Nowy numer 42/2018 Archiwum

Nie ma jak ślązak!

– To jest cała przyjemność, gdy jest zaufanie, gdy jedzie się „na słowo”, bez bata – przyznaje hodowca.

Zawsze chciałem mieć konie, dziadek też, ale po wojnie nie było warunków – bardziej potrzebna była krowa, bo i dawała mleko, i nadawała się od pracy w polu... Ale wreszcie od 1999 roku mam hodowlę – opowiada Herbert Suchanek z Byciny. Upatrzył sobie ślązaki, bo – jak twierdzi – te dobrze poukładane, mądre konie sprawdzają się w ujeżdżeniu i w zaprzęgach. Nie bez przyczyny wicemistrzostwo świata w powożeniu zdobyto na Lohanie – koniu rasy śląskiej ze stadniny w Książu.

Piękno i charakter

Bo Ślązaki to szlachetna mieszanka, powstała na bazie koni miejscowych, często mających też orientalne korzenie, i masywnych, gorącokrwistych oldenburskich i wschodniofryzyjskich. Wynikiem tej krzyżówki są ciężkie konie, o charakterystycznym typie i pokroju, silnej, ale harmonijnej budowie, dużej głowie, długiej i umięśnionej szyi, mocnej ramie, szerokiej piersi i zadzie, gniade, kare bądź siwe. Hodowcy chwalą ich elegancję, spokój, wszechstronność i chęć do pracy z człowiekiem. – Wyhodowanie dobrego ślązaka to nie taka prosta sprawa – trzeba postudiować trochę księgi, rodowody, program hodowlany. To już na etapie doboru wszystko się zaczyna, ale prócz genetyki trzeba mieć jeszcze odrobinę szczęścia – podkreśla Sebastian Kwoczała, młody hodowca z Poręby. – Każdy koń ma inny charakter – żeby praca z nim dobrze się układała prócz wiedzy musi być ta chemia, porozumienie. – I dobra kondycja, bo trener biega niewiele mniej od podopiecznego – dodaje ze śmiechem. Efekty pracy hodowców najłatwiej obserwować na wystawach, a patrząc, jakie geny przekazał dany ogier czy klacz, dobrać odpowiedniego kandydata do rozwoju swojej hodowli. A przy tym to okazja, by po prostu podziwiać piękne zwierzęta. Stąd, choć to tylko hobby – pana Herberta z wnukiem często widać na wystawach w Pajęcznie, Porębie, na czempionatach w Książu. A choć w tym roku nie miał czasu, by odpowiednio przygotować swoje konie do prezentacji, to ma na koncie sukcesy. Rok temu jego „roczniak” był na trzecim miejscu, a dwulatek został czempionem. – To wymaga pracy i genów. Budowy się nie zmieni, ale ważne jest też karmienie, pielęgnacja i przede wszystkim ułożenie, by zwierzę dobrze chodziło podczas pokazu – wymienia hodowca. Pasją do koni zaraził niemal całą rodzinę – syn, córka i synowe jeżdżą wierzchem, żona też, choć teraz już bryczką. On sam jeździ w siodle, ale i powozi zaprzęgiem. – To wygląda prosto, ale wymaga doświadczenia, opanowania siebie i koni, by nie reagowały nerwowo, nie bały się na przykład głośnych dźwięków.

Na zawody i do kościoła

Kiedyś końmi Polacy wygrywali wojny, dziś nie wykorzystują ich już nawet do prac polowych. Na szczęście po kryzysie hodowlanym pod koniec ubiegłego wieku odradza się moda na ślązaki, rośnie grono prywatnych hodowców. Modne stały się przejażdżki bryczką i jazda w siodle, rozwijają się dyscypliny sportowe: ujeżdżenie, wszechstronny konkurs konia wierzchowego, skoki przez przeszkody, zaprzęgi, rajdy długodystansowe, woltyżerka i reining, a teraz także polo. – Specjaliści szacują, że jedna klacz statystycznie daje pracę 7 osobom – od kowala przez weterynarza, fachowców od leków, pasz, wytwórców uprzęży i innych akcesoriów, producentów powozów itd. To ogromny i rozwijający się rynek – podkreśla Bogdan Kuchejda, prezes Śląsko-Opolskiego Związku Hodowców Koni. I jeszcze jedno. Jak to u ślązaków – tak konie, jak i ich hodowcy niemal we krwi mają pielgrzymowanie. Jeżdżą więc na przykład na organizowaną od kilku lat pielgrzymkę hodowców koni na Górze Świętej Anny. – Warto, bo duchowo się uczestniczy i jest okazja, by się spotkać. My się znamy z różnych wystaw, to są fajne chwile, więc pakuję konie do przyczepy, zostawiam u znajomego hodowcy w Porębie i potem z procesją jedziemy do św. Anny. Oczywiście jeździmy na wielkanocne procesje konne do Ostropy, byłem też z bryczką na Jasnej Górze, a jakby było dość miejsca, to do i Piekar Śl. byśmy przyjechali – zarzeka się Herbert Suchanek.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy