Nowy numer 33/2019 Archiwum

W starciu z ogniem

– Tego pożaru nie dało się zatrzymać, przynajmniej w pierwszych dniach – przyznają strażacy. Był inny od tych, z którymi mieli zwykle do czynienia.

Lato w 1992 roku było upalne, od maja nie padało, więc pod koniec sierpnia ziemia, trawy i ściółka leśna były wyschnięte, a temperatura przekraczała 35 st. Celsjusza. Dramat zaczął się 26 sierpnia około godz.13.50. Wtedy w pobliżu miejscowości Solarnia (nadleśnictwo Rudy Raciborskie) zauważono dym. – Byłem wtedy na chorobowym. Wyszedłem na ogród i nagle zauważyłem, że pali się nasyp przy torach – opowiada Herbert Kijowski, mieszkający przy linii kolejowej. – Myślałem, że to maszynista wyrzucił peta, ale patrzę, a kawałek dalej też tli się ogień i czarny dym idzie z lasu. Już wiedziałem, że nie jest dobrze. Byłem wtedy komendantem OSP w Solarni, więc pobiegłem włączyć syrenę, wzięliśmy samochód i wróciliśmy tam gasić. Ogień szedł już wtedy i górą, i dołem, a nad wioską kłębił się gęsty dym.

Tak zaczął się największy po wojnie pożar lasów w zachodniej i środkowej Europie. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie: po godzinie obejmował już 100 ha, po trzech 600 ha, a po sześciu – 2000 ha.

W krytycznym momencie ogień przesuwał się po wierzchołkach z prędkością 120–150 km/h. Pochłonął 9062 ha lasu w rejonie Kuźni Raciborskiej: 4480 ha w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie, 2352 ha w Nadleśnictwie Rudziniec i 2230 ha w Nadleśnictwie Kędzierzyn. W walce z nim zginęli dwaj strażacy i jedna ofiara cywilna. Na szczęście nie spłonął żaden dom, budynek gospodarczy, udało się też ochronić pobliskie zakłady.

Pożar

– W te dni błagaliśmy o deszcz i by Opatrzność Boża nad nami czuwała – mówi Gizela Glomb, żona kłodnickiego strażaka, działająca też w Ochotniczej Straży Pożarnej. – Już wcześniej codziennie były zgłoszenia mniejszych pożarów. Dyspozytorka w kolejne dni dzwoniła do naszego domu, bym uruchomiła syrenę. To było przeważnie ok. 14.00, jak mąż kończył pracę, on był wtedy kierowcą OSP. Tego dnia syn, który był u nas kilka dni, wyjeżdżał i kiedy znów odebrałam telefon, powiedziałam dyspozytorce, że teraz nie mogę podejść, że ma zadzwonić za chwilę, jak mąż będzie. Ledwie wrócił i zjadł obiad, dzwoniła ponownie. Te minuty zwłoki sprawiły, że kłodnicki wóz strażacki zaparkował jako ostatni z kilku, które podjechały do zarzewia pożaru. I to umożliwiło odwrót, kiedy wiatr nagle zmienił kierunek i ogień zamykał ich w pułapce. Strażacy porzucili sprzęt i uciekali. – Ogień szedł dołem, ale jeszcze szybciej górą, wierzchołkami drzew. Paliły się całe drzewa, ściółka, wszędzie było pełno dymu – wspomina Jerzy Glomb, kierowca wozu OSP z Kłodnicy. Mówi o wielkim szczęściu, że udało mu się ujść z życiem. To właśnie tam zginęli w pierwszych godzinach mł. kpt. Andrzej Kaczyna z Raciborza i dh Andrzej Malinowski z Kłodnicy. Obaj żonaci, drugi osierocił małe dzieci. – On, jako dowódca, poszedł rozpoznać teren, ja byłem przy aucie. Nasz samochód stał ostatni, w którymś z czterech pozostałych widziałem kpt. Kaczynę. Polewaliśmy nawzajem swoje wozy i drzewa dokoła, by nie dopuścić ognia. Jak rozszalał się pożar, to mnie udało się wycofać, on był zablokowany innymi pojazdami, a przejść nie szło. Lał wodą wokół siebie, dokąd silnik chodził. Ja cofałem, choć opony się paliły, póki nie wjechałem kołem do jakiegoś rowu. Potem siedziałem wewnątrz i tylko lałem wodą, aż nadeszła pomoc. Wyjść się nie dało z powodu żaru, zresztą nie było widać, gdzie uciekać. Słyszałem tylko wybuchy kanistrów z paliwem – opowiada kłodnicki strażak.

Walka

Wieść o ofiarach spotęgowała strach. Zresztą ten pożar był całkiem inny niż te, z którymi zwykle mieli do czynienia strażacy. Olejki eteryczne wydzielane przez sosnowo-świerkowy drzewostan sprawiały, że drzewa płonęły jak pochodnie, a szyszki strzelały jak pociski. Ogień przenosił się wierzchołkami, wypalał też wszystko, łącznie ze ściółką, eksplodowały niewybuchy z czasów II wojny światowej. Silne podmuchy i prądy konwekcyjne powodowały przerzuty ognia, tworząc nowe ogniska pożaru, zmieniając jego kierunek. Przy ścianie ognia temperatura sięgała kilkuset stopni, niszcząc sprzęt strażacki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL