• facebook
  • rss
  • Sherlock na miarę XXI wieku

    Szymon Zmarlicki


    |

    Gość Gliwicki 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:15

    Geocaching. Zamiast lupy weź do ręki smartfona i odpal aplikację, a twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. Po przeczytaniu tego tekstu zrozumiesz, dlaczego ktoś może bezkarnie nazwać cię mugolem. I obok czego, drogi Czytelniku, przez tyle lat przechodziłeś każdego dnia, nie mając pojęcia o tym, że istnieje.


    Tak, prawdopodobnie jesteś mugolem. I wcale nie chodzi tu o osobę niemagiczną wedle nomenklatury wprowadzonej w serii książek o Harrym Potterze, ale o nic niepodejrzewającego obywatela, dla którego szyszka zwisająca z choinki jest zawsze szyszką, a zawór wystający ze ściany nie pozostaje niczym innym jak tylko zaworem wystającym ze ściany. O, jakże wielkie byłoby zdziwienie niektórych, gdyby przez przypadek odkryli prawdę!


    Gdzie jest kesz?


    Geocaching to przygoda na świeżym powietrzu. Na całym świecie ukrytych jest przeszło 2,5 miliona skrzynek, tak zwanych keszy, których szuka już ponad 10 milionów zarejestrowanych użytkowników. Różnych rozmiarów pojemniki – od mikroskopijnych fiolek aż po wielkie skrzynie – mogą być schowane zarówno przy zatłoczonej ulicy, jak i na łonie natury. Wewnątrz znajduje się logbook, czyli miejsce, gdzie wpisują się znalazcy. Jeżeli wielkość skrzynki na to pozwala, mogą być w niej umieszczone również przedmioty na wymianę – odkrywca coś z niej zabiera oraz umieszcza gadżet o podobnej lub większej wartości.
Użytkownicy docierają do skrytek na podstawie współrzędnych geograficznych, które lokalizują przy pomocy odbiornika GPS lub smartfona z zainstalowaną do tego aplikacją. Ale gdy sprzęt doprowadzi już poszukiwacza we właściwe miejsce, zabawa dopiero się zaczyna. Dobry kesz jest wymyślnie zamaskowany. Gracze prześcigają się w coraz to bardziej profesjonalnych sposobach ukrycia. Podejrzany jest każdy fragment rzeczywistości – od kamienia, poprzez słupek graniczny, aż po transformator wysokiego napięcia. Czasami odgadnięcie lakonicznej podpowiedzi wymaga specjalistycznej wiedzy. Nie każdy potrafi bowiem rozszyfrować łacińską nazwę stawu kolanowego, by zwrócić uwagę na niepozorny kawałek zagiętej rury za miejskim szaletem. Podobnie jak zagadkowa może być nazwa okrągłych i szpiczastych nakryć głowy rodem z dalekiej Azji, do których upodabniają się zadaszenia koszy na śmieci przy krakowskich Plantach. A właśnie tam kryją się skarby…
Geocachingiem mogą szczególnie zainteresować się osoby poszukujące nietypowych form zwiedzania i poznawania nowych miejsc. Patrząc na mapę keszy, bez trudu da się zaplanować wycieczkę w góry czy do innego miasta. A przy okazji istnieje duża szansa na odkrycie zakątków, do których nie prowadzą oficjalne przewodniki. Założyciele skrytek najczęściej doskonale znają okolice, w jakich je umieszczają. Dzięki temu w internetowym systemie większość keszy jest opatrzona obszernym opisem dotyczącym miejsca ukrycia. Nierzadko zawarte są tam mało znane fakty i ciekawostki.
W Polsce można spotkać wiele serii związanych z charakterystyką danego obszaru. Czasami jest to rzeka, po której organizowane są spływy kajakowe, czy ciąg skrzynek umieszczonych na Szlaku Zabytków Techniki. Na Śląsku sporo jest też keszy ukrytych w bunkrach i schronach zbudowanych jeszcze w czasach II wojny światowej. W niektórych przypadkach wymagają mocno zaawansowanej eksploracji, by odnaleźć kryjówkę.


    Księża keszują i ewangelizują


    Ks. Karol Darmas, diecezjalny duszpasterz młodzieży harcerskiej, geocachingiem zaraził się od znajomych. – Kiedy się o tym dowiedziałem, stwierdziłem, że nie mam na to czasu, że to nie dla mnie. Ale później przytrafił mi się dzień wolny i zastanawiałem się, jak go wykorzystać. Pojawił się pomysł poszukania keszy, więc zainstalowałem aplikację i tak się zaczęło – opowiada. Po niedługim czasie, zachęcony sporą ilością skrytek w swojej okolicy, postanowił założyć własną. Wybór lokalizacji nie był trudny – padło na kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Zabrzu-Rokitnicy, gdzie jest wikarym. Po oględzinach namierzył odpowiednią kryjówkę i za zgodą proboszcza zarejestrował skrzynkę na stronie. Teraz razem z innymi księżmi z ukrycia kibicują zawziętym poszukiwaczom tubki po tabletkach musujących...
Okazało się, że problem ze znalezieniem skrzynki mieli nawet ministranci. – Jeden z nich keszował już przede mną. Po moim nicku w systemie zapewne domyślił się, kto jest właścicielem kesza. Kiedyś przyszedł do zakrystii i zapytał mnie wprost, gdzie ma go szukać. Tym sposobem zainteresował innych chłopaków, którzy też chętnie dołączyli do zabawy i w końcu im się udało – wspomina ks. Karol.
Keszujący duchowny przyznaje, że jest jedna skrzynka, której poszukiwań prawdopodobnie nigdy nie podejmie. – Z tego, co widzę po komentarzach, trzeba do niej zejść po linach, spuszczając się ze skarpy w bytomskich Dolomitach. Korci mnie od dłuższego czasu, ale nie mam odpowiedniego wyposażenia ani umiejętności, by bezpiecznie podejść do tego kesza – wyjaśnia przezornie i przywołuje wypadek, jaki zdarzył mu się podczas keszowania. – Prowadząc poszukiwania w ruinach pewnego zamku, poślizgnąłem się na kamieniach i ujechałem kilka metrów w dół. Rozbiłem swój telefon, a następnego dnia wylądowałem w szpitalu. Na szczęście prześwietlenie nie wykazało niczego poważnego, ale bark bolał mnie przez pół roku – opowiada.
Okazuje się, że geocaching oprócz rozrywki może być też dość nietypową formą ewangelizacji. Wiele skrzynek zlokalizowanych jest przy krzyżach czy kapliczkach, co stanowi okazję do poznania ich historii. – Umieszczenie kesza przy kościele może do niego przyciągnąć szukających znacznie bliżej – zauważa ks. Karol. – Dosłownie, bardzo blisko! – śmieje się, nawiązując do miejsca ukrycia swojej skrzynki.
– Bardziej zaawansowane rodzaje keszy mogą stać się całkiem ciekawą okazją do stworzenia przygody opartej na wybranym fragmencie Pisma Świętego czy „przegonienia” po zabytkach sakralnych, bo czasami warto właśnie od tego zacząć ewangelizację. W jednym z wpisów do mojego kesza ktoś podziękował za możliwość obejrzenia tak pięknego kościoła, bo inaczej nigdy by tu nie trafił. Kilka innych wpisów jest w języku czeskim. Wiadomo, że Czesi nie słyną z pobożności, a mimo to postanowili go poszukać. To pokazuje, że warto się starać – przyznaje z satysfakcją. – Keszerzy to swego rodzaju pielgrzymi, niekiedy potrafią odwiedzić kilkadziesiąt miejsc jednego dnia. Stąd nie dziwi umieszczanie skrzynek zarówno przy małych, rzadziej odwiedzanych sanktuariach, jak i na Jasnej Górze – dodaje.


    Nie tylko dla samotnych poszukiwaczy


    Sama forma ukrywania i odnajdywania skrzynek staje się inspiracją do organizowania działających na podobnej zasadzie gier i zabaw. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w rozgrywce bazującej na geocachingu wezmą udział zagraniczni goście, którzy odwiedzą jeden z dekanatów diecezji gliwickiej podczas Światowych Dni Młodzieży. Skomasowanie technologicznych nowinek w jednym miejscu przydaje się też do aktywizowania grup oazowych czy harcerskich.
– Keszowanie jest wspaniałą rozrywką nie tylko dla harcerzy, harcerek i zuchów, ale też dla instruktorów. Wspólne wypady na kesze integrują całą drużynę, uczą współpracy i wzajemnej pomocy oraz tego, że każdy człowiek ma swoje wyjątkowe cechy, które podczas zdobywania skrzynki przydają się w najmniej oczekiwanym momencie – mówi druhna Magdalena Wieczorek z tarnogórskiej 100. Drużyny Harcerskiej „Surykatki”.
– Zazwyczaj opis kesza wzbogacony jest o historię miejsca, w którym się znajduje, co pozwala na pogłębianie swojej wiedzy o najbliższej okolicy czy też ważnych historycznie miejscach. Szczególny dla kręgu harcerskiego jest katowicki kesz przy wieży spadochronowej, gdzie harcerze ginęli w imię naszej ojczyzny – dodaje i wymienia inne zalety poszukiwania skrytek całą drużyną. – Wyprawa na kesze pozwala nauczyć harcerzy przygotowania do wyjścia i dobierania odpowiedniego ubioru. To również ciekawa forma promowania aktywnego wypoczynku i wciągająca alternatywa dla spędzania czasu przed komputerem. A przy okazji także nauka zdrowej rywalizacji, ponieważ każdy chce znaleźć skrzynkę jako pierwszy, chociaż ostatecznie i tak wszyscy cieszą się zdobytym skarbem – zaznacza.


    Spróbuj!


    To tylko cząstka tajemnej wiedzy o tym, czym jest geocaching. Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego w poszukiwaniu pudełka po kliszy z kawałkiem przemoczonego papieru w środku niektórzy są w stanie w uporem głodnego tygrysa przedzierać się przez leśne chaszcze, powojenne bunkry czy miejskie dżungle, rozejrzyj się uważnie i poszukaj keszy w swojej okolicy. Może dowiesz się nieznanych ciekawostek lub poznasz miejsca, o których dotąd nie miałeś pojęcia?•


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół