Nowy numer 42/2020 Archiwum

Boże trzy minuty

– Wychwalanie Boga to jest styl życia – przekonywała Maria Vadia w Gliwicach.

Przez dwa wieczory, 18 i 19 maja, w kościele NMP Matki Kościoła na Sikorniku odbywały się spotkania z Marią Vadią, ewangelizatorką i charyzmatyczką ze Stanów Zjednoczonych. Opowiadała o własnych doświadczeniach i tych, których poznała podczas licznych podróży po świecie i była świadkiem ich uzdrowienia. I przekonywała, że drogą do uzdrowienia jest uwielbienie.

– Pragnij w sercu świeżego spotkania z Bogiem. Chodzi o to, żeby wychwalać Go całym sobą. Nie ma tu znaczenia rodzaj osobowości, to, jak się czuję. Ważne jest pełnienie Jego woli. Wychwalanie ma dużą moc. Jak chcesz zobaczyć moc Boga w swoim życiu, uwielbiaj Go. Tylko tak zmienisz rzeczywistość, która cię otacza – powiedziała. W spotkaniu, które zorganizowała Inicjatywa Missio, uczestniczyło ponad 550 osób. Maria Vadia urodziła się na Kubie. Jako 10-latka wyjechała z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Dziś organizuje konferencje charyzmatyczne i uczestniczy w spotkaniach, które odbywają się w różnych częściach świata. Prowadzi też stałą ewangelizację w więzieniu dla kobiet, angażuje się w dzieła charytatywne. Napisała kilka książek na temat życia w Duchu Świętym i posługiwania charyzmatami. W czasie spotkania z grupą liderów, animatorów i modlących się wstawienniczo opowiadała o swoim posługiwaniu, o otwartości na prowadzenie Boga w przyprowadzaniu ludzi do Niego. Wykorzystuje każdą okazję. Oczekiwanie na lotnisku na samolot do Miami, gdzie mieszka, czy rozmowę w hotelu w Łodzi, gdzie w ubiegłym roku gościła na konferencji. Podkreślała, że najważniejsza jest nasza gotowość, o resztę troszczy się Bóg. – Wielu ludzi jest dziś zniechęconych, przytłoczonych, w depresji. Kiedy uwielbiamy, Bóg przychodzi i zaczyna nas odbudowywać – mówiła Maria Vadia. – Są porzuceni, poranieni, ci, o których nikt się nie troszczy. I o nich troszczy się Duch Święty. W Jego obecności twoje złamane serce może być uzdrowione. Wiem, co to znaczy mieć złamane serce, być zmiażdżonym. Moje małżeństwo rozpadło się i stałam się samotną matką z czwórką dzieci. Nieważne, jak bardzo jesteś złamany. Niezależnie od tego, przez co przeszedłeś, On buduje cię na nowo, daje ci odwagę. Uzdrawia złamanych na duchu i opatruje ich rany – mówiła z naciskiem. Opowiedziała też historię swojego starszego brata, lekarza żyjącego z dala od Boga, z doświadczeniami z okultyzmem i New Age. Do tego uzależnionego od seksu, wcześniej od kokainy, trzykrotnie żonatego i trzykrotnie rozwiedzionego. Świętując wydanie swojej pierwszej książki, zaprosiła go na spotkanie, gdzie uwielbiali Boga. – Mój brat siedział pośród innych i nagle Duch Boży przyszedł do niego. Późnej powiedział: „Tego, co Bóg zrobił dla mnie przez te trzy minuty, ja nie mogłem zrobić dla siebie przez ponad trzy lata” – wspominała. Próbował uwolnić się od uzależnienia, szukał pomocy u psychologa, psychoterapeuty, pojechał do Indii, gdzie 40 dni spędził w samotności. – Nic nie pomogło. Dopiero Jezus. Mój brat jest dziś wolny, już ponad 17 lat – stwierdziła. Wspominała spotkania w Tan- zanii i Ugandzie, w rejonie w 90 procentach islamskim, na które przychodzili również muzułmanie. I zdarzało się, że podchodzili do prowadzących, oświadczając, że chcą przyjąć Jezusa. – Bo doświadczyli obecności Bożej. Na własne oczy widzieli, jak działa, uzdrawia i chcieli oddać Mu swoje życie. Nikt nie musiał im mówić: zostań chrześcijaninem. To dobroć Boża prowadzi ludzi do nawrócenia – powiedziała ewangelizatorka. I dodała: – Więc jak niewierzący przyjdą na nasze spotkanie w czasie uwielbiania, to powinno to już wystarczyć, żeby chcieli być chrześcijanami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama