Nowy numer 49/2020 Archiwum

Chociaż na chwilę

Pozwolili urodzić się swoim ciężko chorym dzieciom. Wzięli je z miłością w ramiona. – Za nic nie oddałabym tego, że mogłam pożegnać się z moim dzieckiem – mówiła „Gościowi” mama Ani, która żyła tylko 1,5 godziny.

Rodziców, którzy odrzucili propozycję aborcji swoich najciężej chorych dzieci, jest wielu. Od sześciu lat wspiera ich w tym niezwykłe stowarzyszenie: Śląskie Hospicjum Perinatalne. To niezwykła instytucja, prowadzona z potrzeby serca przez kilkoro zapaleńców, wychowanych w młodości przez Ruch Światło–Życie. Skrzyknęli się, żeby nieść pomoc rodzicom dzieci dotkniętych najcięższymi wadami. Te wady prawdopodobnie doprowadzą do śmierci maleństwa przed porodem albo wkrótce po nim.

Radość z ciąży

Jak pomóc ludziom dotkniętym tak strasznym cierpieniem? Okazuje się, że w jakimś zakresie można – jeśli ci rodzice sami tego chcą. Jako pierwsza telefon od nich odbiera dr n. med. Magdalena Wąsek-Buko, neonatolog i lekarz-koordynator. Wyjaśnia, na czym polega choroba dziecka. Umawia rodziców na wizytę u psychologów ze stowarzyszenia i współpracujących z nim ginekologów. W odwodzie są też specjaliści z innych dziedzin medycyny, zawsze gotowi do konsultacji. Są wspaniałe położne, jest pracownik socjalny, który może pomóc wypełnić potrzebne papiery. Wszyscy pomagają za darmo. – Nasz zespół jest w stanie zapewnić rodzicom najciężej chorych dzieci to, że nie zostaną sami. Będziemy z nimi przez czas ciąży, porodu i żałoby. A jeśli będą mieli okazję zabrać swoje dziecko do domu na kilka dni, miesięcy lub nawet lat, to będziemy kontynuować opiekę w ramach domowego Śląskiego Hospicjum dla Dzieci – wylicza dr Wąsek-Buko. Rodzice dzwonią do Śląskiego Hospicjum Perinatalnego pełni strachu przed przyszłością: przed kontynuacją ciąży, przed porodem, przed chwilą pożegnania, gdy być może przyjdzie im trzymać na ręku umierające dziecko. Najczęściej noszą w sobie też niewypowiedziane na głos poczucie winy, że poczęli chore dziecko. Choć nie odpowiadają za chorobę swojego maleństwa, ta zadra nieraz głęboko w nich tkwi. – Chcemy, żeby rozmowa z nami wprowadziła choć trochę pokoju w serca tych ludzi. Zachęcamy ich, żeby autentycznie cieszyli się każdym dniem ciąży. Żeby byli ze sobą, żeby rozmawiali z dzieckiem – wskazuje dr Magdalena Wąsek-Buko. – Żeby przygotowali sesję zdjęciową, żeby zabezpieczali pamiątki, żeby mama dobre rzeczy jadła, żeby dzieliła się z dzieckiem tym, co najlepsze. Zapewniamy ich, że przez okres ciąży dziecko nie doświadcza bólu, oraz że miejsce, które mu mama zapewnia, jest dla niego najwspanialsze na świecie. Dziecku nic więcej nie potrzeba. Kiedy zachęcamy rodziców, żeby celebrowali tę ciążę, żeby cieszyli się i chwalili nią, przywracamy im często poczucie godności rodzicielstwa – dodaje. Rodzice kontaktują się ze Śląskim Hospicjum Perinatalnym obciążeni takim psychicznym przymusem, że powinni być smutni. – Myślą, że muszą już się przygotowywać do pożegnania, myśleć o miejscu na cmentarzu. My im pokazujemy coś wręcz przeciwnego – mówi pani doktor.

Msza, nie pokropek

Zdarza się i tak, że mimo kontaktu z hospicjum, rodzice mają tak duże obawy, że i tak zgłaszają się na aborcję. Zespół hospicjum nigdy ich nie ocenia; jeśli chcą, nadal zapewnia im psychologiczne wsparcie. Porody dr Wąsek-Buko umawia w szpitalach, w których rodzice na pewno zostaną potraktowani ze zrozumieniem. Najczęściej to Szpital Bonifratrów w Katowicach, ale są też inne. Jeśli rodzice tego chcą, może przyjść ksiądz, który dziecko ochrzci. W przywitaniu i jednocześnie pożegnaniu członka rodziny mogą uczestniczyć dziadkowie czy ciocie. Jest okazja do zrobienia zdjęcia albo gipsowego odlewu rączki – takie pamiątki są później dla rodziców bardzo cenne. Bywa i tak, że takiego pożegnania nie ma. – Przekonałam się już wielokrotnie, że to dziecko decyduje o chwili, w której odchodzi. Nie dość, że samo wybiera sobie ten moment, to jeszcze robi to w sposób, który jest do udźwignięcia dla rodziców. Rodzice czasem mają żal, że dziecko zmarło przed porodem, że nie zobaczyli go żywego. Natomiast później dochodzą do wniosku, że jednak dziecko zadecydowało lepiej, i godzą się z tą decyzją – uważa pani doktor. Czasem rodzice otrzymują ostatni cios z najmniej spodziewanej strony, gdy w parafii słyszą, że zamiast Mszy św. na pogrzebie, będzie zaledwie pokropek na cmentarzu. To dzisiaj rzadkie sytuacje. Można je rozwiązać dzięki spokojnej rozmowie. Nie wszyscy księża wiedzą, że istnieje, przeznaczony na takie pogrzeby, specjalny formularz Mszy Świętej za rodziców dziecka nieochrzczonego. Po pogrzebie rodzice muszą jeszcze przejść przez żałobę. W jej trakcie psychologowie z hospicjum są do dyspozycji. O tych rodzicach specjaliści z hospicjum wyrażają się z najwyższym podziwem. – Pokazują, że można dziecku pozwolić godnie przyjść na świat i godnie z niego odejść – mówią.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama