Nowy numer 25/2021 Archiwum

Był misjonarzem nadziei

W zgromadzeniu przeżył prawie 70 lat, był kapelanem gliwickich szpitali. – W tę posługę wkładał całe swoje serce i siły – powiedział o. Piotr Świerczok CSsR.

Pogrzeb redemptorysty o. Józefa Markowicza odbył się 5 listopada w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Gliwicach, gdzie służył przez 33 lata. – Wyróżniały go dwie cechy: modlitwa i ruchliwość. Często można go było spotkać w kaplicy klasztornej, chętnie prowadził adorację Najświętszego Sakramentu i Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Wyjeżdżał na liczne spotkania z wiernymi w różne zakątki kraju, m.in. do Warszawy i Rzeszowa. Docierał do ludzi pieszo, komunikacją miejską, rowerem i samochodem. Był otwarty na potrzeby ludzi i zawsze miał dla nich czas – wspominał zmarłego proboszcz o. Piotr Świerczok CSsR. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Andrzej Iwanecki, a wśród koncelebrujących był m.in. o. Dariusz Paszyński CSsR, wikariusz prowincjała redemptorystów, który wygłosił homilię. Przypomniał, że w życiu czasem doświadczamy sytuacji, wobec których stajemy bezradni. – Tym, co może nas z tej bezradności wyprowadzić, jest nadzieja, ale nie ta ludzka, pokładana w swoich możliwościach, postępie, ale nadzieja pokładana w Bogu. Jeśli będziemy mieć tę kotwicę, to w sytuacjach bezradności nie będziemy rozdygotani, bo nadzieja na życie wieczne jest pewna. O ojcu Józefie Markowiczu można powiedzieć, że był misjonarzem nadziei, ponieważ niósł ją drugiemu człowiekowi. Potrzebującemu, zranionemu, bezradnemu. Jakże często spotykał takich w szpitalach i swoim łagodnym usposobieniem dla niejednego był jak lekarstwo – stwierdził.

Ojciec Józef Markowicz miał 87 lat. Do zgromadzenia redemptorystów wstąpił jako 17-latek i przeżył w nim 69 lat. Pierwszą profesję zakonną złożył 2 lutego 1952 roku, a śluby wieczyste 2 lutego 1958 roku. Służbę rozpoczął jako brat zakonny, przyjmując imię Marcin. Miał jednak pragnienie przyjęcia święceń kapłańskich, więc po uzupełnieniu wykształcenia rozpoczął studia w seminarium. W 1975 roku otrzymał święcenia z rąk papieża Pawła VI. Towarzyszył mu wtedy w Rzymie o. Jan Noga CSsR, obecnie kapelan gliwickich szpitali. Chociaż dużo młodszy, był jego wychowawcą w seminarium. Później spotkali się w gliwickiej parafii. Wtedy to on ojcu Janowi pomagał odnaleźć się w logistyce nieznanego mu miasta. Swoim wsparciem służył różnym wspólnotom – „Magnificat” z gliwickiej parafii redemptorystów oraz „Odrodzenie” z Warszawy i Rzeszowa, których przedstawiciele przyjechali na uroczystość pogrzebową do Gliwic. Ojciec Markowicz zmarł 2 listopada w szpitalu, gdzie przebywał po zarażeniu koronawirusem. – Znamienne i wzruszające jest to, że ten, który służył chorym przez tyle lat, właśnie w szpitalu złożył swoje życie w ręce Pana. Tam, wśród tych najbardziej teraz osamotnionych chorych, Pan po niego przyszedł i powiedział: „Chodź do Mnie” – zauważył bp Andrzej Iwanecki. O. Józef Markowicz spoczął na cmentarzu Centralnym, obok innych ojców redemptorystów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama