Nowy numer 43/2020 Archiwum

Most na ośmiu filarach

Ks. dr hab. Jan Kochel, profesor Uniwersytetu Opolskiego, mówi o Szkole Słowa Bożego kard. Martiniego, zainteresowaniu Pismem Świętym i internetowym projekcie.

Klaudia Cwołek: Czy szkoła pod adresem ssb24.pl to jest rzeczywistość tylko wirtualna, czy działacie też w inny sposób?

Ks. dr hab. Jan Kochel: Nasza Szkoła Słowa Bożego powstała jako próba wprowadzenia w lectio divina – w „Boże czytanie”, czyli modlitewne czytanie Pisma Świętego. W połowie lat 90. XX w. byłem na stypendium we Włoszech i w Mediolanie spotkałem się z kard. Carlo Maria Martinim. To on jest twórcą nazwy Szkoły Słowa Bożego (Scuola della Parola), którą od lat 80. prowadził na żywo w swojej diecezji i która wydała piękne owoce. Kiedy miałem okazję z nim rozmawiać, poprosiłem o możliwość realizowania tego pomysłu na terenie Polski. Zgodził się i dał mi placet na rozpowszechnienie idei w naszym kraju. Później, razem z naszym biskupem Janem Wieczorkiem, napisaliśmy do niego list z prośbą o opinię na temat takiej szkoły w internecie. Dostaliśmy piękną odpowiedź, którą można przeczytać na naszej stronie. I tak to się wszystko zaczęło. Początkowo szkoła działała w miejscach, gdzie byłem duszpasterzem. Pierwsza edycja na żywo była w Laskach pod Warszawą, z którymi jestem związany od lat studenckich. Potem robiłem takie spotkania na Giszowcu, w Strzybnicy, Gliwicach i Bojkowie.

Jak rozwijała się idea kard. Martiniego?

Szkoła jest wprowadzeniem w lectio divina w formie, jaką zaproponował kardynał, odpowiadając na potrzeby młodzieży. Młodzi ludzie sami przyszli do niego, krótko po wyborze na stolicę arcybiskupią w Mediolanie, i poprosili, aby uczył ich czytać Pismo Święte. On ich zaprosił i zaproponował im typową lectio divina, która polegała na tym, że czytano fragment Biblii, później było wprowadzenie kardynała, zakończone pytaniami, a potem młodzież zostawała na dłuższą chwilę w ciszy, żeby medytować słowo Boże. Wszystko kończyło się wspólną modlitwą. W tej praktyce ciekawym momentem jest adoracja Słowa. Na własne oczy widziałem we Włoszech młodzież z Pismem Świętym, skupioną, która z ołówkiem w ręku podkreślała sobie coś w tekście swojego egzemplarza. W latach 80. i 90. w diecezji mediolańskiej Szkoła Słowa Bożego miała ogromną popularność, to był piękny czas jej rozwoju. Później powoli przenosiła się także do innych krajów. Kiedy rozpocząłem pracę na Uniwersytecie Opolskim i w seminarium duchownym, zaprosiłem kleryków i studentów świeckich do internetowej formy tej szkoły. Ma ona być zachętą albo do indywidualnej lectio divina, albo do tworzenia małych grup.

Czy prowadzi Ksiądz dalej także spotkania szkoły w realu?

Obecnie mam grupę w parafii na Trynku w Gliwicach, która działa w ramach Ruchu Czystych Serc. Spotykamy się dwa razy w miesiącu. Jedno spotkanie jest formacyjne, a drugie modlitewne, właśnie w tym duchu. Po Mszy Świętej, przed Panem Jezusem wystawionym w Najświętszym Sakramencie, robimy lectio divina do tekstu biblijnego przeznaczonego na dany dzień. Na stronie internetowej wyróżnione są wyraźnie cztery części, które odpowiadają etapom lectio divina, czyli: czytaj, rozważ, módl się i żyj Słowem! Zwykle jako czwarty krok podaje się kontemplację, a potem czasami jeszcze działanie.

Skąd ta różnica?

To nie jest różnica. Od samego początku tzw. actio, czyli zachęta, by żyć Słowem, była obecna w klasycznym, średniowiecznym lectio divina. Kardynał Martini mówi nawet o ośmiu etapach, nawiązując do ośmiu filarów mostu. Starożytny rzymski most był tak zbudowany, że były cztery filary dojścia do szczytu i cztery filary zejścia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama