Kto go robi?

Przygotowują go nasi panowie kościelni razem z małżonkami. Jest pleciony z naturalnych gałązek sosny lub świerku, jego przygotowanie trwa kilka godzin. Ze względu na swoje rozmiary robiony jest na miejscu w zakrystii kościoła. Mocujemy go do stropu przed prezbiterium razem z czterema świecami, symbolizującymi kolejne niedziele i tygodnie Adwentu. One też są naturalne, woskowe, i zapalane codziennie podczas każdej Mszy i nabożeństw. Warto, zwłaszcza w pierwszych dniach, podejść pod niego bliżej, wtedy wyraźnie można poczuć zapach lasu. Z kolei z przodu przy bocznym ołtarzu stawiamy świecę roratnią w kolorze białym, z niebieską wstążką i monogramem symbolizującymi Maryję, patronkę adwentowego oczekiwania, która poprzedziła światłość świata – Jezusa Chrystusa, podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca. Ta świeca zapalana jest tylko raz dziennie na Mszy św. roratniej. Tuż obok przygotowujemy pusty żłóbek, do którego przymocowana jest drabina z 24 stopniami z figurką Dzieciątka Jezus. Każdego dnia przenoszona jest o szczebel niżej. Dzieci oczywiście przychodzą z przeróżnymi kolorowymi lampionami. Gdy przeprowadzony został kiedyś konkurs na lampion adwentowy, pojawiły się nawet wydrukowane w drukarce 3D. W tym roku razem z katechetami planujemy konkurs na kalendarz adwentowy, ale taki, który będzie miał przesłanie religijne, związany z przygotowaniem do Bożego Narodzenia, żeby podkreślić ich chrześcijański wymiar.

Dziś to chyba jest coraz większe wyzwanie – oprzeć się komercjalizacji i rozrywkowemu traktowaniu tego czasu, także w kościele.

Dlatego zwracamy bardzo uwagę, by te wszystkie dodatki – konkursy, nagrody, dekoracje – pozostawały jednak tylko dodatkiem. Cieszymy się, gdy dzieci rozumieją i doświadczają wymiaru duchowego Mszy św. roratniej. Najmłodsze, które jeszcze nie przystąpiły do I Komunii Świętej, podchodzą po osobiste błogosławieństwo i my widzimy wielką radość w ich oczach z tego, co się wydarza. Nasz kościół jest ważnym sanktuarium, ale jesteśmy stosunkowo małą, wiejską parafią, gdzie bogate tradycje religijne udało się utrzymać. Nasza parafia to także miejsce, do którego wiele rodzin się przeprowadza, a wraz z nimi przychodzą ich zwyczaje i tradycje zapoczątkowane w miejscach, gdzie oni przeżywali swoje dziecięce lata. Można zauważyć, że dla dzieci, które uczestniczyły wcześniej w Roratach w innych parafiach, pewne zwyczaje wydają się obce i nowe. Niektóre z nich angażują się i podoba im się to, co jest u nas, ale część już się w to nie włącza. To ukazuje, jak ogromne znaczenie ma pielęgnowanie i przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie od najmłodszych lat. Nam dużo udaje się dzięki dobrej współpracy między księżmi i osobami świeckimi, którzy angażują się w przeprowadzanie Rorat. Sami nie bylibyśmy w stanie tego tak zorganizować, łącznie z przygotowaniem małych inscenizacji. W naszych warunkach nie byłoby też chyba możliwe, żebyśmy Roraty mieli wieczorem, bo parafia jest rozproszona i wszyscy później mają wiele innych obowiązków i zajęć.

Mało kto wie, że oprócz cudownego wizerunku Matki Bożej Pokornej w Jej kaplicy jest jeszcze inny, bardzo adwentowy obraz.

Przedstawia Matkę Bożą w stanie błogosławionym i Jej spotkanie ze św. Elżbietą, czyli scenę nawiedzenia. Jest to jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny taki obraz na Śląsku. Oprowadzając pielgrzymów, zwracam zwykle na niego uwagę i już kilka razy otrzymałem informację, że ktoś właśnie tutaj wymodlił oczekiwane potomstwo. Zachęcam więc do odwiedzania naszego sanktuarium nie tylko w okresie Adwentu, ale także przez cały rok. Serdecznie zapraszam na Roraty w naszym rudzkim wydaniu.


klaudia.cwolek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy