Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ambroży spod Mikołowa

Szczególnym miejscem dla śląskich pszczelarzy staje się sanktuarium w Bujakowie. Właśnie trafiła tam figura ich patrona.

Ponad 2,5 tys. osób należy dziś do Śląskiego Związku Pszczelarskiego. Od teraz ważnym dla nich miejscem będzie sanktuarium Matki Bożej Bujakowskiej, noszącej tytuł Opiekunki Środowiska Naturalnego. Do kościoła w Bujakowie trafiła właśnie figura patrona pszczelarzy, św. Ambrożego. 15 września pobłogosławił ją arcybiskup senior Damian Zimoń.

Figura ta została wyrzeźbiona z drewna. Ma około 1,2 m wysokości. Jest darem abp. Zimonia. Trafiła do bocznej kaplicy. Święty Ambroży żył w IV wieku. Był gubernatorem dwóch prowincji: Ligurii i Emilii z siedzibą w Mediolanie. Kiedy próbował pogodzić katolików i arian, spierających się w katedrze o kandydata na nowego biskupa, jakieś dziecko niespodziewanie zawołało: „Ambrożego na biskupa!”. Obie strony uznały to za kompromis i przystały na to. I choć przyszły święty wtedy dopiero przygotowywał się do chrztu, został wybitnym arcybiskupem Mediolanu i jednym z ojców Kościoła.

Dlaczego właśnie Ambroży jest patronem pszczelarzy? – Urodził się w Trewirze. Według legendy na jego kołysce usiadł rój pszczół, które nie zrobiły mu krzywdy – wyjaśnia ks. Grzegorz Kotyczka, kapelan Śląskiego Związku Pszczelarzy.

Ule w centrum Chorzowa

Hodowanie pszczół w Polsce jest coraz trudniejsze, bo atakują je przyniesione z innych kontynentów choroby lub pasożyty. Od pewnego czasu po otwarciu uli na wiosnę dość często okazuje się, że padła cała wielka pasieka. – Mimo to pszczelarze starają się ciągle odnawiać i rozwijać hodowlę. Na pszczelarstwo jest teraz moda – ocenia ks. Kotyczka. – Przybywa zarówno hodowców, jak i rodzin pszczelich. Jest wielu początkujących, którzy mają po dwa, trzy ule – dodaje.

Sam ks. Grzegorz ma sześć uli przy domu swoich rodziców w Ornontowicach oraz dwanaście uli za kościołem Ducha Świętego w Chorzowie, gdzie jest proboszczem. Pszczelarską pasję przejął po dziadku i ojcu. Po latach okazało się, że przydaje się ona także w duszpasterstwie, bo został kapelanem śląskich pszczelarzy. Dobrze się z nim rozumieją, bo jest jednym z nich. – Mamy wspólny język i wspólne tematy – mówi. Ponieważ kapelan pszczelarzy ma ule zarówno na wsi, jak i w centrum miasta, obserwuje z bliska zadziwiające dla wielu zjawisko. Otóż dzisiaj pszczoły czują się znacznie lepiej w miastach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama