• facebook
  • rss
  • To działa!

    Aleksandra Pietryga


    |

    Gość Gliwicki 47/2015

    dodane 19.11.2015 00:00

    Prawie 600 osób z całego Śląska usłyszało
dobrą wiadomość…

    Jak wygląda przeciętny wieczór Kowalskiego? Wraca do domu po pracy, siada przy stole i je kolację. Potem ogląda telewizję, a w wersji optymistycznej – rozmawia z rodziną. – Zapraszając ludzi do Kursu Alfa, kierujemy się właśnie tym rytmem, nie zakłócamy ich wieczornego porządku – zapewniają organizatorzy związani ze Stowarzyszeniem „Kahal”. – Zapraszamy na kolację, najczęściej do restauracji. Po kolacji film, a potem dyskusja przy kawie. – I to działa?! – Jakoś działa. My stwarzamy naszym gościom komfort, żeby czuli się naprawdę chciani i chcieli przyjść na kolejne spotkanie, drugie, trzecie, dziesiąte…


    Przez żołądek do serca 


    Przychodzą. Siedzą, jedzą, oglądają telewizję, rozmawiają. I przekonują się, że Kościół nie jest taki zły, jak go niektórzy ateiści malują. – To jest moment, kiedy my dajemy im się wygadać – mówią odpowiedzialni za kurs i podkreślają, że najważniejsze, by nie oceniać, nie prostować wypowiedzi, nie ewangelizować przy stole. – Kiedy nasi goście czują, że ich nie krytykujemy, ale wyłącznie słuchamy z uwagą, coraz bardziej się otwierają przed nami, przed sobą nawzajem, a Pan Bóg już zasiewa ziarno…
Dziś coraz częściej słyszy się, że Kursy Alfa to najskuteczniejsze narzędzia ewangelizacji, docierania do ludzi z dobrą wiadomością, że są kochani, że Komuś na nich naprawdę zależy. Brak takiego doświadczenia to naprawdę największy deficyt serca współczesnego człowieka. Ludzie mają dość nachalnego narzucania, jak trzeba żyć, w jaki sposób pracować czy jak być szczęśliwym. Obciążeni niezliczonymi problemami dnia codziennego, niepokojem o przyszłość i brakiem czasu na spotkania, instynktownie ciągną do ludzi, którzy chcą ich wysłuchać i zrozumieć. Przy stole rodzi się relacja. – Choć początkowo widać też podejrzliwość – przyznają organizatorzy. – Ludzie pytają: „Po co tu jesteśmy? Co to za jakaś sekta? Kto płaci za te kolacje?”. Po kilku wieczorach nabierają zaufania. A pod koniec kursu trzeba ich na siłę wyganiać do domów – śmieją się. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół