Nowy numer 45/2018 Archiwum

Pan dom zbudował

– Gdybym dziewięć lat temu powiedział, że zdobędziemy pierwsze miejsce na najpiękniejszy kościół w Bytomiu, nikt by nie uwierzył – mówi ks. Maciej Sasiak CR, proboszcz należącej do zmartwychwstańców parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Bytomiu.

tekst i zdjęcia klaudia.cwolek@gosc.pl Po ponad 30 latach budowy nowy kościół na osiedlu w Szombierkach poświęci bp Wiesław Śpiewak CR, ordynariusz diecezji Hamilton na Bermudach. To zwieńczenie ogromnego wysiłku i wielkie święto, które poprzedziły parafialne rekolekcje.

Powołani do życia

– Zmartwychwstańcy w Bytomiu-Szombierkach obecni są już od 1976 roku. Wtedy objęliśmy parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa ze starym kościołem, którą przekazał nam ordynariusz ówczesnej diecezji opolskiej bp Franciszek Jop, wychowanek Kolegium Polskiego w Rzymie. W pewnym momencie okazało się, że jeden kościół na liczącą już 20 tys. osób parafię to za mało, dlatego postanowiono wybudować drugi. Oddaliśmy więc parafię NSPJ diecezji i jako zgromadzenie podjęliśmy się tego zadania – mówi ks. Maciej.

Do tej pracy pierwszy został wyznaczony ks. Ryszard Pacholec CR. W 1995 roku zastąpił go ks. Ryszard Bazylak CR, który w 2001 roku został tutaj pierwszym proboszczem. W 2007 roku na tę funkcję powołano ks. Jerzego Rolka CR, a w 2009 roku ks. Macieja Sasiaka CR, który właśnie kończy swoją kadencję. Na kolejnego proboszcza wyznaczono już ks. Tadeusza Gajdę CR. To on przed laty, będąc prowincjałem zmartwychwstańców, wprowadzał ks. Sasiaka z zadaniem ukończenia budowy. Ale wtedy do finału prac było jeszcze bardzo daleko. Sytuacja wyglądała wręcz na katastrofę budowlaną. Już w latach 80. XX w. okazało się, że projekt budowy kościoła przerasta ówczesne możliwości. Przede wszystkim nie było dostępu do odpowiednich materiałów. – Dla przykładu mogę podać, że zdecydowana większość cegieł pochodziła z rozbiórek – mówi ks. Maciej. Kiedy otrzymał propozycję zostania proboszczem i budowniczym tego kościoła, bez wahania podjął wyzwanie, ale na co się pisze, dowiadywał się etapami. – Wiedziałem trochę o sytuacji na budowie, ale to były tylko niektóre szczegóły. Usłyszałem nawet, że została dla mnie jedynie „kosmetyka”. Sytuacja na miejscu okazała się jednak tragiczna. Świątynia była w takim stanie, że gdybyśmy nie podjęli wielu radykalnych kroków, dziś może by jej nie było. Po 23 latach budowy w kościele był tylko tynk na ścianach, wylana posadzka betonowa, deski zawinięte workami służyły jako ławki, a schody główne i boczne groziły zawaleniem. Kiedy śnieg topniał na dachu, do środka lała się woda. Na plebanii i w kościele nie było ogrzewania – wspomina. – W tej sytuacji uświadomiłem sobie, że jeżeli nie będzie Bożej pomocy i ludzkiej życzliwości, nic nie zrobię. Czytając Księgę Psalmów, trafiłem na słowa: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”. Właśnie te słowa wybrałem na drogowskaz budowy naszego kościoła – wyznaje. A dlaczego w ogóle doszło do takiej sytuacji?

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy