Nowy numer 24/2021 Archiwum

Na czołg!

Dla jednych to miejsce odkrywania historii, dla innych – źródło wspomnień własnej służby w wojsku. Można cofnąć się o kilkadziesiąt lat. Można nawet przejechać się wozami, które kiedyś pracowały dla armii.

Trzy samoloty, trzy czołgi, kilkadziesiąt wozów bojowych, ciężarówek i samochodów terenowych, a do tego armaty, wyrzutnie rakiet, karabiny czy stacja radiolokacyjna – tak prezentuje się inwentarz Muzeum Techniki Wojskowej im. Jerzego Tadeusza Widuchowskiego w Zabrzu. Znajdująca się za solidnym, betonowym ogrodzeniem przy ul. Mochnackiego 12 pokaźna kolekcja powstała dzięki pasji byłych wojskowych do pojazdów militarnych, odnawiania ich i pokazywania innym, podobnym sobie zapaleńcom.

Szczególnie w roku, w którym nie odbędzie się tradycyjna defilada organizowana z okazji Święta Wojska Polskiego, takie miejsce stwarza doskonałą okazję do zapoznania się nie tyle z najnowszymi sprzętami naszej armii, co z maszynami, które dzieliły ważne i nieraz trudne momenty polskiej historii.

Spod wody do Stara

A wszystko zaczęło się od… nurkowania. – Razem z bratem pracowaliśmy w wojsku, byliśmy zawodowymi płetwonurkami. Po zakończeniu służby założyliśmy klub płetwonurków i potrzebowaliśmy pojazdu do przewożenia sprzętu. Najtańszym i najłatwiej osiągalnym środkiem transportu był dla nas wojskowy Star 660. W 2000 roku po raz pierwszy wybraliśmy się nim na zlot pojazdów militarnych do Gliwic i na ten moment datujemy zaczątki naszej grupy – opowiada Wacław Widuchowski, dyrektor Muzeum Techniki Wojskowej, które nosi imię jego stryja, żołnierza Armii Krajowej i sierżanta Ludowego Wojska Polskiego. Było to zamysłem założycieli, by pokazać, że na wojnie nie walczyli wyłącznie generałowie, ale przede wszystkim przeciętni i skromni żołnierze, o których rzadko się pamięta, a którzy w dużym stopniu przyczynili się do zwycięstw w bitwach i wojnach. Gdy po pewnym czasie kolejnych wozów zaczęło przybywać, bracia nie byli już w stanie oddawać się obu pasjom i porzucili nurkowanie, by zająć się w pełni maszynami z wojskową przeszłością. – Żyliśmy od zlotu do zlotu. Kupowaliśmy sprzęty za marne pieniądze, odbudowywaliśmy je i robiliśmy z nich – przynajmniej we własnym mniemaniu – przecudowne i najlepsze na świecie pojazdy. Do tego kompletowaliśmy umundurowanie, bo nie chodzi nam tylko o pokazanie samochodu, ale też żołnierza, który w czasach jego świetności go obsługiwał – zaznacza dyrektor. Z czasem powstała nieformalna grupa, do której zaczęli dołączać inni miłośnicy wojskowych sprzętów wraz ze swym dobytkiem. To właśnie z ekwipunku Małej Armii Grupy Śląsk w 2011 roku powstało Muzeum Techniki Wojskowej. – Sam nie wiem, co było większą motywacją – czy militaria były dlatego, że poznawało się fajnych ludzi, czy tych kumpli miało się przez to, że człowiek zajmował się militariami – zastanawia się Wacław Widuchowski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama