• facebook
  • rss
  • Najmłodsze dziecko średniowiecza

    Szymon Zmarlicki

    |

    Gość Gliwicki 38/2014

    dodane 18.09.2014 00:00

    O planach na kolejne 200 lat działalności z dr Joanną Niestrój- -Ostrowską, dyrektorem Szpitala Chorób Płuc im. św. Józefa w Pilchowicach, rozmawia Szymon Zmarlicki.

    Szymon Zmarlicki: Moi znajomi pytali zdumieni: „Budynek szpitala ma 200 lat i leczą tam ludzi?!”. Jak to się dzieje, że wciąż tu leczycie?

    Joanna Niestrój-Ostrowska: Tradycja leczenia sięga 200 lat, bo budynek powstał z takim przeznaczeniem, ale budowano go już dużo wcześniej. Rok 1814 to pierwszy pacjent w szpitalu. Można powiedzieć: jakie średniowiecze tu panuje! Prawda jest taka, że faktycznie budynek był zapuszczony, kiedy z rąk bonifratrów obiekt został przejęty przez władze świeckie. Wtedy był nastawiony na leczenie gruźlicy, na którą chorowało 100 procent pacjentów, jednak w obliczu rychłego jej wyplenienia szpital był zaniedbywany.

    Mylnie uważano, że pozbędziemy się gruźlicy i obiekt będzie można przeznaczyć do innych celów. Teraz jest inaczej i budynek w obecnym kształcie mało ma w sobie ze starego. Dzięki pieniądzom z dotacji i funduszy, jakie włożyliśmy w gruntowny remont, dzisiaj szpital minął XX wiek i z XIX wszedł w XXI. Przez przestronną architekturę cierpimy tutaj na aż zbyt duże pomieszczenia, które przecież trzeba utrzymać i ogrzać, ale zwłaszcza dla pacjentów ze schorzeniami układu oddechowego to nieoceniony komfort, kiedy mają w salach przestrzeń i dużo świeżego powietrza.

    Jakie to uczucie być dyrektorem szpitala w momencie takiego jubileuszu?

    Czuję się szczególnie, że akurat dla mnie przypada taka rocznica. Przejdziemy do historii! To niesamowite wrażenie. Tym bardziej że ostatnio natknęłam się na książeczkę wydaną na 100-lecie szpitala (wtedy znajdował się na ziemiach niemieckich); pisana była prawdziwym gotykiem ze starymi fotografiami, wymienieni w niej byli z nazwiska pracownicy różnych działów. A to trwa do dziś! Mija sto lat i może za kolejne sto ktoś znowu będzie oglądał to, co wydamy my. Nie przypominam sobie, żeby w województwie był taki drugi szpital, który obchodziłby 200-lecie, a w skali kraju na pewno są to jednostki. Jednak przy organizacji obchodów jesteśmy zdani tylko na siebie, nie możemy liczyć na pomoc nikogo z zewnątrz. Musimy wykonywać bieżące obowiązki i jeszcze znaleźć czas na przygotowanie uroczystości. Ale jak można by przejść obok tego bez śladu? Trudno nie robić czegoś takiego.

    Co dzisiaj należy do głównych zadań szpitala?

    Zarządzam tu od 1998 roku. Przez te 16 lat szpital zmienił się diametralnie i dostał pokaźny zastrzyk pieniędzy, by mógł być godnie używany dla potrzeb służby zdrowia. Zmienił się też zakres wykonywanych świadczeń. Wcześniej były tu trzy oddziały, gdzie pacjenci byli wymieszani i wszędzie leczyło się to samo, czyli wszystko naraz. Natomiast w przeciągu tego czasu sprofilowaliśmy oddziały: gruźlica, diagnostyka i chemioterapia, rehabilitacja układu oddechowego. Rehabilitacja to nasze najmłodsze „dziecko”. Jesteśmy jedynym takim oddziałem na Śląsku, a chorych mamy tutaj mnóstwo – zwłaszcza górników przez pracę w kopalniach chorujących na rozedmy czy pylice, czyli choroby przewlekłe, których często nie da się „naprawić”. To jest ewenement i wielki dar dla pacjentów, gdy po rehabilitacji zamiast zmagania się z jednym stopniem schodów, są w stanie wejść na piętro. W tym roku rozwinęliśmy jeszcze przewlekłą wentylację mechaniczną. Dzięki temu chorzy otrzymują do domu stały respirator, który pomaga im w codziennym funkcjonowaniu.

    Jak szpital będzie wyglądał za kolejne 200 lat?

    Dobre pytanie! Tego nie wie nikt, ale szpital zmienia się stale. Dążymy do opieki paliatywnej, bo rak płuc jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci na całym świecie, a hospicja nie chcą takich chorych. Opieka nad nimi jest bardzo specjalistyczna i intensywna, dlatego trzeba stworzyć cały nowy oddział. Za kolejne 200 lat na pewno będziemy go mieć! Podejrzewam, że na całym świecie większy nacisk pójdzie na rehabilitację i opiekę paliatywną. Chciałabym się pokusić o stwierdzenie, że będzie mniej gruźlicy i ten oddział pójdzie w zapomnienie, ale dane na to nie wskazują. Po spadku zachorowalności na gruźlicę, od 20 lat wykres się zatrzymał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół