Nowy numer 42/2019 Archiwum

Powołane do miłosierdzia

– Około 150 kobiet przez 24 godziny na dobę pozostaje pod opieką gliwickich boromeuszek i ich współpracowników.

Do Gliwic Kongregację Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w 1857 roku sprowadził ówczesny proboszcz parafii Wszystkich Świętych. To był rok, w którym zgromadzenie otrzymało aprobatę Stolicy Apostolskiej na otwarcie domu generalnego w Nysie. – Siostry w Gliwicach rozpoczęły pracę od chodzenia po domach, gdzie opiekowały się chorymi. Potem przejęły sierociniec. Najpierw mieszkały w małym domku, później powstał klasztor i szkoła gospodarcza dla dziewcząt – budynki, które stoją do dziś. W czasie wojny był tutaj szpital, później dom starców, przekształcany kolejno w dom opieki i zakład opiekuńczo-leczniczy. W listopadzie 2013 r. przekształciłyśmy się w Ośrodek pw. św. Józefa, który otrzymał osobowość prawną. Tworzą go dwa zakłady opiekuńczo-lecznicze dla kobiet w ciężkim stanie zdrowia, potrzebujących stałej pomocy. W domu przy ul. Zygmunta Starego mamy około 113 pensjonariuszek, a w Łabędach – 40. Zatrudniamy w sumie około 120 osób – mówi s. Nerina (Teresa) Bednarz, dyrektor ośrodka.

Bóg i ubodzy

Choć czasy się zmieniają, charyzmat sióstr pozostał ten sam: spełnianie dzieł miłosierdzia wobec ubogich, chorych i potrzebujących. – Jak wstępowałam do klasztoru, chciałam pracować z dziećmi, nie myślałam o pielęgniarstwie, którego później się nauczyłam. Ale dziś jestem w żywiole, gdy mogę być przy chorych. Niestety, mam dużo pracy siedzącej za biurkiem, którą trzeba wykonać, prowadząc tak duży ośrodek – opowiada s. Nerina. Zakonne imię przejęła od s. Neriny, boromeuszki, która była przy jej porodzie w Głuchołazach, i dzięki której przyszła na świat. Później całe lata nie miała kontaktu z tym zakonem. – Z boromeuszkami spotkałam się w roku 1984, jak pojechałam na pierwsze rekolekcje do Otmuchowa i od razu postanowiłam z nimi zostać. Już w klasztorze poznałam historię s. Neriny, bo moja mama powiedziała mi tylko, że przy porodzie były siostry, ale nie wiedziałam wcześniej, jakie i kto dokładnie. Po nitce do kłębka doszłam do boromeuszek i imienia s. Neriny, po której przejęłam imię, żeby „przedłużyć jej życie”. Gdy przyszłam do klasztoru w 1986 roku, ona już nie żyła – wspomina.

Wspólny plan dnia

Być boromeuszką oznacza żyć w rytmie pracy i modlitwy. – Jesteśmy zakonem kontemplacyjno-czynnym, każde działanie staramy się łączyć z modlitwą – wyjaśnia s. Nerina. W klasztorze w Gliwicach, gdzie mieszka 13 sióstr, wspólnej modlitwy jest stosunkowo dużo, bo pozwala na to charakter pracy na miejscu. Już o wpół do szóstej siostry są w kaplicy na jutrzni i rozmyślaniu, a potem na Mszy Świętej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL