• facebook
  • rss
  • Wybrać i nie sparzyć się

    dodane 09.10.2014 00:00

    O szukaniu nowego języka, pokoleniu mikrofalowym i emocjonalnej dojrzałości z ks. Wojciechem Michalczukiem, duszpasterzem akademickim w Gliwicach, rozmawia Mira Fiutak.

    Mira Fiutak: Z duszpasterstwem akademickim ludzie z założenia wiążą się na kilka lat. Jak dobrze wykorzystać ten czas?

    Ks. Wojciech Michalczuk: Celem duszpasterstwa zawsze było kształtowanie i formowanie osób w taki sposób, żeby pomóc im odnaleźć miejsce w życiu i w Kościele. To, na czym mi zależy, to uczyć ludzi spotkania z żywym Bogiem, prowadzić do doświadczenia wiary. Studia to czas podejmowania najważniejszych życiowych decyzji. Budowanie fundamentów pod małżeństwo, rodzinę, etos pracy... Duszpasterstwo jest na jakiś czas, ale tych kilka lat może zadecydować o najbliższych kilkudziesięciu. Naszym celem jest tworzenie chrześcijańskiego środowiska. I nie ja to zacząłem, ono tworzone jest od wielu lat.

    Przez ten czas zmieniło się duszpasterstwo, bo zmieniają się ludzie, którzy do niego przychodzą.

    Dawniej bardziej pracowano nad wiedzą, świadomością, uzupełnianiem tego, czego za czasów komuny nie wolno było mówić. Dzisiaj studenci bardziej mają problemy po prostu z byciem ludźmi, z człowieczeństwem, wiarą, tożsamością. Kiedy rozmawialiśmy jeszcze z księdzem Hlubkiem na ten temat, zauważał, że nastały czasy, w których sposób, w jaki formował ludzi, dalej jest potrzebny, ale niewystarczający. Widzę, że dziś duchowe potrzeby wysuwają się na pierwszy plan. Pozostałe – kulturalne czy intelektualne – łatwiej zaspokoić w innych miejscach. Trzeba też nowego języka, innego poziomu docierania do ludzi. Ale nie tak, jak rozumie to współczesny świat: mam takie potrzeby i ktoś musi je zaspokoić. Nie chodzi o przypodobanie się ludziom, ale o to, by pomóc im odkryć potrzeby, które tylko Pan Bóg może zaspokoić. A z których czasem nawet nie zdają sobie sprawy.

    To znaczy?

    Często ludzie są nieszczęśliwi, ale nie wiedzą dlaczego. Szukają szczęścia, ale po omacku, raniąc po drodze siebie i innych. Ktoś ma problem, ale nie umie dotrzeć do jego sedna. Widzi objawy, pewien głód, ale nie rozumie, co się z nim dzieje. I w tym trzeba mu pomóc. Ale moją rolą nie jest mówić, co ma zrobić, tylko nauczyć wybierać. Ludzie dziś czekają na gotowe odpowiedzi. Mówię o nich „pokolenie mikrofalowe”. „Bardzo chcę wzrastać duchowo, ale niech to nie trwa dłużej niż miesiąc”. Nasze myślenie w życiu codziennym często bardzo odbiega od myślenia biblijnego, ewangelicznego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że bardziej żyjemy wiadomościami z telewizji czy nagłówkami z internetu niż tym, czym powinniśmy jako chrześcijanie. Trzeba uczyć filtrować rzeczywistość, która do nas dociera, bo tych sygnałów jest bardzo dużo. To jest podstawowy kłopot młodych ludzi. Niby wszystko jest na wyciągnięcie ręki, tylko nie za bardzo wiadomo, co wybrać, żeby się nie poparzyć. Z czym najbardziej sobie nie radzą? Coraz więcej młodych ludzi ma problemy z emocjonalną dojrzałością. Są z niepełnych rodzin, często po różnych przejściach. Trzeba pomóc im się odnaleźć. Odnaleźć swoją tożsamość, by mogli zdobyć się na życiowe decyzje, na samodzielność. Są studenci, którzy sobie z tym nie radzą. Ze stresem uczelnianym, relacjami domowymi... Więc oprócz tej ogólnej pracy duszpasterstwa jest dużo indywidualnej posługi i rozmów. Czasem przyjmuje to formę pewnego doradztwa, pomocy jako spowiednik, kierownik duchowy, swego rodzaju ojciec, przyjaciel. W życiu, na uczelni, w pracy jest mnóstwo rywalizacji, ścierania się ze sobą. Ludzie są zmęczeni, szukają uspokojenia, bezpiecznego miejsca.

    Jak pomóc tym zmęczonym, poddawanym ciągłej ocenie i rywalizacji?

    Jedyny ratunek w takiej sytuacji to pamiętać, kim się jest. Że moja godność, poczucie własnej wartości nie wynikają z owoców pracy, sukcesów czy porażek, a z tego, że Pan Bóg mnie kocha, że jestem Jego dzieckiem. Moja wartość nie zależy od ilości pieniędzy na koncie czy kilku literek przed nazwiskiem, ale że mam ją w Panu Bogu. To rodzi bezpieczeństwo. Niezależnie od tego, czy w danym czasie będzie więcej sukcesów czy porażek. Druga sprawa to nauczyć się budować dobre, trwałe relacje z ludźmi, które nie opierają się tylko na interesach czy na tym, co mamy do zrobienia, ale na czymś głębszym. Wielu myśli, że to idealizm, ale to są rzeczy trwałe. Wszystko inne, wcześniej czy późnej, się kończy, a to, co zbudujemy na tym poziomie, zostaje. Największym sprawdzianem tego, czy moja praca przynosi owoce, nie jest to, ilu ludzi weźmie udział w jakimś wydarzeniu organizowanym przez DA. Tylko to, kim oni są. Jakimi są ludźmi, jak sobie poradzą z życiem.

    DA w Gliwicach

    Informacje na temat działalności duszpasterstwa można znaleźć na www.da.org.pl oraz www.facebook.com/albertinumgliwice.
    Duszpasterze akademiccy – ks. Robert Chudoba i ks. Wojciech Michalczuk.
    Rekolekcje „Na dobry początek” 20–22 października o 19.30 w kościele św. Michała w Gliwicach poprowadzi ks. W. Michalczuk ze wspólnotą „Betania”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół