Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Zmiana warty

Ksiądz Adam Jasiurkowski i ksiądz Tomasz Wieczorek, nowi szefowie Gliwickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę, mówią o sensie wyruszania w drogę, swoich dotychczasowych doświadczeniach i wyzwaniu, które podjęli.

Klaudia Cwołek: W tym roku podejmujecie się razem nowego zadania. Czy znaliście się wcześniej?

ks. Tomasz Wieczorek: Znamy się z seminarium, wiedzieliśmy, w jakich pracujemy parafiach, ale niewiele więcej... ks. Adam Jasiurkowski: W seminarium dzieliły nas dwa lata, ale już wtedy współpracowaliśmy na pielgrzymkach w grupie porządkowej. A teraz mamy możliwość poznania się bliżej.

To duża zmiana po wielu latach kierowania pielgrzymką przez ks. Bernarda Plucika i ks. Artura Pytla. To pewnie nie przypadek, że akurat wy przejmujecie to zadanie?

T.W.: Dwa lata temu na pielgrzymce maturzystów na Jasnej Górze ks. Artur, kierownik trasy, zapytał mnie, czy bym się tego nie podjął, bo uważa, że się nadaję. Wiedziałem, że jest to duże wyzwanie, bo pielgrzymka piesza nie jest mi obca, już w szkole średniej chodziłem w niej jako porządkowy. Potem miałem przerwę, ale wiem, jak to wygląda od zaplecza. A ponieważ ktoś tego zadania musi się podjąć i zależy mi na tym diecezjalnym dziele – zgodziłem się. Potem przez kolejne dwa lata przyglądałem się pielgrzymce bliżej od strony organizacyjnej i w tym roku przejmuję odpowiedzialność za całą trasę. Ale jeśli czegoś nie wiem, dalej dzwonię do „mojego” szefa trasy ks. Artura. A.J.: W moim przypadku było podobnie. Jakieś dwa lata temu ks. Bernard Plucik coś napomknął o przejęciu przeze mnie funkcji przewodnika całej pielgrzymki, ale wtedy myślałem, że tylko sonduje, co powiem, że pewnie kandydatów jest więcej. Decyzja ostatecznie zapadła na pielgrzymce w zeszłym roku. Od dziesięciu lat jestem księdzem i przez prawie cały ten czas chodziłem pieszo z grupą z Pyskowic, więc ta rzeczywistość też nie jest mi obca.

Kiedy zaczęliście chodzić na pielgrzymki?

T.W.: Pochodzę z Miasteczka Śląskiego, gdzie jest bogata tradycja pielgrzymowania. Piekary, Jasna Góra i Góra Świętej Anny to był zawsze taki nasz parafialny mały szlem. W tych trzech wydarzeniach trzeba było po prostu uczestniczyć, zresztą ten zwyczaj jest pielęgnowany do dzisiaj. Natomiast pierwszy raz na diecezjalną pielgrzymkę na Jasną Górę poszedłem jeszcze przed seminarium jako porządkowy, a później jako wikary w zabrzańskiej grupie czerwonej. Pielgrzymowanie mam już chyba we krwi. A.J.: Zacząłem chodzić już w dzieciństwie dzięki cioci, która mieszka niedaleko Częstochowy. Pieszo po raz pierwszy szedłem z parafii Mzyki, niedaleko Woźnik. Kiedy byłem w szkole średniej, ks. Grzegorz Brodziak „wskrzesił” pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę w mojej parafii rodzinnej w Starych Tarnowicach – najpierw chodziłem w niej jako uczestnik, a gdy byłem już w seminarium, zaangażowałem się w jej organizację. W Pyskowicach wypłynąłem na głęboką wodę i prowadziłem przez kilka lat tamtejszą grupę.

Co takiego jest w pielgrzymowaniu, że przez tyle lat ciągle jeszcze podejmujecie ten sam trud na tej samej trasie, która wobec innych propozycji może aż tak atrakcyjna nie jest?

T.W.: Z domu rodzinnego wyniosłem przekonanie, że na pielgrzymce Panu Bogu dziękuje się za to, co było i co się otrzymuje. Pamiętam, że kiedy szedłem z tatą do Piekar, to z taką intencją, że trzeba podziękować za mamę, za siostrę, za rodzinę... Żeby głęboko przeżyć pielgrzymkę, trzeba mieć jakąś intencję. Znam wprawdzie osoby, które idą, bo w ten sposób mogą wyrwać się z domu, ale to nie ma wtedy większego sensu. Dla mnie te trzy dni w drodze, nawet jeżeli jestem zaangażowany w różne posługi, to czas specjalny dla Pana Boga, takie rekolekcje w drodze. Człowiek ma wtedy więcej możliwości, żeby pomyśleć o tym, co zrobił, i posłuchać innych. Gdy ma się wokół siebie ludzi, którzy też idą i opowiadają o swoich intencjach czy różnych innych sprawach, łatwiej wtedy zweryfikować własne życie i stanąć w prawdzie. Na pielgrzymce widzę, że nie jestem sam, są inni – może szczęśliwsi, może smutniejsi, z problemami lub bez – ale tworzymy jakąś jedność. W takiej grupie łatwiej możesz odnaleźć swoje miejsce w życiu, zobaczyć, że nie jesteś samotną wyspą na oceanie i nie musisz załamywać rąk, bo akurat coś ci nie wyszło. Świat jest piękny, a problemy oddaj Bogu. Wierzę, że Pan Bóg daje nam wiele łask w życiu, jedne za drugimi, tylko że my biegamy gdzieś coraz szybciej, niestety nie zwracając na Niego uwagi. Czas pielgrzymki to dobry moment, by znów Go odnaleźć. A.J.: W drodze uczę się doceniać to, co mam, bo to jest czas, kiedy funkcjonuje się inaczej niż zwykle. Zazwyczaj jest tak, że chcemy sobie życie upraszczać i uprzyjemniać, a na pielgrzymce świadomie działa się przeciw wygodzie. Idziemy pieszo, śpimy w różnych miejscach. A w domu łóżko jest moje, wanna jest moja... Mimo to zgadzam się na niewygodę ze względu na jakąś intencję. Jest też tak, jak często młodzi mówią: „Robię, bo mogę”. No więc idę na pielgrzymkę, bo mogę, bo przecież nie wszyscy mogą, na przykład z powodu choroby. Choć jest też wiele osób z problemami zdrowotnymi, które mimo wszystko idą, żeby podziękować za poprawę czy prosić o zdrowie.

Jakie stoją przed wami wyzwania? Obawiacie się czegoś?

A.J.: Jesteśmy w tej roli po raz pierwszy i nie wszystko do końca jeszcze wiemy. To dla nas będzie przecieranie szlaków. T.W.: Teraz dopiero, kiedy załatwiam różne formalności, widzę, ile trzeba się nabiegać za wszystkim. Organizacyjnych spraw jest mnóstwo i pewnie przeciętny pielgrzym nie ma pojęcia, jakie warunki trzeba spełnić, żeby wszystko się spokojnie odbyło. A czy mam jakieś obawy? Myślę, że one zawsze będą, bo to jest duża odpowiedzialność za ludzi. Przede wszystkim proszę Pana Boga i św. Krzysztofa, żeby w drodze nikomu nic się nie stało. Wiem też, że przynajmniej na początku będziemy porównywani z poprzednią ekipą przewodników, ale mogę zapewnić, że damy z siebie wszystko.

Czy macie jakieś nowe pomysły?

T.W.: W tym roku na Jasnej Górze będziemy z całą pielgrzymką wchodzili do kaplicy z cudownym obrazem. Tego nie było, przynajmniej w ostatnich latach, z różnych powodów organizacyjnych. Pielgrzymka kończyła się Eucharystią na wałach. I potem okazywało się, że niektórzy pielgrzymi w ogóle przed obrazem nie byli, nie wiedzieli, jak ta kaplica wygląda. Więc w tym roku najpierw pójdziemy przed obraz Matki Bożej, a potem będzie Msza na zewnątrz. Ale zasadniczo będziemy bazować na tym, co przez lata wypracowali nasi poprzednicy. A.J.: W tym roku pielgrzymka wychodzi też wcześniej, bo już 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia NMP, ale w przyszłości będziemy się starali, żeby to była jednak końcówka wakacji, gdy ludzie już wracają z różnych wyjazdów. Z nowych rzeczy mamy jeszcze aplikację pielgrzymkową Bonafide, gdzie będzie można pobrać trasę, śpiewniki, czytania i rozpiskę dnia.

Czyli nie będzie zachęty, żeby pielgrzymi wyłączyli komórkę?

T.W.: Prowadziliśmy na ten temat długą dyskusję, bo ja nie jestem do tego pomysłu do końca przekonany, ale to jest wspólne dzieło i nie można pozostawać tylko przy swoim zdaniu, trzeba współpracować. A.J.: A mnie zależy, żeby aplikację jednak wprowadzić i przetestować. Chociażby dlatego, że obserwuję, jak młodzi mają problem z zapamiętywaniem niektórych rzeczy. Doświadczam tego na co dzień. Na przykład ogłaszam, o której będzie nabożeństwo, i oni tego nie zapamiętują, muszą to mieć zapisane i to najlepiej w telefonie. Dlatego aplikacja to dla mnie możliwość najszybszego dotarcia z informacją. T.W.: Mam obawy, że te komórki będą pielgrzymów rozpraszać, że nie będą zaglądać tylko do aplikacji pielgrzymkowej. Chodzi mi też o bezpieczeństwo. Sam po sobie wiem, że kiedy idę z komórką, nie patrzę uważnie, co się dzieje wokół. Ale to jasne, że najmłodsze pokolenie będzie zachwycone.

Co chcielibyście powiedzieć tym, którzy może się wahają: iść czy nie iść w tym roku?

T.W.: Można się zdecydować i zapisać nawet w ostatnim dniu przed wyjściem. A póki ktoś nie spróbuje, nie pozna smaku pielgrzymowania, choć nikomu nie mówimy, że będzie łatwo i przyjemnie. Ale to nie jest tylko trud dla trudu czy kolejne wyzwanie, tu jest coś znacznie więcej. Wiele osób właśnie na pielgrzymce odkryło drogę swojego życia. A.J.: Podkreślamy, że nasza pielgrzymka jest otwarta nie tylko dla osób z diecezji gliwickiej. Z doświadczenia wiemy, że dołączają do niej ludzie z innych stron Polski, bo akurat pasuje im ten termin. Zresztą to działa także w drugą stronę i to jest dobre.


klaudia.cwolek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL