Nowy numer 49/2020 Archiwum

To dopiero początek drogi

O poszukiwaniu swojego miejsca w Kościele, ważnych lekturach i inspiracjach opowiada Edyta Karczmarska.

MIRA FIUTAK: Jak wyglądała Pani droga do decyzji o wyborze życia konsekrowanego?

EDYTA KARCZMARSKA: Nie było na niej fajerwerków czy jakiegoś szczególnego wydarzenia. Pomagały mi książki, które wywracały moje myślenie o wierze, zmieniały mnie i rozwijały. Na pewno taki znaczący wpływ miała jedna pozycja, którą znalazłam na półce u rodziców. Byłam wtedy w podstawówce, ale i teraz wracam do niej. To książka ks. Władysława Majki „Sylwetka wewnętrzna sercanina. Główne linie naszej duchowości”.

Jest tam mowa o zawierzeniu, całkowitym powierzeniu się Chrystusowi, podpisie „in blanco” na karcie swojego życia. I o tym, że świętość jest dostępna dla każdego. Znalazłam tam wiele inspiracji do rozwijania relacji z Panem. Do tej pory zwracam się czasami do Niego, mówiąc: „Boski mój Mistrzu”, czego nauczyła mnie ta mała książeczka. Od dzieciństwa ciągnęło mnie w Jego stronę, lubiłam się modlić. Gdy tęskniłam za domem, potrzebowałam relacji z bliską mi Osobą, która rozumiałaby takie „straszne rzeczy”, jak ból, wstyd, rozłąka z rodzicami i bratem. Potrzebowałam Osoby, której mogę powiedzieć wszystko.

Skąd to doświadczenie bólu i rozłąki?

W dzieciństwie i później w czasach licealnych dużo przebywałam na oddziale ortopedii w Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu, gdzie przeszłam kilka operacji. Tam, w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem i podczas Eucharystii, zawsze odnajdywałam radość. Potem z latami to dziecięce pragnienie bliskości Pana Boga rozwijało się. Wiedziałam, że są tylko dwa powołania: do małżeństwa lub do dziewictwa, i pragnęłam tego drugiego. Jednak nie zawsze mogłam o tym mówić ze względu na osoby i sytuacje, które wymagały chowania tego w sercu. Czekania, czy raczej przeczekiwania i szukania światła, w którą stronę iść. Proszenia Ducha Świętego o pomoc.

Od razu wiedziała Pani, że to będzie ta forma życia konsekrowanego?

Nie, długo poszukiwałam. Jeździłam na dni skupienia organizowane przez różne zgromadzenia zakonne. Przez pewien czas byłam w jednym z instytutów świeckich, ale rozeznałam, że to nie moje miejsce. Przez te lata spotykałam osoby, którym wiele zawdzięczam. Pośród różnych trudności trafiałam też na dobrych spowiedników, kierowników duchowych i na ciekawe lektury. Poznawałam różne możliwości życia w dziewictwie w Kościele i próbowałam pytać, jaka jest wola Pana Boga, gdzie On chce mnie mieć.

Ta decyzja łączy się też z zaangażowaniem w Kościele. Co nim jest w Pani przypadku?

Jestem członkiem Wspólnoty Adoracji Najświętszego Sakramentu. Życie, moje obowiązki są przeplatane modlitwą, stawaniem przed Panem. Głównie angażuję się w grupy o charakterze odlitewnym, odmawiam Liturgię Godzin, czyli brewiarz. Włączyłam się też w spotkania formujące dziewice konsekrowane w naszej diecezji i tam ostatnio wspieramy modlitwą kleryków z seminarium duchownego w Opolu. Oprócz tego na telefon przychodzą mi intencje z „Pogotowia modlitwy” (inicjatywa parafii Trójcy Świętej w Bytomiu). Staram się zwyczajnie być dobrym człowiekiem i dobrze wywiązywać z powierzonych mi obowiązków.

Z jaką reakcją rodziny i znajomych spotkała się Pani decyzja?

Znajomi wiedzieli, że wiara mnie fascynuje, więc nie było to dla nich czymś zaskakującym. Z rodziną było gorzej. Mama i tata chcieli, żebym założyła rodzinę. Z czasem zrozumieli, że jestem szczęśliwa, żyjąc w takim stanie. A jeśli chodzi o mojego brata, to myślę, że dalej mnie nie rozumie, ale oswoił się już z tą myślą, że tak właśnie chcę żyć i takie jest moje powołanie rozeznane przez Kościół.

Czym jest dla Pani ten ważny moment, uroczysta konsekracja?

Spełnieniem pragnienia serca i wielką radością, że w końcu jestem we właściwym miejscu w Kościele. Wiem, kim jestem i dokąd zmierzam, ale to dopiero początek tej drogi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama