Nowy numer 26/2022 Archiwum

Listy zza oceanu

Grupa młodych Amerykanów przygotowujących się do bierzmowania napisała do swoich rówieśników z Ukrainy, żeby chociaż tak ich wesprzeć.

WZabrzu mieszkają od niespełna dwóch miesięcy. Z pomocą prowadzących dom dla uchodźców powoli aklimatyzują się w nowych warunkach. Ostatnio dostali listy od nastolatków z Kalifornii, których wcale nie znają. Dotarły przez pośredników z Polski. A wszystko zaczęło się od Światowych Dni Młodzieży, które odbywały się w 2016 roku w Krakowie. Marta Janus razem z grupą wolontariuszy i młodych Niemców z Drezna, którzy gościli w ich parafii, jechała do gliwickiej katedry na dzień wspólnoty w diecezji.

Właśnie w autobusie, w międzynarodowej, rozśpiewanej grupie młodzieży, poznała Austina Millera z San Diego, który na informację, że są z Polski, wykrzyknął: „Kocham Polskę, pierogi!”. Wymienili się kontaktami i tak rozpoczęła się znajomość. Po ŚDM dwukrotnie mieli okazję się spotkać, bo Austin odwiedził rodzinę, która gościła go wcześniej w Gliwicach-Sośnicy.

Pełna baryłka oliwy

– Jego rodzina jest katolicka, są bardzo ze sobą zżyci i zaangażowani w życie Kościoła. Mama jest katechetką i prowadzi w Tulare grupę młodzieży przygotowującą się do bierzmowania, w wieku 15–16 lat. To właśnie ona wpadła na pomysł, żeby napisać listy do osób z Ukrainy. Żeby – chociaż nie mogą tu przyjechać i pomóc – w jakiś sposób okazać im wsparcie – opowiada Marta. Poprosili ją o pośredniczenie w tej misji, więc zaniosła przesyłkę do domu, gdzie mieszkają Ukraińcy. – Powiedziałam, że jestem tylko listonoszem. Ktoś od razu zapytał, czy może odpisać mailem. Myślę, że jest szansa na jakiś dłuższy kontakt. Austin potrafi czytać cyrylicę, więc powiedziałam, że można do nich pisać, posługując się tym alfabetem, i jakoś sobie poradzą z tłumaczeniem. Widziałam, że ucieszyli się z tych listów. Opowiadali też, że czują się dobrze w Zabrzu, trochę jak na koloniach, ale tęskną za swoim domem i myślą o tym, co się tam teraz dzieje – mówi. Pochodzą z różnych miejsc Ukrainy (Lwów, Żytomierz, Donbas, Krym). Trafili do domu sióstr boromeuszek na terenie parafii św. Andrzeja, który wraz z wybuchem wojny od razu został otwarty dla osób uciekających. Przy zaangażowaniu Stowarzyszenia „Diakonia Ruchu Światło–Życie”, które ma tu swój sekretariat, oraz wielu osób i środowisk udało się stworzyć miejsce do mieszkania. – Dzieło to nazwaliśmy Dom Miłosierdzia „Sarepta” z tej racji, że Pan Bóg nam pokazuje, że nasza „baryłka oliwy nie wyczerpuje się” – mówi ks. Piotr Dyduch, diecezjalny moderator Ruchu Światło–Życie. – Doświadczamy tego od samego początku. Postanowiliśmy nadać temu dziełu taką nazwę, bo ona bardzo wyraźnie określa i wyznacza to, co się tutaj dzieje. Wierzymy, że to jest Boże. To też są słowa, które Pan nam dał: Jego zapewnienie, że „baryłka oliwy się nie wyczerpie”. Przez cały czas doświadczamy takiej opieki Bożej, jak Eliasz i uboga wdowa w Sarepcie – wyjaśnia.

Owoce ŚDM w Krakowie

Marta Janus studiuje projektowanie graficzne na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. W przyszłości chciałaby zająć się tworzeniem filmów animowanych. ŚDM w Krakowie to było pierwsze tego typu spotkanie, w którym uczestniczyła. – Najbardziej niezwykłe było dla mnie poznawanie ludzi z innych krajów, tak różnych od Polski, z którymi mieliśmy tyle wspólnego. Mogliśmy się śmiać, śpiewać i tańczyć, ale też rozmawiać na poważne tematy, głębsze, dotyczące wiary, Boga. I okazywało się, że jest to dla nas tak samo ważne. I to było dla mnie piękne, że tworzymy jedną ogromną wspólnotę. Na Campus Misericordiae spało się trzy godziny, budziło ze wschodem słońca i chociaż człowiek był padnięty, to szczęśliwy w duchu – wspomina. Uczestniczyła też w kolejnych Światowych Dniach Młodzieży w Panamie, co nie było łatwe, bo akurat rozpoczęła studia, a spotkanie zbiegało się z pierwszą sesją egzaminacyjną. – Bardzo mnie poruszyło to, co wtedy mówił papież Franciszek, że Maryja nie miała ubezpieczenia na życie. Fiat, które wypowiedziała, wcale nie oznaczało, że wszystko dalej będzie się gładko układać – podkreśla. Chociaż spotkanie młodzieży w Krakowie sprzed sześciu lat nie było doświadczeniem młodych Ukraińców, którzy dziś mieszkają w Zabrzu, to przez splot różnych okoliczności dowiedzieli się więcej o tamtym wydarzeniu. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama