Nowy numer 44/2020 Archiwum

Trzecia pacjentka otrzymała terapię CAR-T cells w Gliwicach

40-letnia rybniczanka chorująca na chłoniaka nieziarniczego jest już trzecią pacjentką, u której lekarze z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach zastosowali innowacyjną terapię.

Choroba została u niej rozpoznana w 2018 roku. Była leczona wszystkimi dostępnymi obecnie standardowymi metodami - chemioterapią, immunoterapią oraz radioterapią, żadna z nich nie przyniosła jednak efektu. Nie pomogła również autotransplantacja komórek krwiotwórczych. Innowacyjnej terapii została poddana 29 kwietnia.

- W przypadku tej pacjentki wykorzystano wszystkie dostępne opcje terapeutyczne. Mimo to choroba nowotworowa przetrwała i była nadal aktywna. Pozostawała więc wyłącznie opcja stosowania leczenia paliatywnego, umożliwiającego jedynie łagodzenie objawów choroby - mówi dr hab. n. med. Tomasz Czerw z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, który nadzorował cały proces przygotowania i podania tej chorej najbardziej zaawansowanej immunoterapii, jaką jest CAR-T cells.

Zanim ją chorej podano, w gliwickiej klinice pobrano z jej krwi obwodowej komórki układu odpornościowego - limfocyty T, które zostały następnie przeprogramowane genetycznie w laboratorium w USA. Po tej modyfikacji na ich powierzchni znalazły się receptory, dzięki którym limfocyty uzyskały zdolność do rozpoznawania i niszczenia komórek nowotworowych (w tym wypadku chłoniakowych).

- Daje to potencjalnie możliwość wyleczenia choroby nowotoworowej, co bez zastosowania tej metody byłoby nieosiągalne - tłumaczy dr hab. Tomasz Czerw.

Pierwsza pacjentka, u której zastosowano w Gliwicach CAR-T cells w styczniu br., również pochodząca ze Śląska, czuje się dobrze. Jest pod kontrolą poradni Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. Dotychczasowe badania kontrolne pokazały, że nie ma już objawów chłoniaka.

Pacjentka, której podano zmodyfikowane limfocyty T 29 kwietnia, jest dopiero na początku drogi. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, jak jej organizm zareagował na zastosowaną terapię, a za 1-3 miesiące, po wykonaniu badań obrazowych, można będzie ocenić, jaki przyniosła ona efekt.

Lekarze podkreślają, że działania niepożądane pojawiające się u pacjentów leczonych tą metodą, jak wysoka gorączka, zaburzenia oddychania i pracy serca czy wahania ciśnienia krwi, wynikają z toczącej się w ich organizmie gwałtownej walki pomiędzy przeprogramowanymi limfocytami i komórkami nowotworu. Poza tym dla gliwickich lekarzy pojawienie się działań niepożądanych nie jest niczym, co mogłoby ich zaskoczyć.

- Mamy już większą wiedzę i wiemy, jak sobie z nimi radzić. Mamy do dyspozycji dwa rodzaje leków, których w każdej chwili możemy użyć - mówi dr hab. Tomasz Czerw.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama