Nowy numer 29/2021 Archiwum

Pandemia się nie skończyła i jeszcze długo się nie skończy

„Ja to już miałem”. „Mnie to nie dopadnie”. – Postawa pełnego rozluźnienia jest bardzo niebezpieczna – przestrzega Justyna Soroka, psycholog i ratownik medyczny ze szpitala zakaźnego w Gliwicach.

Po rozluźnieniu lub zniesieniu obostrzeń mających zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa w Polsce wiele osób porzuciło wszelkie środki ostrożności. Niektórzy zachowują się, jakby zagrożenie już ich nie dotyczyło, a nawet – jakby epidemia się skończyła. Jednak personel medyczny wciąż widzi od kuchni, że sytuacja wcale nie jest opanowana.

Justyna Soroka, psycholog i ratownik medyczny ze Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach przekształconego w jednoimienną placówkę zakaźną, w rozesłanym do mediów apelu przestrzega, że wycofanie wielu ograniczeń związanych z epidemią sporo osób uznało za przyzwolenie na powrót do zwykłego życia, a to postawa niebezpieczna. – Wiele osób zaczyna śmiać się i mówić: „Ja już to miałem!” albo: „Jak do tej chwili mnie nie dopadło, to już tak pozostanie!”. Rzeczywistość jest jednak bardziej brutalna – twierdzi. – Nadal słyszymy o nowych przypadkach zakażonych. Im więcej testów, tym większa liczba osób z [potwierdzonym zarażeniem] wirusem. Doskonale widzimy to na przykładzie śląskich kopalń lub innych zakładów pracy. Te wszystkie przypadki pokazują, że wirus wciąż jest aktywny, że wciąż towarzyszy nam ryzyko zakażenia – podkreśla. – Nasz optymizm może być zgubny! Dlatego trzeba być przede wszystkim odpowiedzialnym, a nie poddawać się mechanizmowi, który w nas zadziałał: jest rozluźnienie pewnych zasad, to znaczy, że wszystko już mogę! Jako psycholog Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, który stał się szpitalem zakaźnym jednoimiennym, ale także jako ratownik medyczny, wciąż mogę obserwować, jak wielu ludzi trafia do naszej placówki i innych szpitali jednoimiennych z objawami COVID-19 – dodaje. Psycholog przypomina, że lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki i laboranci wciąż obawiają się o własne zdrowie i życie, a także zmagają się z codziennym stresem, jak na początku epidemii. Zapewnia, że nie wyczekują wyrazów wdzięczności, ale na pewno ucieszy ich ludzka odpowiedzialność. – Nadal powinniśmy stosować się do wszelkich zaleceń sanitarnych. Dalej dokładnie myjmy ręce, używajmy w skupiskach ludzkich maseczek lub przyłbic, dezynfekujmy dłonie i używajmy rękawiczek, zachowujmy odpowiednie odstępy. Postawa pełnego rozluźnienia jest naprawdę bardzo niebezpieczna, a jeśli mamy ochronić swoje zdrowie i życie, a także swoich bliskich, których przecież kochamy, musimy być rozważni. Nie dajmy się zwariować i korzystajmy z radością z tego, co mamy, ale pamiętajmy o zasadach i rozsądnie podchodźmy do swoich aktywności – apeluje Justyna Soroka. W stanie – ciągle – epidemii warto uzmysłowić sobie, że liczba osób zakażonych i zgonów w wyniku COVID-19, a także to, jak długo będzie trwało zagrożenie, zależy od zachowania każdego z nas.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama