• facebook
  • rss
  • Telewizory na siodła

    Mira Fiutak


    |

    Gość Gliwicki 31/2014

    dodane 31.07.2014 00:00

    Od pół roku zbierają elektrośmieci, żeby zacząć realizować marzenia o diecezjalnej szkółce jeździeckiej.

    Zebrali już 17,5 tony. Dzięki temu czterem osobom dofinansowali kurs instruktora jazdy konnej. A to z kolei krok do tego, żeby od września ruszyć z planowanymi zajęciami nauki jazdy konnej dla dzieci. – Uczę w gimnazjum i widzę te dzieci z komórkami. Te z bloków, które nie znają przyrody, innego odpoczynku niż na osiedlu. Celem naszego stowarzyszenia jest dać im możliwość jazdy konnej – mówi ks. Rafał Przybyła, duszpasterz miłośników koni w diecezji gliwickiej, o założonym w ubiegłym roku Stowarzyszeniu Miłośników Koni „Hubertus”.

    – Konie uczą odpowiedzialności, respektu. Tu nie mogę robić, co chcę. To nie jest tak, że przyjeżdżam sobie, wsiadam na konia, a potem odstawiam go jak rzecz do stajni. Żeby wsiąść na konia, muszę go poznać. A to oznacza pracę przy nim i wokół stajni, współpracę z innymi. To wszystko przydaje się w dorosłym życiu – zauważa.

    
Ważne jeździeckie rozmowy


    Chciałby stworzyć diecezjalną szkółkę jeździecką dla dzieci i młodzieży. – To dobra okazja do działania duszpasterskiego i wychowawczego. Widzę, jak młodzież często angażuje się w sytuacje prowadzące do różnych zniewoleń. Chcą coś robić i wchodzą w to, co im zagraża. Dlatego chciałbym pokazać im to, czego nie znają. I że my, jako Kościół, robimy dla nich coś konkretnego i atrakcyjnego. Zapraszamy do modlitwy i formacji, ale też do sportu i wypoczynku – wyjaśnia ks. Przybyła. – Zachwyca mnie ta mrówcza praca, którą Karol Wojtyła wykonywał podczas spływów kajakowych z młodzieżą. To przecież tam był czas na ważne rozmowy. Podobnie ks. Blachnicki czy ks. Bosko – wymienia. Opowiada też o ważnych rozmowach prowadzonych podczas przejażdżek konnych, o pierwszej od długiego czasu spowiedzi, która pozwoliła komuś przełamać się i wrócić do konfesjonału. Na Hubertusie, święcie jeździeckim na zakończenie sezonu, spotyka ludzi, którzy nie przyjdą do kościoła ani na spotkanie modlitewne. Rozmowy z nimi też widzi jako okazję do odpowiedzi na ich pytania, wątpliwości, stawiane zarzuty.
Zbiórka elektrośmieci ciągle trwa. Kto chce przekazać stary telewizor, lodówkę czy inny sprzęt, może zadzwonić, a organizatorzy sami odbiorą go na miejscu. Najbardziej włącza się parafia św. Józefa, gdzie ks. Rafał Przybyła jest wikarym. Ciągle znajduje pod drzwiami jakieś sprzęty. Ludzie oddają też makulaturę i złom. Ktoś przekazał 30 kg miedzi. Zbiórki prowadzone były też w zabrzańskiej parafii św. Teresy, w Zawadzkiem i Świbiu.

    
Prawdziwa szkoła charakteru

    
Już w czasie wakacji od 19 do 21 sierpnia planują próbkę nauki jazdy konnej w formie warsztatów dla dzieci i młodzieży w stadninie rancza „Leśna” państwa Poledników w Zabrzu. – Wielu ludzi pyta nas o jazdy konne dla dzieci. Widzimy duże zainteresowanie – mówi Jolanta Polednik, jako skarbnik zaangażowana w pracę stowarzyszenia. Ranczo „Leśna” to gospodarstwo przejęte po rodzicach męża. Teraz jest tu pensjonat dla koni, a obok rozciągają się ujeżdżalnie i padoki. – Jazda konna to jest naprawdę szkoła charakteru – mówi. Ich 20-letni syn Szymon jest mistrzem Polski juniorów w konkurencji szybkościowej, a 17-letnia Zuzia najpierw próbowała skoków, a teraz zajmuje się ujeżdżaniem. – Jeżeli chcą coś osiągnąć, muszą dużo z siebie dać. To nie są tylko przejażdżki w ładną pogodę. Sama jazda to tylko ułamek tego, co trzeba z koniem zrobić, bo to nie jest to samo, co wsiąść na rower. Trzeba mieć wiedzę, dużo pokory i też trochę stanowczości. Ważne, żeby szkółki uczyły dobrych nawyków od początku – stwierdza.
Ksiądz Rafał Przybyła kontakt z końmi miał od dziecka, ale dobrze jeździć konno nauczył się dużo później. Wszystko zawdzięcza – jak mówi – swojemu „przyszywanemu” dziadkowi, panu Józefowi Dzwonowskiemu z Toszka, który mieszkał w sąsiedztwie. Pochodził z Żydaczowa na Wschodzie. – To człowiek, który kochał konie. Nie byłoby naszej konnej pielgrzymki, gdyby nie on. Jemu wszystko zawdzięczam, on przekazywał mi ważne wartości. I nigdy tego nie zapomnę. Niejednej rozmowy na furze z sianem i przy oraniu pola. On jest też początkiem mojego powołania, w rozmowie z nim padło to po raz pierwszy – wspomina ks. Przybyła.
Pan Dzwonowski zmarł cztery lata temu, w wieku 94 lat. Był jeszcze na pierwszej konnej pielgrzymce do Goja. W pierwszej w 2010 roku było 20 koni, w tym roku pojechało blisko 50. Z pielgrzymki wyrosła idea stowarzyszenia i duszpasterstwa. A teraz są plany związane ze szkółką jeździecką dla dzieci.
W sprawie zbiórki i sierpniowych warsztatów można kontaktować się pod numerem tel. 797 271 034. Szczegółowe informacje na www.st-hubertus.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół