Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wdzięczny za każdy rok i dzień

– Wielu przychodziło do niego, aby porozmawiać, a on mimo cierpienia nie rezygnował z tych spotkań – mówił o zmarłym przyjacielu o. P. Pasierbek SJ.

W parafii Matki Bożej Kochawińskiej w Gliwicach 3 stycznia odbył się pogrzeb jezuity o. Janusza Cechowego, zmarłego w wieku 55 lat po długiej chorobie 30 grudnia.

Żegnali go najbliżsi – mama, siostra i brat oraz współbracia z wielu placówek jezuickich, rodzina i przyjaciele. Obecni byli parafianie oraz osoby korzystające z jego wsparcia duchowego, którego do końca nie szczędził proszącym o nie. Przyjechali znajomi z różnych stron Polski. Prowincjał jezuitów o. Jakub Kołacz SJ, który przewodniczył Mszy św., przypomniał, że od prawie 10 lat o. Paweł zmagał się z chorobą nowotworową. – W tej walce był pogodzony z tym, co musiał przeżywać, i potrafił być wdzięczny Panu Bogu za każdy rok, za każdy dzień życia na ziemi – powiedział.

Miał kochające i proste serce

Ojciec Janusz Cechowy urodził się 7 marca 1964 r. w Gliwicach. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 1985 r. w Starej Wsi i po dwuletnim nowicjacie złożył pierwsze śluby zakonne. Święcenia prezbiteratu otrzymał 29 czerwca 1995 r. w Krakowie z rąk kard. Franciszka Macharskiego. Trzecią probację odbył w Jastrzębiej Górze pod kierunkiem o. Czesława Kozłowskiego SJ, a uroczystą profesję zakonną złożył 22 kwietnia 2004 r. w Opolu.

Najpierw pracował jako katecheta w Nowym Sączu. Potem był prefektem scholastyków w Kolegium krakowskim. Następnie pełnił posługę ministra, wikarego i katechety w Czechowicach-Dziedzicach. W latach 1998-2000 ponownie pracował jako wikary i katecheta w Nowym Sączu. Po trzeciej probacji, w 2001 r., został posłany do Niezależnego Regionu Rosyjskiego i pracował w duszpasterstwie w miejscowości Indura na Białorusi. Po powrocie do kraju posługiwał w Opolu, we Wrocławiu, a od grudnia 2014 r. w Gliwicach.

Zmarłego jezuitę w homilii pogrzebowej wspominał o. Paweł Pasierbek SJ, jego wieloletni przyjaciel. Często razem głosili rekolekcje. – Kiedy wracaliśmy do domu, to za Januszem zawsze ktoś przyjeżdżał, ktoś chciał porozmawiać, ktoś telefonował, pisał. Rzesze ludzi w ten sposób kontaktowały się z nim. Bo Janusz był człowiekiem ogromnego, kochającego i prostego serca. Nie kombinował, nie wydziwiał. Miał serce, które umiało słuchać, współczuć, które nigdy nie oceniało i zawsze potrafiło powiedzieć dobre słowo – mówił o zmarłym przyjacielu. Wspominał, że w trakcie leczenia nie zgodził się na tracheotomię, która odebrałaby mu głos, a tym samym możliwość odprawiania jak dotychczas Mszy św., głoszenia kazań, spowiedzi.

Wypróbowany na wiele sposobów

Trudną diagnozę usłyszał w 2010 r. – W tamtym momencie zaczęło się jego Getsemani i powolne wychodzenie na Kalwarię, które trwało dzień po dniu. Podziwiałem, jak pokornie podchodził do choroby. Wielu ludzi przychodziło do niego, aby z nim porozmawiać, usłyszeć słowo pocieszenia. A on mimo nieprzespanych nocy, pełnych cierpienia dni nie rezygnował z tych spotkań – przypomniał. Nawiązując do czytanej w liturgii przypowieści o talentach, dodał: – Głęboko wierzę, że usłyszałeś: „Chodź, sługo dobry i wierny, wypróbowałem cię na wiele sposobów. Sprawdziłeś się, dałeś radę”.

Podczas modlitwy na cmentarzu o. Robert Więcek, proboszcz parafii jezuitów w Gliwicach, przypomniał o jego nabożeństwie do Matki Dobrej Drogi. – Prosimy o to, żeby ta prosta droga do Boga okazała się dla ciebie dzisiaj realna. I żebyś mógł się już znaleźć w Jej ramionach i w ramionach Ojca – powiedział. W czasie swojej choroby o. Janusz Cechowy przygotował Nowennę do Matki Bożej Dobrej Drogi dla chorych. Było to – jak sam mówił w wywiadzie dla „Gościa Gliwickiego” w marcu ub.r. – podziękowanie za Jej obecność w jego życiu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama