Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Bez laurek i lukru

– Chciałam odnaleźć w nim żywego człowieka, który miał swoje emocje, przeżycia, dokonywał wyborów… Chciałam poznać go na nowo… – opowiadała w Zabrzu Natalia Budzyńska, autorka książki o św. Bracie Albercie.

Spotkanie autorskie z Natalią Budzyńską, dziennikarką i pisarką, było częścią świątecznego kiermaszu „Szopka z Książkami”, organizowanego od 14 do 16 grudnia w Miejskiej Bibliotece Publicznej, z którego 10 proc. dochodu otrzyma Zabrzańskie Koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. W tym roku główną atrakcją kiermaszu jest nowa książka pt. „Brat Albert. Biografia”, która ukazała się niedawno nakładem krakowskiego wydawnictwa „Znak”. Natalia Budzyńska dotarła do wcześniej nieznanych powszechnie wypowiedzi oraz materiałów i na nowo odkrywa postać św. Brata Alberta. Znani o „biedaczynie z Krakowa” Spotkanie rozpoczęło się od projekcji filmu dokumentalnego pt. „Adam Chmielowski – Brat Albert. 7 obrazów z życia”, zrealizowanego przez Muzeum Historii Polski w Warszawie.

O ubogim zakonniku z Krakowa wypowiada się w nim wiele znanych postaci. Arcybiskup Grzegorz Ryś analizuje obrazy namalowane przez św. Brata Alberta, które odzwierciedlają różne etapy jego życia przed wstąpieniem do zakonu. Reżyser Krzysztof Zanussi próbuje zrozumieć jego artystyczną duszę oraz wpływ zamiłowania do sztuki na późniejszą posługę biednym. Aktorka Anna Dymna przyznaje, że w pewnym momencie swojej działalności społecznej odkryła w sobie inspirację Adamem Chmielowskim, a niepełnosprawny podróżnik Jan Mela stwierdza, że pewnie dobrze dogadałby się z Bratem Albertem, który też nie miał nogi. Zauważa też, że święty nie był tylko „gadaczem”, ale znakomitym działaczem – a tego właśnie potrzebuje i oczekuje współczesny świat. W filmie wypowiadają się także bracia albertyni i siostry albertynki.

Nieckliwy staruszek

Tuż po projekcji Natalia Budzyńska już na wstępie… odcięła się od sylwetki przedstawionej w filmie. − To laurka, z której poza faktami niewiele można się dowiedzieć na temat bohatera − uznała. Autorka przyznała, że zawsze miała problem z hagiografiami, czyli biografiami świętych, bowiem zwykle są one napisane patetycznym językiem, a ludzie w nich odrealnieni. − Szczerze mówiąc, pokazani są w taki sposób, że wcale nie miałabym ochoty ich poznać – stwierdziła N. Budzyńska. Natomiast w jej książce św. Brat Albert ukazany jest przez pryzmat mnóstwa anegdot i opowieści, które stawiają przed czytelnikiem prawdziwą osobę. − Spotkałam się z postacią Brata Alberta zupełnie przypadkowo i pomyślałam, że nie może być taki nudny. Chciałam odnaleźć w nim żywego człowieka, który miał swoje emocje, przeżycia, dokonywał wyborów… Chciałam poznać go na nowo, ale nie tylko z hagiografii, lecz z materiałów źródłowych, czyli od ludzi, którzy go znali. Oni są najbardziej wiarygodni, bo piszą i mówią o nim bez nieznośnego lukru − wyjaśniła pisarka. − Dlatego w ogóle nie podoba mi się przedstawienie Brata Alberta pędzla Leona Wyczółkowskiego jako ckliwego staruszka przytulającego dziecko. W swojej manierze ten obraz jest całkowicie niezachęcający – mówiła Natalia Budzyńska. Brat Albert z papierosem „Brat Albert to był taki: z bratem – brat, z chłopem – chłop, z dziadem – dziad, z panem – pan” – opowiada już z okładki jego współpracowniczka s. Kunegunda Silukowska. Stąd też zamiast sztampowych portretów świętego na początku książki znalazła się niepublikowana wcześniej fotografia odnaleziona w zbiorach sióstr albertynek.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma