GN 38/2020 Archiwum

Wspólnota bez kompromisów

O pustce po wyburzonym kościele i przeprowadzce do nowej świątyni opowiada ks. Rafał Sierla, proboszcz parafii św. Józefa w Bytomiu.

Szymon Zmarlicki: Jak parafianie zaaklimatyzowali się w nowej świątyni?

Ks. Rafał Sierla: Przeniesienie do nowego kościoła było przygotowywane już od kilku lat, zatem nie wymagało to wielkiej aklimatyzacji. Sam budynek jest dla nas szczególnym miejscem, do którego przez jakiś czas się przyzwyczajaliśmy, lecz nie trwało to zbyt długo, bo jest bardzo sympatyczny, przyjazny, funkcjonalny, a przy tym wszystkim ładny. Zupełnie różni się od poprzedniej świątyni, która była wykonana w innym stylu, także lokalizacja jest znacznie korzystniejsza i wszyscy mają do kościoła blisko.

Ale kiedy stary kościół był burzony, sporo parafian – zwłaszcza starszych – z nostalgią go wspominało. Tam przyjmowali chrzest, Pierwszą Komunię św., ślub… Sentyment pozostał?

Samo wyburzenie poruszyło te uczucia i wtedy wspomnienia odżyły, jednak teraz takie głosy już ucichły. Choć przyznam, że – podobnie jak wielu parafian – odczuwam pewną trudność emocjonalną, kiedy przejeżdżam drogą i zamiast kościoła widzę w jego miejscu pustą przestrzeń. Pomocną okolicznością jest to, że wykorzystaliśmy wiele elementów z tamtego wnętrza, wśród których łatwiej nam przeżyć tę „stratę”. Dlatego cieszymy się z nowego kościoła, a jednocześnie z tego, że nadal możemy korzystać z rzeczy, które wcześniej służyły przez wiele lat.

Jakie to wyposażenie?

Przede wszystkim chrzcielnica, szczególnie symboliczna, która została odnowiona i stoi teraz w prezbiterium, a także niedawno zawieszone stacje drogi krzyżowej oraz tabernakulum i figury Matki Bożej i Serca Pana Jezusa z bocznych ołtarzy. Poza tym ogromny krucyfiks, umieszczony w centralnym miejscu, a nie – jak wcześniej – w krużganku. Z kolei figura św. Józefa, która w starym kościele była głównym elementem wystroju i to wokół niej były namalowane freski, tutaj zajmuje podobne miejsce, lecz otoczenie jest już inne. Mamy też organy, które przechodzą proces renowacji i przeprojektowania. Zostaną zamontowane na chórze znajdującym się nie z tyłu kościoła, ale nad ołtarzem. Przykry los spotkał niestety witraże. Zostały one wymontowane i składowałem je w dawnym domu katechetycznym. Ponieważ był on nieużywany, wkradli się do niego złomiarze i stłukli niemal wszystkie. Ostało się ich zaledwie kilka, ale też są zniszczone. To wielka strata i bardzo przeżyliśmy to, że tak ważny element wyposażenia został zdewastowany.

Wyburzona świątynia była urządzona w dawnym stylu, z prezbiterium pełnym fresków, ale już mocno wysłużona. Obecna wręcz pachnie nowością i jest bardzo współczesna. To jak przeprowadzka ze starej, ale klimatycznej kamienicy do nowoczesnego apartamentowca?

Rzeczywiście, mo- żna w ten sposób to porównać. Rozwiązania techniczne czy sama bryła budynku pomagają nam nowocześniej tu funkcjonować i lepiej się zorganizować. Jednak trzeba pamiętać, że kościół przede wszystkim służy liturgii, a ta się nie zmienia. Z kolei wszelkie nowe okoliczności, jak procesje czy rozmieszczenie wiernych wokół ołtarza, są bardziej „wspólnototwórcze”. Doceniam to, bo poprzedni budynek ze względów architektonicznych oraz złego stanu wymagał w tym wymiarze pewnych kompromisów.

Pusty plac w miejscu starej świątyni wywołuje uczucie pustki, ale na niezaktualizowanych od kilku lat mapach internetowych widać jeszcze pusty plac w miejscu nowego kościoła. Jak wpisał się w to otoczenie? Stanął przecież między blokami.

Bloki to jedno, ale lokalizacja jest symboliczna z innego powodu, gdyż dokładnie na tym terenie znajdowała się kopalnia „Powstańców Śląskich”. Całe osiedle jest górnicze i ludzie przez większość życia byli związani z tym zakładem. Uważam to za bardzo wymowny znak, że w tym samym miejscu stanęła świątynia. Ogromną zaletą jest właśnie jej bliskość – wierni nie muszą już dojeżdżać, bo mają ją tuż obok. Stary kościół znajdował się w centrum terenu parafii, ale z powodu szkód górniczych zniknęła stamtąd cała dzielnica. Wraz z nowym budynkiem przenieśliśmy się na obrzeża parafii i tym samym jesteśmy przy granicy diecezji. Przez boczne wejście kościoła widać bloki, które należą już do archidiecezji katowickiej. I właśnie z powodu niedalekiej odległości część wiernych przychodzi do naszej świątyni.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama