• facebook
  • rss
  • Związkowcy JSW apelują o "konkrety"

    PAP

    dodane 10.02.2015 09:26

    W kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej rozpoczął się we wtorek rano strajk okupacyjny - podali związkowcy. Nie odpowiedzą na wystosowany w poniedziałek przez resort skarbu apel o przerwanie strajku, czekają na "jakieś konkrety" ze strony jego przedstawicieli.

    "Potwierdzam, w jastrzębskich kopalniach ruszyły okupacje. Na kopalni Zofiówka od wczoraj jest też dziesięciu górników, którzy podjęli strajk głodowy" - powiedział PAP we wtorek rzecznik Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w JSW Piotr Szereda.

    Zaznaczył, że protest okupacyjny odbywa się tylko na powierzchni zakładów - w łaźniach, w warsztatach - tam, gdzie jest ciepło. Do rozpoczętej rano tej formy strajku mają w ciągu dnia stopniowo dołączać pracownicy kolejnych zmian. "Każdy, kto wchodzi na kopalnie, zostaje" - podkreślił Szereda. Wskazał, że na razie nie ma decyzji o prowadzeniu okupacji pod ziemią.

    Związkowiec odniósł się też do ogłoszonego w poniedziałek wieczorem przez resort skarbu żądania zwołania przez zarząd JSW nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy ws. zmian w składzie rady nadzorczej i statucie spółki. To następstwo wejścia w ub. tygodniu w życie nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego i przejęcia nadzoru właścicielskiego nad spółkami górniczymi.

    Przedstawiciele zarządu JSW przypomnieli wieczorem, że ogłoszenie w tej sprawie musi ukazać się minimum 26 dni wcześniej, tydzień też trwa przygotowanie dokumentacji. Walne zgromadzenie może więc odbyć się za mniej więcej miesiąc.

    Cytowany w komunikacie MSP wiceminister skarbu Rafał Baniak mówił o niepokoju większościowego akcjonariusza JSW związanym ze strajkiem - pogarszającym sytuację finansową spółki. Odnosząc się do ustawowych terminów związanych z ogłoszeniem nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, zaapelował do związków "o zawieszenie strajku w tym czasie, powrót do rozmów i do pracy, by nie pogarszać i tak już bardzo trudnej sytuacji spółki".

    "Na razie czekamy, aż będą jakieś konkrety ze strony rady nadzorczej, właściciela, bo na razie, jak to mówią górnicy, chcą nas »ociulać«. Bo to, co zaproponował wczoraj pan minister, to granie na czas" - ocenił we wtorek Szereda. "Ile razy politycy okłamali górników? Nie da się tak robić: słuchajcie, róbcie swoje, a my może zrobimy jeszcze audyt za pół roku. Gdzie my już dawno mówimy o błędach, złym zarządzaniu - i potwierdza się to wynikami" - dodał.

    "Mają czas panowie politycy - OK. Załoga jest zdeterminowana i nie podejmie się żadnych wycofań ze strajku, dopóki nie przystąpią do faktycznych rozmów, gdzie poustalane zostanie wszystko, co trzeba. Załoga jest zdeterminowana, gotowa na wyrzeczenia, ale mówi jasno - z tym zarządem już nie, bo to stary zarząd, rada nadzorcza tak samo. Bo jak ktoś nie potrafi błyskawicznie podejmować decyzji w trudnych sytuacjach, to jak my mamy przejść przez kryzys? - pytał Szereda.

    Podjęcie od wtorku okupacji kopalni związkowcy zapowiedzieli już w poniedziałek. Domagali się też tego dnia rozmów z większościowym właścicielem JSW - ministrem skarbu. Przed siedzibą spółki odbyła się kolejna już demonstracja; druga, podczas której doszło do starć części uczestników z policją.

    Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej prezes JSW Jarosław Zagórowski akcentował, że spółka wskutek strajku poniosła duże straty produkcyjne i sprzedażowe, a także bardzo duże straty prestiżowe. Wstrzymanie wydobycia na czas strajku (dotąd nie wydobyto już 530 tys. ton) spowodowało wstrzymanie sprzedaży ok. 445 tys. ton węgla, a utracone przychody w stosunku do planu techniczno-ekonomicznego na okres I kw. wyliczono na ok. 130 mln zł.

    Zagórowski sygnalizował też, że w proteście bierze udział 9 tys. osób na ponad 26 tys. Absencja związana z chorobami i urlopami sięga ok. 38 proc., podczas gdy zazwyczaj sięga ok. 20 proc. W poniedziałek zarząd napisał do załogi kolejny list otwarty, w którym wezwał związki "do natychmiastowego zaprzestania akcji strajkowej i wznowienia przerwanych w piątek rozmów".

    Związkowcy z Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego odpowiadali, że prezes zaprosił ich na rozmowy z jego udziałem, wiedząc, że to na ich żądanie przez ostatni tydzień trwały negocjacje bez niego. Podtrzymywali żądanie odwołania Zagórowskiego. Przed siedzibą spółki odbyła się kolejna już demonstracja ws. tego kluczowego dla protestujących postulatu; druga, podczas której doszło do starć części uczestników z policją.

    Strajk w JSW rozpoczął się 28 stycznia w następstwie ogłoszenia przez zarząd planu oszczędnościowego uzasadnianego potrzebą poprawy kondycji firmy. W ub. tygodniu w spółce trwały rozmowy związkowców i zarządu - z udziałem mediatora, b. wicepremiera i b. ministra pracy Longina Komołowskiego. Jego efektem był parafowany w piątek, kierowany do rady nadzorczej JSW protokół uzgodnień i rozbieżności.

    Protokół zakłada m.in. czasowe zawieszenie niektórych postanowień porozumienia zawartego przed debiutem giełdowym spółki oraz innych dotychczas obowiązujących w JSW dokumentów (regulacji i porozumień). Związkowcy podali w poniedziałek, że dokonane w nim ustępstwa płacowe przekładają się na obniżenie zarobków górników o 7-10 proc.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • Piotr_Adamczyk
      10.02.2015 10:22
      Konkretne pytanie:
      Dlaczego górnicze związki zawodowe opłacane są z budżetu kopalni?
      Gdzie tu niezależność związkowa?
      Wprowadzenie dobrowolnych składek członkowskich np. w wysokosci 1% od zarobku brutto byłoby sprawiedliwym i sprawdzonym rozwiązaniem.

      W Niemczech system ten funkcjonuje z powodzeniem we wszystkich znaczących branżach.

      Dzięki takiemu rozwiązaniu można by drastycznie ograniczyć polskie praktyki występujące np. w gastronomii czy budownictwie, gdzie pracuje się w większości firm na "czarno" bądź "półczarno".

      Pracownicy wielu branż w Polsce podpisują co tydzień umowy zlecenia na wypadek kontroli z ZUS które potem są niszczone i sporządzane nowe na następny tydzień. Inną nagminną praktyką jest formalne zatrudnianie na pół etatu, czyli ok. 20 godz. tygodniowo, podczas gdy faktyczny czas pracy wynosi co najmniej 50 godzin tygodniowo.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół