Nowy numer 39/2022 Archiwum

Jak trzymać z Kościołem dziś?

O różnych odpowiedziach na kryzys, wierności w trudnościach oraz ignacjańskich inspiracjach dla współczesności mówi o. Mieczysław Kożuch, jezuita.

Klaudia Cwołek: Za nami szczególny rok poświęcony św. Ignacemu Loyoli. Co się w tym czasie wydarzyło?

Mieczysław Kożuch SJ: Obchody 500. rocznicy nawrócenia Ignacego i 400 lat od jego kanonizacji były wspaniałą okazją, by jego geniuszowi się przyjrzeć, skorzystać z łask, jakich mu Bóg udzielił, a przez niego całemu Kościołowi, także naszych czasów. Jednym z ważniejszych wydarzeń była peregrynacja relikwii i ikony św. Ignacego, które gościliśmy także w naszym sanktuarium w Gliwicach. A zwieńczeniem obchodów u nas jest triduum przed uroczystością św. Ignacego 31 lipca. Na czwartek zaplanowaliśmy nabożeństwo, połączone z Mszą św. dla kobiet i matek w ciąży, których dzieci są zagrożone, a w kolejne dwa dni konferencję i nabożeństwo uwielbienia.

W konferencjach i kazaniach Ojciec chętnie porównuje św. Ignacego z Marcinem Lutrem. Każdy inaczej zareagował na wielki kryzys Kościoła XVI wieku.

Ignacy jasno widział dwa wyjścia: albo będę w takim Kościele, jaki jest, albo go opuszczam. Ta druga opcja była dla niego nie do przyjęcia, bo kto naprawdę spotkał Chrystusa, doświadczył Jego miłości, jest zdolny żyć w realnym, a nie wyidealizowanym Kościele, a przy tym wspomagać go i budować. Innego wyjścia nie ma. Tak postępuje się w miłości i z miłości. Bardzo podoba mi się nazywanie Ignacego świętym, a nie reformatorem. Reformator pochłonięty jest przez ideę naprawy i zmieniania innych, wypisuje hasła i tezy. A święty kocha, milczy i służy, wie przy tym dlaczego i komu. Jeśli ktoś łatwo odchodzi z Kościoła, jest dziś modnym apostatą, ale to oznacza, że nie pokochał. Bo gdy się kocha, to się trwa, także wtedy, gdy to boli i kosztuje. Ignacy, widząc wielkie problemy w Kościele, nie wypisuje dumnych haseł, ale zabiera się do głoszenia Tego, który okazał mu wielkie miłosierdzie, doprowadzając do nawrócenia, i wciąż może uczynić każdy cud. W ten sposób święty jest nie reformatorem, ale prawdziwym lekarzem Kościoła, opatrującym jego nieraz bardzo głębokie rany. Ignacy dobrze wiedział, że prywatne życie ówczesnego papieża Pawła III jest niegodne, a mimo to poszedł do niego jako namiestnika Chrystusa na ziemi, by prosić o wskazanie, gdzie ma ze swoimi towarzyszami iść głosić Pana Jezusa. Proste, a jakże piękne i w efekcie owocne rozwiązanie. Ale on i jego towarzysze to byli ludzie o wielkich umysłach, którzy wiedzieli, gdzie naprawdę jest problem. Rozwiązaniem nie było dla nich naprawianie dworu papieskiego, nie płacz i plotkowanie, ale fachowa, solidna i wierna praca dla ludzi w Kościele przez głoszenie Pana Jezusa. Jedynie On jest interesujący, reszta przeminie.

Czy to jest odpowiedź na dylematy ludzi naszych czasów? Dziś tak łatwo, także katolikom, przychodzi krytykowanie Kościoła, zwłaszcza po ujawnieniu różnych skandali na różnych jego poziomach.

Często się mówi, ze Ignacy jest świętym na te czasy i to jest wielka prawda. Ignacy, co jest rzadkością, był równocześnie charyzmatykiem i fundatorem zakonu. On potrafił charyzmat ubrać w struktury. Znamy go jako autora „Ćwiczeń Duchownych” – to jest księga jego charyzmatu, ale jest także autorem Konstytucji Towarzystwa Jezusowego – i to jest księga struktur, jakie stworzył dla naszego zakonu jezuitów. Wielka aktualność Ignacego leży między innymi w jego bezwarunkowej miłości do Kościoła jego epoki, z jego problemami i zadaniami. A ówczesny Kościół był także w opłakanym stanie, zaczynając od papieża i jego dworu, a kończąc na prostym ludzie. Ale dla Ignacego to była nadal jego hierarchiczna Matka Kościół (ĆD 353) i pragnął nie tylko być z Kościołem i w Kościele, ale „czuć z nim”.

Co to znaczy?

W oryginale napisane jest „sentido verdadero de la Iglesia” – czuć prawdziwie z Kościołem, czyli związać się nim tak naprawdę całym sercem, całym sobą. Ignacy nigdy nie wątpił o Kościele. Nie można kochać Jezusa poza Jego Kościołem. Nie można kochać Jezusa, nie kochając Kościoła, który On powołał do istnienia. Cel życia Ignacy miał jasno określony – służyć Bogu i pomagać duszom, służąc Panu Jezusowi i Jego Oblubienicy – Kościołowi pod kierownictwem biskupa Rzymu, papieża. Wszystko inne jest wtórne. Swoją mądrość i miłość do Kościoła zawarł w „Regułach o trzymaniu z Kościołem”, które zapisane są w ostatniej części „Ćwiczeń Duchownych” jako swego rodzaju zwieńczenie całego doświadczenia rekolekcyjnego (ĆD 352 – 370).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy