GN 48/2020 Archiwum

Dębica. "Mała" odeszła na wieczną wartę

W Dębicy 25 lipca odbył się pogrzeb por. Barbary Mielczarek, łączniczki Armii Krajowej i łączniczki organizacji Wolność i Niezawisłość.

Por. Barbara Mielczarek ps. "Mata Hari", "Mała", urodziła się 16 lutego 1923 r. w Łopuchowej, a chrzest przyjęła w kościele w Łączkach Kucharskich. Zmarła 17 lipca 2020 r. w Bytomiu, ale pochowana została w Dębicy.

Cztery lata temu szkic poświęcony Barbarze Mielczarek opublikował Jacek Sonczowski na łamach magazynu zyciebytomia.pl. Barbara Mielczarek wspomina w tym tekście pierwsze lata wojny, swój dom rodzinny, swoje dwie siostry.

"Tam rozpoczął się rok 1939 i wybuch wojny. Wtedy punktem centralnym naszych spotkań był dziedziniec przed kościołem. Po Mszy świętej spotykali się tam nauczyciele, naczelnik poczty, ksiądz, moi rodzice (ojciec był prawnikiem) i oczywiście my, trzy bardzo młode dziewczyny. Pewnego razu, 1 listopada 1942 roku, jeden ze znajomych zaproponował mi wstąpienie do Armii Krajowej. Miałam wtedy 18 lat i nadano mi pseudonim »Mata Hari«. Ponieważ niezbyt mi się spodobał, szybko zmieniono go na »Małą« i tak zostałam łączniczką AK" – wspominała Barbara Mielczarek.

Dębica. "Mała" odeszła na wieczną wartę   Nekrolog śp. Barbary Mielczarek. arch. Redakcji

Po wojnie wyjechała do Krakowa, do szkoły. Tam przez znajomego z Ropczyc poznała Ludwika Kubika, który zaproponował jej wstąpienie do organizacji Wolność i Niezawisłość. Wyjechała do Zakopanego i od 1945 r. pełniła funkcję łączniczki. "Punkt kontaktowy mieścił się w kościele. Ja miałam w ręce mój modlitewnik oprawiony w kolorową, charakterystyczną okładkę. Potem wszystko odbywało się jak na filmach szpiegowskich. Osoba kontaktująca się ze mną siadała obok i wypowiadała umówione hasło, ja musiałam znać odzew. Przekazywanie meldunku rzadko odbywało się na papierze. Bezpieczniejsza była wiadomość ustna. W grupie konspiracyjnej wchodzącej w skład IV Inspektoratu Krakowskiego WiN znałam jedynie nieliczne osoby" – wspominała Barbara Mielczarek. Wkrótce Kubika aresztowano i dostał dożywocie, a Stanisław Dydo "Szteinbeck", którego znała z Zakopanego, nie dał się wziąć żywcem – wyskoczył przez okno i zginął.

W 1947 r. Barbara Mielczarek wyjechała z Zakopanego. Pracowała w ośrodkach i domach wczasowych m.in. w Połczynie-Zdroju. Wreszcie wylądowała w okolicach Katowic. Tu z pracą było krucho, ale znalazła zatrudnienie jako podająca do stołu. Potem zrobiła uprawnienia kelnera, starszego kelnera, mistrza kelnerskiego i uprawnienia pedagogiczne do uczenia tego zawodu. W 1983 r. przeszła na emeryturę. Osiadła w domu kombatanta w Miechowicach.

25 lipca 2020 r. spoczęła w grobowcu na starym cmentarzu w Dębicy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama