• facebook
  • rss
  • To był kawałek życia

    Agnieszka Kliks-Pudlik

    |

    Gość Gliwicki 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:15

    Podczas wrześniowego meczu w siatkówce mężczyzn Polska kontra Wenezuela jej serce było podzielone.

    Udało mi się pojechać na ten mecz, ale do końca nie wiedziałam, komu kibicować, więc miałam na sobie koszulkę z napisem „Polska” i kurtkę w barwach wenezuelskich – opowiada Agnieszka Kania. Pochodząca z Gliwic 22-letnia studentka Uniwersytetu Warszawskiego prawie rok spędziła na wolontariacie misyjnym w Wenezueli. Ten czas minął jej bardzo szybko, chociaż przyznaje, że dużo się działo. – Z jednej strony mam wrażenie, że dopiero pakowałam walizki przed wyjazdem, a z drugiej strony bardzo dużo się wydarzyło w ciągu tego roku. To był kawałek życia – mówi Agnieszka. Wraz z drugą wolontariuszką, Małgorzatą Wiśniewską, pochodzącą z Rumi (woj. pomorskie), pracowała w salezjańskim oratorium, czyli świetlicy, w której dzieci mogą popołudniami spędzać czas. Z językiem nie miała problemu, ponieważ od lat uczy się hiszpańskiego.

    Mocne wejście

    Agnieszka mieszkała w salezjańskiej placówce w San Felix, mieście przemysłowym we wschodniej części kraju. Chociaż wiele podróżuje, w Wenezueli była pierwszy raz. – Już na początku wyjazdu poznałam, co znaczy, że nie trzeba się śpieszyć. Nasz lot z Caracas miał 6-godzinne opóźnienie i nikt nawet nas o tym nie poinformował. Po prostu sobie czekaliśmy – mówi z uśmiechem. Na placówce od razu musiała zabrać się do pracy i dokładnie pamięta swoje pierwsze zadanie, czyli sprzątanie kościoła w 40-stopniowym upale. – To było takie mocne wejście – dodaje. Jej obowiązkiem, zgodnie z charyzmatem zgromadzenia salezjanów, była organizacja oratorium. – Pomagałyśmy w odrabianiu zadań, ale też organizowałyśmy zajęcia sportowe czy warsztaty plastyczne. Jest to misja katolicka, Bóg ma pierwsze miejsce, więc oratorium zawsze zaczynaliśmy i kończyliśmy modlitwą – opowiada Agnieszka. Dzieci mogły przychodzić tam w tygodniu, ale także w weekendy czy wakacje. Choć teoretycznie można uczestniczyć w zajęciach od ósmego roku życia, często pojawiały się młodsze dzieci – same lub z rodzeństwem. Natomiast ci, którzy skończyli 15 lat, mogli zaangażować się w pomoc przy oratorium jako animatorzy.

    To się działo tak blisko

    – Dla mnie Wenezuela jest krajem pięknym, cudownym, który tak naprawdę ma wszystko. Natura jest tam śliczna – od morza po góry, od pustkowia przez selwę tropikalną po lasy. Ludzie są otwarci, a kultura jest bogata. Obecnie jednak sytuacja polityczno-społeczna jest trudna – mówi Agnieszka. W lutym rozpoczęły się w Wenezueli protesty i demonstracje antyrządowe, w wyniku których zginęło kilkadziesiąt osób. W miastach budowano barykady, blokowano ulice, a w wielu szkołach i na uniwersytetach odwoływano zajęcia. Po drugiej stronie rzeki, w bogatszej części miasta dochodziło do zamieszek.

    – Tam było faktycznie niebezpiecznie, i to działo się bardzo blisko. Kiedy te zamieszki się nasiliły, bliscy z Polski pytali, czy jest tam na tyle bezpiecznie, żeby zostać – wspomina. – Mnie natomiast przerażały realia dzielnicy, w której mieszkałam, okolicy biednej i niebezpiecznej. Codziennością były tam kradzieże, porachunki gangsterskie i morderstwa.

    Pobłogosław mnie

    Wolontariuszom przysługuje miesiąc wolnego, więc ten czas Agnieszka wykorzystała na podróże po kraju. Odwiedzała placówki salezjańskie, zwiedziła m.in. deltę Orinoko i Amazonię. Oprowadzali ją salezjanie tam pracujący lub „przyjaciele przyjaciół”, dzięki którym poznała kraj oczami Wenezuelczyków. – U ludzi widać to latynoskie, pozytywne nastawienie do świata, że mimo wszystko chodzą uśmiechnięci. To, co mnie jeszcze ujęło, to ich wiara i to, że otwarcie o niej mówią. Niesamowite było, jak ci ludzie proszą o błogosławieństwo. Kiedy podchodzą do kogoś starszego, proszą: „Pobłogosław”, a ten odpowiada: „Niech Pan Bóg cię błogosławi”. To było naturalne, nawet w rozmowach przez telefon – mówi Agnieszka. Jednak mimo że Wenezuela jest krajem chrześcijańskim, do salezjańskiej parafii w San Felix na Msze przychodzi zaledwie 2 proc. wierzących. Jakie ma teraz plany? – Chcę wrócić na studia po roku dziekanki, ale misje zostaną blisko mojego serca – dodaje Agnieszka. Chciałaby wykorzystać doświadczenie i wiedzę, jaką zdobyła w ciągu ostatniego roku do pracy licencjackiej, związanej z językiem lub kulturą w Wenezueli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół