Nowy numer 24/2021 Archiwum

Na kawę z duszą

To miejsce, w którym można napić się małej czarnej, poczytać gazetę, spotkać starych znajomych albo… Pana Boga.

Prawdopodobnie wielu słyszało o żelazku z duszą. Tak nazywano tę jego część, która podtrzymywała ciepło. W gliwickiej Kawiarni Na Wyspie jej właścicielka, Dorota Salamak, podtrzymuje ciepłą atmosferę, serwując… kawę z duszą. I nie chodzi tu o egzotyczne przyprawy czy specjalne składniki, ale o życiową misję właścicielki, którą chce spełniać, prowadząc własny biznes. – Wszystko zaczęło się od rekolekcji prowadzonych przez Witka Wilka. To był czas mojego poszukiwania pomysłu na siebie i częstego zmieniania pracy. Właśnie tam usłyszałam, że Bóg wkłada w nasze serca pragnienia, którym chce błogosławić – wspomina Dorota. I wtedy po raz pierwszy w jej głowie pojawiła się myśl o rozwijaniu talentów i podążaniu za tym, co w sercu.

Pojawił się pomysł na kawiarnię, mimo że nie miała żadnego doświadczenia w tej branży, a co więcej – również środków. Skąd więc taka decyzja? Pewnego dnia spotkała znajomych, którzy z wielką stanowczością stwierdzili, że przyjmowanie gości to jej największy i wyjątkowy talent.

Mam siłę

Pół roku później podpisała umowę najmu lokalu, by niedługo dokonać oficjalnego otwarcia kawiarni. Od tamtego dnia minęły ponad dwa lata, okupione ciężką pracą. Dorota niemal wszystkim zajmowała się sama – zamawianiem dostawy, przygotowywaniem tostów, myciem okien i stolików, marketingiem i wieloma innymi sprawami, których wymaga własna działalność gospodarcza. – To istny cud, że kawiarnia istnieje i się powoli rozwija – mówi. I dodaje: – Cud, który nie zaistniałby bez pomocy Boga. Rzeczywiście, jej opowieść pełna jest przypadków, które po ludzku nie powinny się zdarzyć. W bardzo szybkim czasie udało jej się znaleźć lokal w dobrym miejscu (ul. Mikołowska) oraz fundusze z dotacji. – Wszystko toczyło się tak sprawnie, że czasem zastanawiałam się, czy to dobrze. Prosiłam Boga, by to zweryfikował, zatrzymał mnie w korku ulicznym albo w jakiś inny sposób nie dozwolił, by to wszystko się udało – śmieje się. – A jednak działo się na odwrót. Nagle znajdowały się tracone klucze, zapodziana koperta z pieniędzmi…

Na wyspie

Zakładając swój biznes, wiedziała jedno – to ma być miejsce odpoczynku. Miejsce, które chwilowo przeniesie nas daleko od codziennego pośpiechu i ulicznego zgiełku. Będzie jak rajska wyspa! Dlatego przy wyborze nazwy lokalu nie było żadnych wątpliwości – Na Wyspie. Tym bardziej że – jak podkreśla właścicielka – patrząc na topografię tego miejsca z lotu ptaka, rzeczywiście widzi się wyspę, tyle że otoczoną ulicami zamiast wodą.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama