Nowy numer 48/2022 Archiwum

Nazwanie rzeczy po imieniu

– To nie jest koniec Kościoła. Kryzys to zakręt, ale poważny – powiedział bp Andrzej Czaja, przedstawiając analizę kościelnej sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej.

Metropolitalny odpust w Rudach w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny był okazją do szerszego spojrzenia na Kościół, na jego kondycję i perspektywy odnowy. Skłaniały do tego okrągłe jubileusze, które właśnie przeżywa cała metropolia i tworzące ją diecezje – opolska, która została powołana 28 czerwca 1972 roku przez papieża Pawła VI, i gliwicka, ustanowiona 25 marca 1992 roku przez papieża Jana Pawła II.

W tym roku kazanie odpustowe wygłosił biskup opolski Andrzej Czaja, który na wstępie zauważył, że „dziś, które przeżywamy, jest trudne”. Może budzić w nas wiele obaw, ale to nie powinno wywoływać przygnębienia czy zwątpienia. Tym, co daje nadzieję, jest fakt, że nie jesteśmy zdani na własne siły. Biskup podkreślił, że jako Kościół żyjemy obecnie w kulturze coraz bardziej nam obcej, a niekiedy również wrogiej. – Musimy sobie wiele spraw uświadomić, solidnie określić stan rzeczy. To jest punkt wyjścia. Jest wiele spraw, które niepokoją i które trzeba nazwać po imieniu – stwierdził.

Niepokojące zobojętnienie

Przeprowadził analizę sytuacji, w której funkcjonuje dziś Kościół – zarówno tej zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Wśród ważnych problemów wymienił galopującą laicyzację, zwłaszcza młodego pokolenia, co – jak zauważył – czas pandemii tylko obnażył, ale nie spowodował. Po tym czasie przerwy wróciło przede wszystkim średnie i starsze pokolenie wiernych. – To, co najbardziej niepokoi, to zobojętnienie młodego człowieka na Kościół i na wiarę. Dopóki wchodzi on w jakiś spór, np. z katechetą, to jest jeszcze dialog. Najgorsza jest obojętność – powtórzył. Wskazał też na kierunek oddziaływania w relacji Kościoła i otaczającej go rzeczywistości. Jak zauważył biskup opolski, często to ona wpływa na Kościół i go zmienia, choć powinno być odwrotnie. – Kościół na wielu poziomach życia przyjmuje duchowość światową. U jej podstaw jest konsumowanie, w którym nie ma miejsca dla Boga. Niestety, my, wyznawcy Chrystusa, dajemy się w to wciągnąć. Po 1989 roku bardzo zajęliśmy się poprawą standardu życia, a zaniedbaliśmy rzecz niezwykle ważną – troskę o rozwój duchowy – zauważył bp Czaja. Wskazał też na duży problem z krytycznym myśleniem, koniecznym w kontekście zalewu informacji, którymi jesteśmy bombardowani. Negatywnie ocenił tu rolę mediów w przedstawianiu obrazu świata oraz prawdy, którą same kształtują. – Tak bardzo zdewaluowała się, że trudno ją rozeznać. Przyzwyczaił się człowiek do kłamania, do tego, że tworzy prawdę, a nie służy prawdzie – zauważył.

Kościół trzeba kochać

Wśród przejawów kryzysu Kościoła biskup opolski wymienił „sprawy gorszące, szczególnie wśród duchowieństwa”, polaryzację wewnątrz wspólnoty, podziały, spory o kwestie drugorzędne oraz osoby, które określił jako „fałszywych proroków”, chcących prowadzić innych. – Widać ten kryzys, jest bardzo duży. To nie jest jednak koniec Kościoła. Kryzys to zakręt, ale poważny – powiedział. Apelował w tej sytuacji o wychowanie religijne młodego pokolenia, obronę wartości chrześcijańskich i wspólną odpowiedzialność – duszpasterzy i świeckich – za odnowę Kościoła. Księża powinni w tym procesie bardziej zaufać wiernym, a ci z kolei poddać się formacji, żeby prowadzić innych. – W Kościół trzeba wierzyć i Kościół trzeba kochać, jeśli myśli się poważnie o jego odnowie – zaznaczył bp Czaja. Takie działanie wymaga rozeznania tego, co mówi dziś Duch Święty do Kościoła, ale też praktycznego wejścia na drogę synodalną, którą wskazał papież Franciszek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy