Nowy numer 9/2021 Archiwum

Do końca był przy chorych

– Cieszył się niekwestionowanym autorytetem, który wynikał z tego, że był po prostu dobry – powiedział na pogrzebie kapelana gliwickich szpitali prof. Krzysztof Składowski, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.

Pogrzeb o. Jana Nogi CSsR odbył się 14 stycznia w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Gliwicach. Redemptorysta posługę kapelana pełnił przez prawie 25 lat, łącząc ją z duszpasterstwem służby zdrowia i stowarzyszenia amazonek. Na początku grudnia zachorował na COVID-19, zmarł 8 stycznia w wieku 81 lat. Na co dzień był bardzo skromny, a podczas uroczystości pogrzebowej padło wiele słów wdzięczności i uznania pod jego adresem. Mszy św. przewodniczył bp Jan Kopiec, a wśród koncelebrujących byli m.in. współbracia z różnych klasztorów, rodzony brat o. Jana – ks. Julian Noga oraz siostrzeniec – ks. Jan Uchwat.

W uroczystości pogrzebowej uczestniczyli brat i siostra z rodziną, krewni, a także przedstawiciele służby zdrowia, szpitali, środowiska amazonek oraz wdzięczni pacjenci.

Najczęściej słowo „dziękuję”

Ojciec Janusz Sok CSsR, prowincjał redemptorystów, przypomniał w homilii fragmenty listów i wypowiedzi o. Nogi z różnych okresów jego życia. – Mając prawie 60 lat, zaczyna kompletnie nowy etap i jest to najpiękniejszy okres jego życia. Tak go widzieliśmy i tak on na ten czas swojego życia patrzył – powiedział. Dodał, że jako kapelan o. Noga był świadkiem ważnych wydarzeń w życiu innych ludzi i działania w nich Boga. – Ostatnie tygodnie dla o. Jana były trudne – choroba, problemy z oddychaniem... Jakiego słowa używał najczęściej? Wszyscy, którzy mieli z nim kontakt, wiedzą, że było to słowo „dziękuję” – powiedział prowincjał. Potwierdził to prof. Krzysztof Składowski, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, gdzie o. Noga leżał w ostatnim czasie na oddziale intensywnej terapii. Zmarł tam, gdzie był codziennie od 25 lat, przemierzając piętra i długie korytarze, żeby dotrzeć do każdego chorego. – Odszedł jeden z nas, jeden z ponad 1700 pracowników Instytutu Onkologii w Gliwicach. Był to pracownik wyjątkowy. Nie dlatego, że był kapelanem, że pracował tyle lat i prawie wszyscy go znali, ale dlatego, że cieszył się powszechnym szacunkiem, życzliwością lub co najmniej sympatią. Cieszył się też niekwestionowanym autorytetem, który wynikał z tego, że był po prostu dobry – powiedział dyrektor gliwickiej onkologii. Mówiąc o o. Nodze, odniósł się też do ostatniego czasu epidemii, cierpienia i choroby. – Był jednym z nas również dlatego, że odszedł na posterunku posługi pacjentom, narażając się tak samo jak my. Będzie nam go bardzo brakowało – podkreślił.

Na dobre i złe

Doktor n. med. Marek Więckowski, wspominając pracę kapelana w szpitalu przy ul. Radiowej, powiedział: – Ani razu nie zostawił bez opieki naszych pacjentów, poświęcając dla nich wszystko. Jak się teraz okazuje, również własne życie. Mimo dosyć zaawansowanego wieku nie przestawał im nieść pociechy, chociaż wiedział, że bardzo ryzykuje. Drugiego tak pracowitego, oddanego i zaangażowanego człowieka trudno znaleźć – zauważył. Podkreślał jego empatię, wrażliwość, umiejętność łagodzenia sporów, ale też kulturę osobistą, tak potrzebną w kontaktach z chorymi. W imieniu pracowników Szpitala Wielospecjalistycznego w Gliwicach przemawiała prezes Zarządu dr n. med. Beata Sadownik, a w imieniu stowarzyszenia amazonek Zofia Zegardło, która przypomniała, że przed 20 laty o. Noga zebrał je i objął duchową opieką. – Miałeś zawsze czas na rozmowę, pociechę, wsparcie, a nawet przytulenie. Byłeś nam ojcem, bratem, przyjacielem. Byłeś z nami na dobre i złe – powiedziała. Ojciec Jan Noga został pochowany na cmentarzu Centralnym, obok swoich współbraci z zakonu redemptorystów w Gliwicach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama