Nowy numer 24/2021 Archiwum

Tutaj nie można pracować zdalnie

O lockdownie bezdomnych, sytuacji kobiet potrzebujących wsparcia i ofiarności ludzi mówi Maria Demidowicz, prezes zabrzańskiego oddziału Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

Klaudia Cwołek: W jakiej sytuacji znaleźli się bezdomni, gdy rok temu ogłoszono stan epidemii i zalecono nam pozostać w domu?

Maria Demidowicz: Pandemia zaskoczyła wszystkich, ale my od razu staraliśmy się przygotować naszych podopiecznych i nas samych do poradzenia sobie w tych warunkach tak, żeby nie zawieszać działalności. Początki nie były łatwe, bo musieliśmy się zmierzyć z dużym lękiem, zwłaszcza że osoby, które u nas przebywają, są naprawdę w dużym kryzysie i potrzebują stałego wsparcia.

Obawialiśmy się, że na przykład z powodu choroby czy kwarantanny będziemy musieli zostawić ich samych ze swoimi problemami. Izolacja, którą wymusiła pandemia, w naszych warunkach była wyjątkowo uciążliwa – wystarczy wyobrazić sobie dłuższe przebywanie w domu w maseczkach. Dlatego chylę czoła przed naszymi pracownikami, którzy w żadnym momencie nie powiedzieli, że nie przyjdą do pracy albo że będą pracować zdalnie, co u nas nie zdałoby egzaminu. Osoby bezdomne, które do nas trafiają, potrzebują bezpośredniego kontaktu – emocjonalnego i duchowego zaopiekowania, nie mówiąc o zapewnieniu podstawowych potrzeb wyżywienia i mieszkania. Realna obecność jest tutaj podstawą.

Na jakie trudności napotkaliście w tym okresie?

Kryzys związany z sytuacją epidemii dotknął nie tylko naszych mieszkańców, ale także pracowników, i musieliśmy sobie podwójnie z tym poradzić. Jestem przekonana, że cały czas funkcjonujemy dzięki opatrzności Bożej i św. Bratu Albertowi, którego o pomoc stale prosimy. Do tej pory nie mieliśmy żadnego zachorowania w żadnej z naszych placówek, które działają całodobowo z kompleksowym i specjalistycznym wsparciem. Niewątpliwie jednak izolacja społeczna, niepewność związana z rozwojem pandemii, obawy o zdrowie swoje i najbliższych, poczucie lęku oraz długotrwałe napięcie powodują, że wiele osób doświadcza traumy. Epidemia dotknęła każdego z nas z osobna. To, z czym się mierzymy, to długotrwały, przewlekły stres, który sieje ogromne spustoszenie i wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie.

Czy bezdomni w reżimie sanitarnym są zdyscyplinowani?

Raczej tak, chociaż początki nie były łatwe. Nowa, nieznana sytuacja budziła wiele kontrowersji. Płyny dezynfekcyjne i unoszący się od nich w powietrzu zapach alkoholu powodował powrót myśli o piciu. Maseczki prowadziły czasem do napadów duszności i była niechęć do ich noszenia. Utrzymywanie dystansu też było kłopotem, no bo jeśli do pracownika podeszło dziecko i chciało się przytulić, to co wtedy? W tym wszystkim najważniejsze okazały się budowanie świadomości wśród mieszkańców i własny przykład.

Z różnych przekazów docierają informacje, że w związku z pandemią spotęgował się problem przemocy domowej. Czy Wasze doświadczenia to potwierdzają?

Nie zaobserwowaliśmy wzrostu liczby osób potrzebujących pomocy z tego powodu. Od ogłoszenia stanu epidemii mamy kilka miejsc wolnych w Domu Samotnej Matki, a także w Schronisku dla Bezdomnych Mężczyzn. Wiemy też, że liczba Niebieskich Kart w Zabrzu zmalała, ale nie musi to oznaczać, że przemoc domowa się zmniejszyła. Pamiętajmy, że obecnie dzieci w większości nie chodzą do szkoły i wiele problemów nie wydostaje się na zewnątrz, pozostaje zamkniętych w czterech ścianach domów i mieszkań.

Jakie kobiety obecnie do Was trafiają?

Bezdomność kobiet jest bardzo złożonym problemem. Kobietom i matkom z dziećmi zapewniamy całodobową specjalistyczną pomoc w Ośrodku Wsparcia, w którym mieszczą się dwie placówki: Schronisko dla bezdomnych kobiet (5 miejsc) i Dom Samotnej Matki (20 miejsc). W schronisku przebywają zarówno młode, jak i starsze osoby. W DSM większość to młode, od 18 do 30 lat, matki z dziećmi. Nikt tutaj nie trafia przypadkowo. Kobiety doświadczające przemocy lub będące w sytuacji kryzysu najpierw szukają wsparcia wśród krewnych czy najbliższych im osób. Przyjście do ośrodka jest ostatecznością. Osoby, które trafiają do naszej placówki, nie mają już nikogo, kto chciałby im pomóc. Relacje i więzi są pozrywane. Placówka jest wtedy ostatnią deską ratunku i zwykle konfrontacją z dotychczasowym życiem i doświadczeniem bezdomności. Bezdomność kobiet i matek przebywających na terenie ośrodka jest więc często zjawiskiem wtórnym. Zaczyna się dużo wcześniej, w środowisku rodzinnym, w którym niejednokrotnie brakowało warunków do prawidłowego rozwoju. Większość kobiet wzrastała z poczuciem braku bezpieczeństwa, akceptacji otoczenia, bezradności i niską samooceną. Przykre doświadczenia i przeżycia pozostawiły trwały ślad w postaci określonej postawy wobec ludzi i otaczającego świata. Często osoby te boją się porzucenia. Strach przed utratą ukochanej osoby jest u nich powodem uciekania od bliskich związków, do których jednocześnie dążą, gdy druga osoba jest niedostępna. Większości z nich nie dano miłości w dzieciństwie. Szukają bezskutecznie idealnej osoby, która będzie ich wybawieniem – zrozumie ich do końca, pokocha bezgranicznie i bezwarunkowo, nada sens ich egzystencji, wypełni pustkę w ich życiu, wybawi od huśtawek nastroju oraz bólu psychicznego i nigdy ich nie opuści. W życiu dorosłym często kobiety te mają problemy z kontrolą emocji. Nieświadomie korzystają z zasady „najlepszą obroną jest atak”. Na krytykę odpowiadają ostrzejszą krytyką, na groźbę opuszczenia – to one opuszczają. Takie zachowania wynikają zwykle ze strachu, frustracji i zdesperowania, a nie od razu ze złych intencji, jak czasem się uważa.

Czy w okresie tegorocznych mrozów więcej osób zgłaszało się do Was o pomoc?

Warto wiedzieć, że na terenie Zabrza funkcjonuje cała sieć pomocy osobom bezdomnym. Działają ogrzewalnia i noclegownia dla mężczyzn, prowadzone przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, które przyjmują także osoby nadużywające alkoholu. Nasze schronisko jest dopiero trzecim etapem pomocy, gdzie realizujemy program aktywizujący osoby będące w kryzysie. Tak więc bezdomni w przypadku interwencji spowodowanej mrozami nie do nas trafiają w pierwszej kolejności. I podczas obecnej zimy nie było takiej sytuacji, że zabrakło miejsca w schronisku, co – w stosunku do poprzednich okresów – jest dla nas nowym zjawiskiem. O czym to może świadczyć? Trudno w tym momencie powiedzieć. Jesienią i wiosną zawsze mamy spotkania z instytucjami, które współpracują w zakresie pomocy bezdomnym. Liczę, że już niebawem uda nam się wtedy wspólnie podsumować ten czas. W każdym razie liczba bezdomnych w Zabrzu jest w ostatnim okresie stała i wynosi około 230 osób. Przy czym, gdy zima jest cieplejsza, część z nich nie chce skorzystać z pomocy instytucjonalnej, woli pomoc doraźną – nocleg czy jeden ciepły posiłek. Ci ludzie żyją w swoim świecie i mówią wprost, że chcą się napić. A u nas jest warunek abstynencji od alkoholu i środków odurzających. Natomiast zauważamy, że większość mężczyzn, którzy korzystają z naszej pomocy w ostatnim okresie, to osoby w wieku 50-60 lat, mocno zdegradowane zdrowotnie.

Czego Wam obecnie potrzeba?

Najpierw chciałabym podziękować wielu osobom i instytucjom za niesamowitą dobroć i otwarte serca. W listopadzie i grudniu doświadczyliśmy ogromnej pomocy. W sytuacji epidemii spotkaliśmy się z wielką życzliwością i zrozumieniem naszych warunków. Rada Dzielnicy Centrum Północ zafundowała piękną wigilię w schronisku dla mężczyzn. Nasi podopieczni otrzymali paczki, i to dedykowane im indywidualnie. Jedno dziecko dostało nawet laptopa do nauki zdalnej, którego nie miało. Byliśmy zaskoczeni liczbą darowizn, które napływały z różnych stron, wręcz nie nadążaliśmy z odbiorem. Ogromne znaczenie miało dla nas w tym wyjątkowym czasie wsparcie władz naszego miasta, w trudnych chwilach mogliśmy liczyć na bezpośredni kontakt w zakresie rozwiązywania bieżących problemów. Ponieważ w tym roku nie było kwesty na cmentarzach, uruchomiliśmy zrzutkę wirtualną i zebraliśmy ponad 26 tys. zł, czyli około 10 tys. więcej niż z kwesty, nie licząc innych wpłat przekazywanych bezpośrednio na konto. Większość wpłat na zrzutka.pl było anonimowych, jedna osoba wpłaciła nawet 10 tys. zł. To pokazuje, jak ludzie potrafią być dobrzy i hojni. Pieniądze, oczywiście, są nam zawsze bardzo potrzebne. Teraz ponosimy dodatkowe koszty w związku z zakupem środków dezynfekujących i maseczek. A potrzebny nam jest też pilnie nowy samochód, który po wszystkich upustach i rabatach ma kosztować około 100 tys. zł. W związku z tym prawdopodobnie uruchomimy na ten cel kolejną zrzutkę. Dlatego będziemy wdzięczni za każdy gest pomocy.

Działalność TPBA

Koło zabrzańskie Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w czerwcu tego roku będzie obchodzić 25-lecie działalności. Obecnie prowadzi w mieście Ośrodek Wsparcia dla Kobiet w Rokitnicy (ul. Ofiar Katynia 48), Mieszkania Readaptacyjne w Biskupicach (ul. Bytomska 92), Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn (ul. Kochanowskiego 26) oraz Punkt Dobroczynny (ul. 3 Maja 34). Towarzystwo zajmuje się pomocą osobom bezdomnym i wykluczonym społecznie w usamodzielnieniu się i powrocie do społeczeństwa. Więcej: www.bratalbert.e-zabrze.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama