Nowy numer 25/2018 Archiwum

Żywy ogień świeci inaczej

O dylematach duszpasterza, adwentowym „przemyśle” i roratach dla dorosłych z o. Mateuszem Smolarczykiem, franciszkaninem, proboszczem parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Zabrzu, rozmawia Klaudia Cwołek

Klaudia Cwołek: Pamięta Ojciec Roraty swojego dzieciństwa?

O. Mateusz Smolarczyk: Wstawało się rano i szło. Raz chętnie, innym razem niechętnie, bo kto chce wstawać wcześniej niż zwykle? Zresztą do dziś jest to dla mnie dylemat duszpasterski – czy Roraty odprawić rano czy wieczorem. Zgodnie z naszą tradycją powinna to być Msza o świcie, więc musiałyby być rano. Tylko jak to zrobić, kiedy już nawet sześcioletnie dzieci muszą być o 8.00 w szkole, a ta dzisiaj, niestety, nie zawsze jest blisko. Żeby zdążyć ze wszystkim, musiałyby wstać o 6.00, a Roraty powinny być o 6.30, bo trwają około godziny. Jeśli rodzice pracują, to kto odprowadzi dzieci do kościoła? Dlatego u nas Msze roratnie odbywają się wieczorem, bo nie trzeba rano tak wcześnie wstawać i rodzicom łatwiej z nimi przyjść. Ale tu pojawia się nowy problem. Wieczorem często nie mogą przyjść te dzieci, które mają różne dodatkowe zajęcia: balet, angielski albo jeszcze coś innego.

Generalnie więc, jeśli Roraty są rano, to nie ma małych dzieci; jeśli są wieczorem – nie ma starszych. W sobotę Roraty mamy rano. Najbardziej gorliwe dzieci są na wszystkich Mszach, także tych porannych. Z Roratami jest związany wysiłek organizacyjny, a także finansowy. Jeśli nabożeństwa mają być dobrze przygotowane, trzeba kupić materiały, na przykład „Małego Gościa Niedzielnego”, a to jest już konkretny pieniądz. Mimo że w trakcie trwania Rorat dzieci będą się sukcesywnie wykruszać, to tych materiałów trzeba kupić według ilości początkowej, gdy jest ich najwięcej. Kupuje się więc na zapas, bo nie wiemy, ile dzieci przyjdzie, a lepiej, jak coś zostanie, niż gdyby miało zabraknąć i komuś byłoby przykro. Czasem w połowie Rorat tych materiałów zostaje już tyle, że to rodzi frustrację.

We mnie też budzi frustrację stwierdzenie, że Roraty to problem z pieniędzmi.

Nie jest to tylko problem z pieniędzmi, ale one też są potrzebne. Roraty w takiej formie są dla dzieci bardzo ważne. Odpowiednia oprawa jest przygotowywana najczęściej przez „Małego Gościa Niedzielnego”. Wokół Rorat powstał już swoisty rynek: materiały, obrazki, lampiony, nagrody. Ale uważam, że bardzo dobrze, bo to jest duża przeciwwaga dla tego, co w związku ze świętami dzieje się w przestrzeni handlowo-publicznej. A zatem nagrody są potrzebne – w trakcie i na koniec spotkań – m.in. za prace z odpowiedziami na roratnie pytania, które dzieci wykonują z dużą pomysłowością w domu – nieraz całymi rodzinami – co też trzeba docenić. W jednym roku przynosiły własnoręcznie zrobione łańcuchy choinkowe. Najdłuższy, klejony, miał 470 metrów! Za taką inwencję trzeba dać nagrodę. Nie wiem, jak jest w innych parafiach, ale my nagrody staramy się robić sami. W zeszłym roku robiliśmy gipsowe figurki.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma