Nowy numer 47/2020 Archiwum

Chodzi o zaangażowanie

O przygotowaniach do Przeglądu Inscenizacji Bożonarodzeniowych, przeżyciach najmłodszych aktorów i emocjach jury opowiadają Aleksandra i Piotr Maliszewscy, nauczyciele z Górnośląskiego Centrum Edukacyjnego w Gliwicach.

Klaudia Cwołek: Jak rozpoczęła się Wasza przygoda z największymi międzyszkolnymi jasełkami w Gliwicach?

Aleksandra Maliszewska: Przegląd Inscenizacji Bożonarodzeniowych przejęłam w naszej szkole 15 lat temu od Agaty Grzeszczuk, która była katechetką, pracowała z osobami niepełnosprawnymi i bardzo angażowała się w wolontariat. Ona też wymyśliła i w 2000 roku zainicjowała taką formę przygotowania do świąt.

Gdy wyszła za mąż i wyjechała z Gliwic, poprosiła mnie, żebym się tym zajęła, a ja zrobiłam to z ochotą. Wtedy też do przeglądu dodatkowo zaprosiłam przedszkola, co się okazało dobrym pomysłem, bo nikt tak nie przeżywa świąt jak najmłodsze dzieci.

A jak to się stało, że razem przygotowujecie ten przegląd?

Piotr Maliszewski: To żona wszystko robi, ja tylko pomagam. A.M.: Tak naprawdę uczestniczymy w tym oboje od samego początku, pracując w jednej szkole. Mąż jest niezastąpiony w kwestiach logistycznych, zwłaszcza gdy trzeba coś zawieźć, osobiście komuś szybko dostarczyć. A gdy przegląd już trwa i ja przez cały tydzień siedzę w auli razem z jury, czuwa nad tym, co dzieje się wokół. P.M.: Do organizacji całości angażujemy naszych uczniów, którzy zajmują się grupami przyjeżdżającymi do naszej szkoły na występy. Wiadomo, że jesteśmy też za nich odpowiedzialni, więc doglądam między lekcjami, co się z nimi dzieje, choć radzą sobie bardzo dobrze. Czasem trzeba jednak podjąć jakąś decyzję, bo na przykład przyjechało więcej osób, niż się spodziewaliśmy, albo coś się zepsuło i gdzieś trzeba pilnie zadzwonić. Od takich spraw właśnie jestem. A.M.: Tak jak w życiu codziennym, tak przy organizacji przeglądu dobrze się uzupełniamy, bo zawsze funkcjonujemy równolegle w tych samych przestrzeniach – domowej i szkolnej.

Czy organizacja całego wydarzenia krótko przed Bożym Narodzeniem pomaga czy przeszkadza Wam w osobistym przeżywaniu świąt?

P.M.: Na pewno nie przeszkadza i zawsze powtarzamy, że jasełka wnoszą odświeżający element do naszej rzeczywistości. Przegląd zaczyna się w grudniu, a więc od początku roku szkolnego minęły już trzy miesiące i my jesteśmy w kołowrotku zajęć, daje o sobie znać zmęczenie. I wtedy właśnie na korytarzach między klasami pojawiają się aniołki, diabełki, Maryjki, królowie… To jest sygnał dla wszystkich, że święta są coraz bliżej, i dzięki temu zaczynamy na wszystko patrzeć inaczej. A.M.: Nawet to, że kupujemy różne przedmioty na nagrody, pomaga nam w myśleniu o najbliższych, bo zaczynamy się zastanawiać, co komu przygotować jako prezent pod choinkę. Staramy się dopasować nagrody do różnych grup wiekowych i kategorii uczestników przeglądu i przy okazji nieraz natrafiamy na coś, co wpada nam w oko i akurat przyda się dla bratanicy, siostrzenicy, wujka czy cioci. A normalnie może nie mielibyśmy ani czasu, ani tylu możliwości oglądania różnych drobiazgów. Oczywiście, że przygotowanie i przebieg takiego przeglądu jest dużym wyzwaniem organizacyjnym i zawsze towarzyszy mi stres, ale gdy już potem usiądę i zaczynam oglądać przedstawienia, słuchać śpiewanych kolęd, całe napięcie ze mnie schodzi. Radość też sprawia mi praca w jury, bo jesteśmy stałym i zgranym zespołem, w którym m.in. jest Krystyna Wojarska. To za jej kadencji na stanowisku dyrektora szkoły i za jej zgodą ten konkurs u nas zaistniał.

W ciągu 20 lat zaprezentowało się tutaj mnóstwo dzieci i opiekunów. Czy ktoś liczy, ile osób wzięło już udział w tym wydarzeniu?

A.M.: Takie wyliczenie robiłam dotąd tylko w poszczególnych latach. Dla zabawy podczas gali podajemy na przykład, ile w tym roku było Maryjek, królów albo diabełków. To też świadczy o skali i różnorodności przedstawień. W uproszczeniu mówimy, że to są jasełka, ale tak naprawdę to jest przegląd inscenizacji bożonarodzeniowych, w których pomysłowość twórców – scenarzystów i opiekunów – nie zna granic. Co roku pojawia się coś nowego, budzącego podziw, a nierzadko wzruszenie. Zawsze mam przygotowane chusteczki dla jury, bo my nieraz siedzimy i płaczemy jak bobry. Ta różnorodność pokazuje nam też, jak każdy inaczej może przeżywać święta. Dla jednych jest to kwestia duchowości, dla niektórych przede wszystkim czas, który może spędzić w gronie najbliższych, a dla jeszcze innych refleksja, że tej rodziny już nie ma. A wtedy myśli się o tych świętach, które były kiedyś wcześniej… Tak też się zdarza.

Czy był taki przegląd, który szczególnie zapamiętaliście?

P.M.: Z różnych powodów pamiętamy różne. Z pierwszego przeglądu we wspomnieniach została nam przede wszystkim gala na zakończenie. To był rok, kiedy żona przejęła jasełka. Ponieważ było kilka kategorii uczestników, chciała, żeby wszystkie grupy, które zajmą I miejsce, wystąpiły w finale. Jeden występ trwał około 20 minut, więc końca nie było widać. A potem jeszcze nastąpiło rozdawanie nagród. Biskup Gerard Kusz, który przez wiele lat nam towarzyszy, powiedział wtedy żonie na ucho, żeby jednak przemyślała całość i wzięła sobie więcej „aniołków” do pomocy. I słusznie, bo dzieci, które siedziały i czekały wtedy na nagrody, zasnęły. A.M.: To była dobra nauka i od tego czasu do występu podczas gali wybieramy tylko dwie grupy. Jedna prezentuje swoje przedstawienie na początek, a druga na koniec. Niestety, od niedawna zdarza się, że niektórzy odbierają nagrody podczas gali i zaraz wychodzą. Czasem są to całe grupy, także rodzice z dziećmi. Z tego, co wiem, nie tylko u nas się to zdarza. Wcześniej tak nie było.

Czy na przestrzeni lat zmienia się podejście do tematu?

A.M.: Coraz więcej jest scenariuszy autorskich, a coraz mniej gotowców. Często pojawiają się pedagodzy, którzy dostosowują scenariusz do swoich dzieci. To jest bardzo dobre, bo wtedy przedstawienie jest bardzo naturalne, aktorzy czują swoje role i to są najlepsze inscenizacje. Bo tak naprawdę chodzi o autentyczność przeżyć, a nie konkurs talentów. Zawsze podkreślam, że to jest przegląd, a nie rywalizacja. To prawda, że wyróżniamy tych, którym to wyszło najlepiej, ale nie porównujemy umiejętności aktorskich. Wiadomo, że najczęściej zwraca się uwagę na główne role – Maryi czy Józefa. Ale jak widzę dziecko, które jest nieśmiałe, wycofane, grające „drzewko”, a przy tym mocno przeżywające całość, staram się je później wyróżnić za wrażliwość sceniczną. Nam nie chodzi o pokaz talentów, ale zaangażowanie w przeżywanie Bożego Narodzenia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama