Nowy numer 49/2020 Archiwum

Nasi kolporterzy

Gdyby nie oni, nasza gazeta nie docierałaby tak sprawnie do prawie 150 parafii, czyli niemal wszystkich w diecezji gliwickiej.

Marcin Szablewski

Prowadzi własną działalność gospodarczą, mieszka w Bytomiu, rozwożeniem „Gościa” zajmuje się prawie 30 lat. Zaczął w 1990 roku, będąc na I roku Akademii Muzycznej, gdy jeszcze nie było diecezji gliwickiej. Po roku doszedł do wniosku, że nie da rady ciągnąć dwóch rzeczy naraz, i w kolportaż zaangażował swoją mamę, żeby skończyć studia. Zofia Szablewska ostatniego „Gościa” rozwoziła jeszcze 24 sierpnia zeszłego roku. Zmarła niespodziewanie 30 sierpnia 2018 r. w wieku 72 lat. – Mama bez tego żyć nie mogła, a ja też złapałem bakcyla. Pomagałem jej, uważałem, że tak trzeba, a gdy jej zabrakło, postanowiliśmy w rodzinie ciągnąć to dalej, póki się da. Kolporterkę traktuję bardziej jako misję, niż pracę, bo prowadzę jeszcze inną działalność – mówi pan Marcin. Liczba parafii: 77 w diecezji gliwickiej, 10 w archidiecezji katowickiej. Start: W czwartki i piątki o 6.00. Zakończenie ok. 16–17. Zimą zwykle dłużej – nawet do 20.00, ale w piątki zazwyczaj wcześniej niż w czwartki. Dodatkowy jeden dzień zajmują różne formalności. Pierwsza i ostatnia parafia objazdu: w czwartek św. Jadwigi w Zabrzu-Zaborzu i NSPJ w Zabrzu-Rokitnicy; w piątek: Brzeziny Śląskie w archidiecezji katowickiej i werbiści na Małgorzatce w Bytomiu. Najlepszy w tej pracy jest… Kontakt z ludźmi. W czwartek, gdy przyjeżdżamy na parafię św. Franciszka w Zabrzu-Zaborzu, gdzie do niedawna proboszczem był bp Andrzej Iwanecki, czeka na nas pani Lodzia z ciepłym śniadaniem na stole. Podobnie jest następnego dnia w Strzybnicy, gdzie wspólny stół przyciąga wszystkich. Tam gospodynią jest pani Gerda, mama proboszcza, która także bardzo o nas dba. Co jest najtrudniejsze? Presja czasu, termin, w którym musimy „Gościa” rozwieźć. Gdy na przykład są gorsze warunki pogodowe albo zdarzy się awaria auta, naprawdę jest ciężko. Wtedy wyjściem jest przesunięcie pracy z czwartku na piątek, a z piątku na sobotę, ale to mocno utrudnia sprawę – zarówno nam, jak i odbiorcom. W terenie ludzie wiedzą, o której godzinie można się nas spodziewać, to są zawsze podobne pory. Więc kiedy mamy jakieś spóźnienia, niektórzy dzwonią z pytaniem, czy coś się nie stało. Z jeden strony to dobrze, ale my niewiele możemy w takiej sytuacji zrobić. Mam też problem z urlopem, bo trudno w takiej działalności o zastępcę.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama