GN 38/2020 Archiwum

Mogło dojść do zderzenia dwóch pociągów

Tylko czujność maszynistów zapobiegła kolizji składów najeżdżających na siebie po tym samym torze.

Dziś po południu na trasie między Kaletami a Lublińcem dwa pociągi poruszały się w swoim kierunku po tym samym torze.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną incydentu był błąd człowieka. Jak poinformowała PAP podinspektor Barbara Orłowska-Lubas z policji w Tarnowskich Górach, pociąg osobowy jadący z Kalet uzyskał zgodę od dyżurnego ruchu na wjechanie na ten sam tor, po którym pociąg towarowy poruszał się na trasie z Lublińca do Kalet.

– Na szczęście maszyniści zorientowali się w sytuacji i zdołali wyhamować. Zatrzymali się w odległości ok. 300-400 m – powiedziała podinspektor Orłowska-Lubas.

Gdyby nie szybka reakcja maszynistów, mogłoby dojść do prawdopodobnie najtragiczniejszej katastrofy kolejowej na Śląsku od czasu zderzenia dwóch pociągów pod Szczekocinami.

Badania wykazały, że zarówno maszyniści, jak i dwaj dyżurni ruchu pełniący w tym czasie służbę byli trzeźwi. Sprawę wyjaśniają policja i Prokuratura Rejonowa w Tarnowskich Górach. Okoliczności zdarzenia bada też powołana przez kolej komisja.

Incydent czasowo utrudnił ruch pociągów na trasie Kalety-Lubliniec, który został przywrócony po godz. 20. Wcześniej pasażerowie sześciu pociągów korzystali z komunikacji zastępczej.

Mogło dojść do zderzenia dwóch pociągów   Dzięki właściwej reakcji maszynistów nie powtórzył się tragiczny wypadek sprzed dwóch lat, kiedy pod Szczekocinami zderzyły się dwa pociągi HENRYK PRZONDZIONO /Foto Gość

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama