Nowy numer 3/2021 Archiwum

Czyściec zamiast piekła

Górnictwo. W sierpniu ubiegłego roku Wacław Czerkawski ze Związku Zawodowego Górników w Polsce zapowiadał, że jeśli plan naprawczy Kompanii Węglowej będzie nadal forsowany, „wybuchnie czwarte powstanie śląskie i wyjdziemy na ulice”. Nie rzucał słów na wiatr. Manifestacje i protesty ogarnęły cały Górny Śląsk.

Mimo prowadzonych do nocy rozmów premier Ewy Kopacz z przedstawicielami związków zawodowych i prezydentami miast, w których miały być likwidowane kopalnie, porozumienie udało się osiągnąć dopiero po 10 dniach akcji protestacyjnej.

Wcześniej rozmowy z rządową delegacją były dwukrotnie zrywane, a prace nad ustawą o restrukturyzacji górnictwa nie zwalniały tempa i były prowadzone nawet podczas nocnych obrad Sejmu. Również górnicy i pracownicy kopalń nie poprzestawali w swoich działaniach i kontynuowali protest. Przed bramami zakładów w Bytomiu, Gliwicach i Zabrzu wyrosły miasteczka namiotowe. Po dołączeniu pozostałych kopalń należących do Kompanii Węglowej protest rozszerzył się również na zakłady Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego. W zabrzańskiej KWK Sośnica-Makoszowy pięć osób – w tym czterech mężczyzn i jedna kobieta – rozpoczęło głodówkę. Po kilku dniach odmówili również przyjmowania płynów. – Ludzie są zdeterminowani, za chwilę ten protest może wymknąć się związkom spod kontroli. Jeżeli pani premier nadal będzie tak rozgrywała sprawę, to będzie musiała rozmawiać z górnikami pod ziemią i z pracownikami na cechowniach – przestrzegał wówczas Andrzej Chwiluk ze Związku Zawodowego Górników w Polsce.

„Nie chcemy pajacować”

Najbardziej widoczną formą protestów były uliczne manifestacje odbywające się niemal codziennie we wszystkich miastach, w których znajdowały się przeznaczone do likwidacji kopalnie. Protestujący 13 stycznia w porze popołudniowego szczytu komunikacyjnego przez ponad godzinę blokowali ul. Pszczyńską w Gliwicach, która łączy centrum miasta z węzłem, gdzie krzyżują się autostrady A1 i A4. Trzy dni później przeszli z kopalni w dzielnicy Sośnica pod urząd miejski. Wykrzykiwane hasło: „Chcemy pracować, zamiast spacerować!” zamienili na: „Chcemy pracować, zamiast pajacować!”, nawiązując do słów, jakie wcześniej padły podczas burzliwej dyskusji na spotkaniu związkowców z rządową delegacją. Manifestację prowadziła kukła szefowej rządu, a transparenty domagały się: „Kopacz do łopaty!”. – Jeden górnik pracuje na kilka innych stanowisk, czyli nie jest tak, że tylko jedno jest stracone. Szacujemy, że jeden zwolniony górnik to tak, jakby z firm zewnętrznych obsługujących kopalnię zwolnić jeszcze pięciu. Na to nigdy nie będzie zgody, do tego nigdy nie przyłożymy ręki! Uważamy, że ten rząd pogubił się! – wykrzykiwali przez megafon związkowcy w swoim manifeście. – W końcu ludzie odważyli się i pokazali, ile zarabia górnik. Gdzie jest te 9,5 tys., co bierzemy na rękę? Osiem? Siedem? Mamy marne 1700–2500 zł, w porywach 3000 zł z sobotami. Świat musi się dowiedzieć, że górnik jest niszczony bezczelnie, perfidnie i chamsko! – krzyczeli, domagając się też pracy dla absolwentów szkół górniczych. Mimo zapewnienia o zatrudnieniu w jednym z zakładów Kompanii Węglowej po uzyskaniu dyplomu od 2013 roku wciąż pozostają oni bezrobotni. Jedna z największych manifestacji odbyła się w środę 14 stycznia w Bytomiu. Wieczorem kilka tysięcy osób przeszło od budynku dyrekcji kopalni Bobrek-Centrum pod bramę zakładu. Oprócz górników i pracowników kopalni na ulice wyszli też nauczyciele, sportowcy bytomskich klubów sportowych i ich kibice, taksówkarze, uczniowie i wielu mieszkańców, którzy popierali protest. Na czele przemarszu jechał karawan pogrzebowy z trumną symbolizującą śmierć miasta. Na zakończenie błogosławieństwa protestującym udzielili księża z bytomskich parafii. Modlitwy nie ustawały również przed kopalnią w Gliwicach-Sośnicy. Codziennie o 21.00 przy miasteczku namiotowym odmawiany był Apel Jasnogórski i dziesiątka Różańca, a ludzi z dnia na dzień przybywało.

Głośne NIE samorządowców

Od początku sporu między rządem a pracownikami kopalń w sprawę aktywnie włączali się włodarze miast, których dotyczy problem. Po rozmowach z premier Ewą Kopacz z mniejszym sprzeciwem mówili o pomyśle, by poszczególne zakłady przygotowały własne plany naprawcze i miały szansę wykazać ich skuteczność do 2017 lub 2018 roku, a sprawa każdej z kopalni była rozpatrywana indywidualnie. – W rozmowie z panią premier widzieliśmy postawę elastyczną. Inaczej odnosiła się do wielu propozycji – mówiła następnego dnia na antenie Radia eM prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik. Zaznaczała jednak, że wciąż brakuje konkretów. – Chodzi o to, żebyśmy sobie powiedzieli dokładnie, o czym mówimy: czy o restrukturyzacji, czy o likwidacji, bo na restrukturyzację na Śląsku jest przyzwolenie, natomiast na likwidację nie ma przyzwolenia, w ogóle nie ma takiej możliwości – zaznaczyła. Prezydenci Gliwic, Zabrza, Rudy Śląskiej i Bytomia oraz wójt Gierałtowic 15 stycznia podczas spotkania z marszałkiem województwa śląskiego Wojciechem Saługą podpisali wspólny apel do premier Ewy Kopacz w sprawie tworzonego przez rząd specjalnego programu dla Śląska. Zawarte w nim postulaty dotyczyły m.in. wsparcia dla przedsiębiorców, tworzenia nowych miejsc pracy, wprowadzenia regulacji usprawniających wykorzystanie i rewitalizację obszarów górniczych oraz wspierania niezbędnych działań społecznych.

Iskierka rozgorzała

Kiedy nocą z 15 na 16 stycznia posłowie koalicji 32 głosami uchwalili w Sejmie nowelę pozwalającą rządowi realizować program naprawczy Kompanii Węglowej, w Katowicach trwały kolejne negocjacje liderów górniczych związków z delegacją rządową. – Iskierka zaczyna się żarzyć – mówił wtedy szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” Dominik Kolorz. – Pracujemy nad tym, żeby z tego piekła, które się nazywa Spółka Restrukturyzacji Kopalń, zrobić czyściec. Porozumienie udało się podpisać dopiero wieczorem 17 stycznia, po kilku dniach od ogłoszenia przez „S” pogotowia strajkowego w całym kraju. W tym samym czasie do starć manifestantów z policją doszło przed Domem Muzyki i Tańca w Zabrzu, gdzie zaczynała się gala wręczenia Laurów Umiejętności i Kompetencji, w której brało udział wiele prominentnych osób – także ze świata polityki. Informację o porozumieniu przekazał gościom abp Wiktor Skworc, jeden z laureatów, który do Zabrza przyjechał prosto z Wojewódzkiego Urzędu Marszałkowskiego. Na tę wieść sala rozbrzmiała gromkimi brawami. Z kolei na kopalniach kończyła się wtedy akcja protestacyjna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama