Nowy numer 49/2020 Archiwum

Kościół cierpiący

– Zatrważające są statystyki i pojedyncze świadectwa. Nie możemy nie wołać w tej intencji – mówili organizatorzy spotkania.

Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym przypomniał w tym roku o dramatycznej sytuacji w Sudanie Południowym, gdzie według najnowszego raportu ONZ ponad połowa mieszkańców, czyli 7 mln ludzi, głoduje.

Z kolei obchodzony 17 listopada Międzynarodowy Dzień Modlitwy za Prześladowany Kościół przypomniał o cierpieniu wyznawców Chrystusa w Chinach i Nigerii. Ekumeniczna modlitwa za prześladowanych chrześcijan odbyła się 10 listopada w Gliwicach. – Pan Bóg zaprasza nas, żeby nasze serca były blisko Jego serca, bo dzięki temu są wrażliwe na to, co się dzieje. Nie możemy nie odpowiedzieć na Jego wołanie o to, żebyśmy stanęli razem i modlili się za tych, którzy czasem oddają swoje życie ze względu na Jezusa – powiedział Stefan Mitas z Inicjatywy Missio, która zorganizowała spotkanie razem z Open Doors, parafią ewangelicko-augsburską i Kościołem zielonoświątkowym oraz katolickimi wspólnotami Szekinah i Samarytanie.

Zwykle, kiedy mówimy o prześladowaniach wyznawców Chrystusa, padają liczby uzmysławiające nam ich skalę. Jak informuje międzynarodowa organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie, rocznie za wiarę ginie 105 tys. chrześcijan. To znaczy, że statystycznie co 5 minut. 200 mln jest brutalnie prześladowanych, a 350 mln poddawanych różnym formom dyskryminacji. Te liczby robią wrażenie, a jeszcze bardziej poruszają, kiedy słuchamy świadectw tych, których te statystyki dotyczą.

Przedstawiciel Open Doors, międzynarodowej i międzywyznaniowej organizacji pomagającej prześladowanym, opowiadał w Gliwicach o sytuacji w Korei Północnej. – To państwo, odkąd istnieje, zajmuje pierwszą pozycję na indeksie prześladowań. To miejsce, gdzie chrześcijanie są najbardziej prześladowani, gdzie Kościół żyje, ale w pełnej konspiracji, w podziemiu – powiedział. Szacuje się, że jest tam około 300 tys. chrześcijan, z tego około 70 tys. w obozach pracy. – Jeśli jakiś mały lokalny Kościół, kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, zostaje odkryty przez służby bezpieczeństwa, to oznacza, że ktoś zdradził, ktoś wydał na torturach albo zadziałała inwigilacja. Wtedy lider zostaje zabity, a wszyscy członkowie Kościoła wysłani do obozu pracy. Czasem również ich rodziny. A z obozów praktycznie się nie wraca – stwierdził.

Przytoczył też historię pewnej kobiety. Kiedy w schowku rodziców przypadkiem znalazła Biblię, zamarła, bo uświadomiła sobie, jakie grozi jej niebezpieczeństwo. Po swoim nawróceniu przypomniała sobie sytuacje z dzieciństwa, kiedy rodzice rano po przebudzeniu coś cicho szeptali. Dopiero wtedy zrozumiała, że w tajemnicy przed nią się modlili. – Inwigilacja jest tak duża, że rodzice boją się powiedzieć swoim dzieciom, że są chrześcijanami. Boją się, że dzieci wydadzą ich służbom bezpieczeństwa, a do tego będą przekonane, że robią słusznie. Tak mocne jest tam pranie mózgów – mówił przedstawiciel Open Doors.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama