Nowy numer 42/2019 Archiwum

Z wysokości chóru

O miłości do muzyki, opatrznościowych znakach, drodze z Opoczna na Śląsk oraz rodzinnych dylematach świątecznych opowiada Bogdan Stępień, organista katedry w Gliwicach.

Klaudia Cwołek: Rozpoczął Pan 25. rok pracy organistowskiej. To trochę zaskakujące przy tak młodym wieku…

Bogdan Stępień: Bo zaczynałem, gdy miałem 12 lat, dzięki pomocy wspaniałego duszpasterza ks. Szymona Muchy i kościelnego Mariana Lasoty.

Jak to się stało?

Bardzo podobała mi się gra organisty w naszym budującym się kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Opocznie, skąd pochodzę. Niedaleko ołtarza stał przenośny instrument i marzyłem, żeby znaleźć się w pobliżu, ale byłem nieśmiały. Aż przyszedł ksiądz na kolędę i zapytał, czy nie chciałbym zostać ministrantem. Pomyślałem, że to okazja, żeby dostać się do prezbiterium, i poszedłem na pierwszą zbiórkę. Zacząłem przyglądać się bliżej, siadać przy tych organach, potem grać pomiędzy Mszami, a ksiądz to życzliwie zauważył.

Skoro Pan grał, to znaczy, że miał już wtedy jakieś przygotowanie muzyczne?

To ciekawe, ale za pierwszym razem nie dostałem się do szkoły muzycznej. W domu, nic nie mając, na desce zrobiłem sobie klawiaturę i ze śpiewnika ćwiczyłem pieśni, chociaż mój „instrument” nie wydawał dźwięków. Ojciec kupił mi potem zabawkowe pianino, przypominające raczej dzwonki. Ponieważ nie zdałem egzaminu do szkoły muzycznej, do dziś nie wiem dlaczego, poszedłem do ogniska. Tam ktoś zasugerował, że jednak powinienem pójść do szkoły. Ale nie było miejsca w klasie fortepianu i skierowano mnie na instrumenty dęte… Miałem więc drogę przez mękę. Praktykowałem dalej grę w kościele i wróciłem do ogniska, a po jego ukończeniu, w 1997 roku, zdarzyło się dla mnie coś niesamowitego. Pojechałem z kolegą do Łodzi, gdzie poszedłem do księgarni muzycznej. Kiedy zobaczyłem te wszystkie kasety i nuty sławnych kompozytorów, to aż ręce zaczęły mi się trząść. Co się dało, wybierałem i poszedłem z tym do kasy. Za mną w kolejce ustawiła się wtedy pewna pani, która zapytała, czy chodzę do szkoły muzycznej. Odpowiedziałem, że dopiero co ukończyłem ognisko i tyle. Na to ona, czy nie chciałbym uczyć się dalej. Łzy w oczach mi stanęły… Okazało się, że ona była dyrektorką szkoły muzycznej w Łodzi. Co więcej – gdy jej powiedziałem o moim pragnieniu bycia organistą, powiedziała, że w szkole mają takiego nauczyciela, pana Stanisława Kowalczyka, który równocześnie uczy w szkole organistowskiej. Mało, zadeklarowała nawet, że jeśli nie będzie mnie stać na naukę, to ona wszystko opłaci. Był już październik, a mimo to zorganizowano dla mnie przesłuchanie i przyjęto mnie od razu na drugi rok. A gdy wróciłem do domu, był u nas akurat wujek, który u krewnej załatwił mi nocleg w Łodzi. Dla mnie to był i jest wielki znak Bożej Opatrzności.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL