• facebook
  • rss
  • Leki to nie wszystko

    rozmawia Klaudia Cwołek

    |

    Gość Gliwicki 05/2016

    dodane 28.01.2016 00:00

    Życie konsekrowane. O pomocy ludziom cierpiącym, terapeutycznej roli śpiewu i marzeniach nowicjusza z bratem Janem z Madagaskaru

    Klaudia Cwołek: Czy to pierwsza zima, jaką Brat przeżywa w Europie?

    Brat Jean: W Polsce jestem już półtora roku, pierwszą zimę tutaj przeżyłem w Warszawie. Jest inaczej, niż myślałem czy znałem z filmów. U nas, na Madagaskarze, nigdy nie mamy minusowej temperatury. Na początku mówiłem, że w Polsce wszystko mi się podoba, tylko pogoda mi troszkę przeszkadza. Teraz już się przyzwyczaiłem, ale jest mi bardzo zimno.

    Jak to się stało, że Brat przyjechał do naszego kraju?

    Kamilianie na Madagaskarze mają misję, ale nie mają nowicjatu. Więc jeżeli ktoś chce do nich wstąpić, musi pojechać do nowicjatu do Burkina Faso, Włoch albo do Polski. Ja chciałem być w Polsce.

    Dlaczego?

    Żeby zobaczyć coś innego. Wydawało mi się, że w Burkina Faso będzie podobnie, a ponieważ misja kamilianów na Madagaskarze należy do polskiej prowincji, dlatego tak się stało.

    Jakie były pierwsze wrażenia po wylądowaniu w Warszawie?

    To było straszne. Wszystko było dla mnie dziwne, nowe i trudne. Nie mówiłem po polsku, znałem tylko kilka słów: „dzień dobry”, „nie rozumiem” i „co to jest”. Nic więcej. Zastanawiałem się: gdzie ja jestem? Nieznajomość języka była dla mnie blokadą. Plan był taki, że nowicjat rozpocznę wcześniej, ale jak zobaczyłem trudności, najpierw postanowiłem dobrze nauczyć się polskiego.

    Z jakiego powodu Brat wybrał kamilianów?

    Na Madagaskarze są różne zakony, ale ja chciałem pomagać cierpiącym – i to nie jako lekarz, ale jako kapłan. Z rodziną mieszkałem w stolicy i tam szukałem miejsca dla siebie. Rozmawiałem z proboszczem, który dał mi adresy różnych zakonów, wśród nich byli także kamilianie. Tyle że oni mają misję daleko, dziesięć godzin drogi samochodem od mojego domu, i nikogo tam nie znałem. Ale postanowiłem ich poznać. Napisałem list, oni do mnie zadzwonili i spotkaliśmy się. Przełożonym jest o. Stefan Szymoniak, Polak, z którym rozmawiałem. Byłem ciekawy, czym jest praca księdza w szpitalu, bo to było dla mnie coś zupełnie nowego. Na Madagaskarze kamilianie pracują inaczej, nie mają takich domów opieki jak w Polsce, zajmują się np. trędowatymi.

    Dlaczego Brat chce pomagać właśnie osobom chorym i cierpiącym?

    Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Po prostu takie mam pragnienie. Spotkał się Brat wcześniej z cierpieniem? Tak, bo moja mama pracowała kiedyś w szpitalu jako pielęgniarka. Tam spotkałem ludzi, którzy potrzebują pomocy, i wydawało mi się, że ich nikt nie rozumie. Zastanawiałem się, co ja mógłbym dla nich zrobić. Myślę, że sama pomoc medyczna nie jest wystarczająca. Kiedy byłem na praktykach w domu opieki kamilianów w Zabrzu, widziałem, że pytanie o samopoczucie, rozmowa z chorymi jest dla nich bardzo ważna. Leki to nie wszystko.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół