Nowy numer 37/2021 Archiwum

Twardo po ziemi

O swojej walce z nowotworem, otwierających się w cierpieniu nowych perspektywach i powstaniu nowenny dla chorych mówi jezuita Janusz Cechowy.

W składanych życzeniach nieraz słyszymy, że „zdrowie jest najważniejsze”. Ale czy na pewno?

No właśnie… Łatwo jest życzyć zdrowia, kiedy samemu jest się zdrowym, gdy mnie to nic nie kosztuje, gdy nie ma się świadomości, że są rzeczy ważniejsze. Św. Ignacy Loyola, nasz założyciel, w „Ćwiczeniach duchownych” mówi tak: „Trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi (…), tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa niż ubóstwa, zaszczytów więcej niż wzgardy (…). Trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam bardziej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni”. Dlatego zostałem jezuitą, bo nie spotkałem aż dotąd lepszej syntezy życiowych drogowskazów. Duchowość św. Ignacego jest bardzo praktyczna. To szkoła wierności Bogu w twardym chodzeniu po ziemi. Duchowość walki, zmagania, pokonywania słabości, a nie pobożnego stękania. Sam niesiony tą mądrością św. Ignacego zawsze na pierwszym miejscu życzę błogosławieństwa i wzrostu w łasce wiary. Bo jeśli one będą, to poradzimy sobie w życiu – i w zdrowiu, i w chorobie.

W nowennie dla chorych napisał Ojciec: „A o ile nie przeszkodzi to sprawie mojego zbawienia, uproś mi łaskę zdrowia…”. Jak Ojciec rozumie to „o ile”?

To jest typowo ignacjańskie podejście do życia, w tym przypadku do zdrowia. Celem życia człowieka, jak mówi ojciec Ignacy, jest: „Aby człowiek Pana, Boga swego, chwalił, czcił i Jemu służył i przez to osiągnął zbawienie”. Mogłoby się przecież wydarzyć i tak, że zdrowie zostanie mi przywrócone, ale zatracę się i nie osiągnę zbawienia. Choroba w tym wypadku może stać się wielkim błogosławieństwem. Mały krzyż – małe błogosławieństwo, wielki krzyż – wielkie błogosławieństwo. Problem jest tylko taki, że my chcielibyśmy wielkiego błogosławieństwa, ale bez krzyża, a jednego od drugiego nie da się oddzielić. „O tyle, o ile” znaczy, że mam korzystać ze wszystkiego w takiej mierze, na ile pomaga mi w osiągnięciu celu, a uwalniać się od tego, co w tym przeszkadza. Ksiądz prof. Józef Tischner, którego miałem szczęście być uczniem, napisał w swojej chorobie, że „samo cierpienie nie uszlachetnia, cierpienie nie zbawia”. Zawsze zbawia Bóg, który jest miłością. A także: „Dlatego ważne jest nawet nie tyle to, jak się przyjmuje cierpienie, ile z Kim się je przyjmuje”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama