Nowy numer 42/2019 Archiwum

Rok prawdziwych cudów i prób

To jest ich pierwsze Boże Narodzenie w nowym miejscu, i pierwsze we troje. W czasie poprzednich świąt nie wiedzieli jeszcze, że ich synek już jest na świecie.

Anna i Maciej Ślusarczykowie opowiadają o ostatnim roku, pełnym prawdziwych cudów i ciężkich prób. Zaledwie kilka miesięcy temu wyprowadzili się z Zabrza. Mieszkają w niewielkiej miejscowości na Opolszczyźnie otoczonej lasami, gdzie jadąc samochodem, trzeba uważać, bo na drogę wbiegają sarny, jelenie i lisy. Anna: To nasze wymarzone miejsce na ziemi. Idealne warunki dla rozwoju dziecka, o którym marzyliśmy od lat i które pojawiło się, chociaż z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe. Razem jesteśmy od 14 lat, jednak dopiero 7 lat temu wzięliśmy ślub. Impulsem do tego była moja pielgrzymka do Włoch w 2011 r. W czasie zwiedzania urokliwej włoskiej wioski Arbelobello, słynącej z małych domków trulli, otrzymałam telefon o śmierci mojego taty. Co prawda nie utrzymywałam z nim prawie żadnych kontaktów, ponieważ rodzice rozwiedli się, kiedy byłam małym dzieckiem, jednak była to dla mnie bardzo smutna wiadomość.

Następnego dnia w bazylice św. Piotra odprawiona została Msza św. za tatę i właśnie wtedy zrozumiałam, że po powrocie do domu nasze wspólne życie widzę tylko w sakramencie małżeństwa. Chciałam, żebyśmy tworzyli prawdziwy dom i pełną rodzinę. Niemożliwe wydawało mi się dalsze życie bez Bożego błogosławieństwa. To było w maju, a już 3 września stanęliśmy przed ołtarzem.

Myśleliśmy, że to pomyłka

Po ślubie zaczęliśmy bardziej czuć Bożą obecność w naszym życiu. Zapragnęliśmy potomstwa i choć mijały lata, dziecko nie pojawiało się. Najpierw ja poddałam się badaniom. W październiku 2013 roku dowiedzieliśmy się, że to mąż jest niepłodny. Przyznam, że kiedy się o tym dowiedziałam, byłam załamana. Strasznie to przeżyłam. Wtedy zaczęła się nasza wędrówka do kolejnych specjalistów z nadzieją, że któryś z nich pomoże. Niestety, nie dość, że wydaliśmy dużo pieniędzy na wizyty, które okazały się bezowocne, to jeszcze odbierano nam nadzieję. Żaden z tych lekarzy nie powiedział, żeby się nie załamywać, że szanse są zawsze. Jedyne rozwiązanie, które nam proponowano, to in vitro, którego nigdy w życiu nie braliśmy pod uwagę. Do tego nasze relacje małżeńskie uległy oziębieniu, zaczęliśmy się od siebie oddalać. Maciej: Było mi przykro z tego powodu, ale nawet wtedy nie myślałem, że jest to sytuacja, która przekreśla nasze plany rodzicielskie. Byłem przekonany, że wszystko się szczęśliwie ułoży, choć jeszcze wtedy nie wiedziałem jak. Zawsze też powtarzałem, że na świecie jest tyle samotnych i opuszczonych dzieci, które czekają na adopcję i nową rodzinę. Po jakimś czasie pogodziliśmy się z wolą Bożą. Zaufaliśmy Panu Bogu, że wie, co jest dla nas w danym momencie najlepsze. Dziś widzimy, że był to czas dany nam od Niego na pogłębienie i rozwinięcie naszej miłości małżeńskiej.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL