Nowy numer 39/2020 Archiwum

Szyfr z nagrobka

Historia wielkiego lekarza. Najbardziej kochany przez hanysów gorol chyba w całej historii Górnego Śląska był... Niemcem. 150 lat temu w dziwnych okolicznościach stracił życie dr Juliusz Roger.

Prości Ślązacy wprost uwielbiali tego szczupłego lekarza, a jego przyjaciółmi byli najwięksi naukowcy i poeci Europy. 7 stycznia 1865 roku zaledwie 46-letni dr Juliusz Roger niespodziewanie padł martwy w czasie polowania pod Rudami niedaleko Rybnika.

Wersja oficjalna - zmarł na zawał. Tylko jak w to uwierzyć, skoro poszlaki wskazują raczej na morderstwo przez zastrzelenie?

Strzelać do uczciwych

Jedna z poszlak jest szczególnie zagadkowa: to napis w języku niemieckim, wyryty przed 150 laty na nagrobku doktora Rogera. Do dzisiaj można go przeczytać na cmentarzu w Rudach, ale prawie nikt nie rozumie, o co naprawdę w nim chodzi.

Zaczyna się grzecznie: „Szczęśliwy ten, który myśli o biednym, w dniu nieszczęścia Pan go ocali”. Pod spodem jest jeszcze pięć niepozornych liter i trzy cyfry: „Psalm XI. 2.”.

Problem w tym, że pod podanymi „współrzędnymi” w Piśmie Świętym są zupełnie inne słowa, niż te wyryte na nagrobku...

W rzeczywistości drugi werset Psalmu 11 brzmi tak: „Oto bezbożni już łuk naciągają, kładą strzałę na cięciwę, by w ciemności strzelać do uczciwych”.

- Ten napis jest jak klucz do szyfru - ocenia Marek Szołtysek, historyk i autor książek o Śląsku. Kto ten szyfr obmyślił? - Kamieniarz z XIX wieku pewnie był na to „za gupi”. To raczej sprawa kogoś, kto napis zamówił, a chciał przekazać prawdę o prawdziwych okolicznościach śmierci Rogera - podejrzewa.

Ślązacy jedzą perz

Julius Roger urodził się w 1819 r. w Wirtembergii na zachodzie Niemiec. Był wybitnie uzdolnionym synem urzędnika.

Jako 20-letni chłopak wstąpił do nowicjatu ojców benedyktynów. Ze względu na stan zdrowia opuścił go jednak i zaczął studiować medycynę. Stopień lekarza zdobył jako 24-latek z oceną celującą. 3,5 roku później obronił pracę doktorską i zaczął pracę asystenta w uniwersyteckiej klinice w Tybindze.

Akurat wtedy wybijającego się lekarza szukał książę raciborski Wiktor I. W 1847 r. 28-letni Julius Roger dotarł więc, dopiero co ukończoną linią kolejową, na Górny Śląsk. Na 20 lat zamieszkał w siedzibie Wiktora I, w pięknym pałacu w Rudach niedaleko Rybnika.

W Europie panował wtedy głód, który szczególnie rozszalał się właśnie na Górnym Śląsku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama