• facebook
  • rss
  • Dzwon Pamięci dla Ślązaków

    Przemysław Kucharczyk

    |

    Gość Gliwicki 37/2013

    dodane 12.09.2013 00:00

    Było ich co najmniej 50 tysięcy. Sowieci wywieźli ich ze Śląska na Wschód. Więcej niż połowa tam zmarła. Dwie tablice ku ich czci zostaną odsłonięte w Doniecku na Ukrainie.

    Do górniczego zagłębia Donbas (jego stolicą jest Donieck) wybiera się delegacja władz województwa śląskiego i arcybiskup katowicki Wiktor Skworc. Uroczystości w miejscu, gdzie byli przetrzymywani i masowo umierali Ślązacy, odbędą się w ostatni weekend września. A uroczystą Mszę św. w intencji śląskich ofiar będzie z Doniecka transmitować na cały świat TV Polonia (w niedzielę 29 września o 13.00). Choć wywózki z początku 1945 roku były straszliwym dramatem dla Górnoślązaków, mieszkańcy innych części Polski właściwie nic o nich nie wiedzą. Upamiętnienie ofiar tragedii górnośląskiej w Doniecku ma tę lukę w polskiej pamięci choć częściowo zapełnić.

    Zasługa księdza z Pomorza

    Jest to możliwe dzięki polskiemu księdzu Ryszardowi Karapudzie ze zgromadzenia chrystusowców, proboszczowi parafii św. Józefa w Doniecku. Choć sam pochodzi z Pomorza Zachodniego, postanowił zadbać o pamięć o tysiącach Ślązaków, których kości leżą na cmentarzach w Doniecku i okolicach. Abp Skworc poświęci w tym mieście dwie pamiątkowe tablice i teren pod budowę kaplicy. Ma ona zostać wzniesiona w miejscu, w którym kiedyś stał jeden z obozów z przetrzymywanymi Ślązakami. Arcybiskup przekaże parafii św. Józefa w Doniecku Dzwon Pamięci, odlany w Taciszowie pod Gliwicami. Chodzi o przywrócenie pamięci o wydarzeniach, które swój początek miały po wkroczeniu na Górny Śląsk Armii Czerwonej na początku 1945 roku. Sowieci bardzo szybko dokonali tu masowych internowań i aresztowań mieszkańców, przede wszystkim mężczyzn. Zdarzało się, że otaczali kopalnię i pod groźbą użycia karabinów internowali całą załogę zmianową – jak to miało miejsce w kopalni „Prezydent” w Chorzowie i „Bobrek” w Bytomiu. Żony porwanych z pracy górników nieraz nie miały pojęcia, gdzie Sowieci wywieźli ich mężów. Podobnie było z tymi, którzy na żądanie Sowietów mieli stawić się do „pracy przy sprzątaniu miasta”, biorąc ze sobą prowiant na trzy dni. Te trzy dni zamieniały się zwykle w kilka lat na wschodniej Ukrainie.

    Wywózka wszystkich mężczyzn

    Wielu pojechało w bydlęcych wagonach jeszcze dalej, aż w okolice Karagandy w Kazachstanie, gdzie też musieli pracować w kopalniach. – Szacuję, że wywieziono co najmniej 50 tysięcy Ślązaków. Przeżyło mniej niż połowa z nich – mówi dr Dariusz Węgrzyn z katowickiego IPN. Abp Skworc wraz z przewodniczącym sejmiku województwa śląskiego Andrzejem Gościniakiem odwiedzili pracowników katowickiego oddziału instytutu, żeby przed wizytą w Doniecku zapoznać się z najnowszym stanem badań na temat tragedii górnośląskiej. Okazało się, że już ponad 25 tysięcy wywiezionych Ślązaków znanych jest z imienia i nazwiska. A dr Węgrzyn wciąż pracuje nad powiększeniem tej listy i dociera do kolejnych nazwisk. Sowieci z zasady traktowali wszystkich Ślązaków jako Niemców, nie bawiąc się w rozróżnianie ich narodowości. Do niewolniczej pracy na Wschodzie trafiali więc nawet śląscy żołnierze i oficerowie Armii Krajowej. – Z powiatów bytomskiego, zabrzańskiego i gliwickiego wywieziono w zasadzie wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn – mówi Ewa Koj, naczelnik pionu prokuratorskiego IPN w Katowicach.

    Jeden list Konrada

    Te trzy powiaty należały przed wojną do Niemiec. W nieco mniejszym stopniu wywózki dotknęły też Ślązaków z polskiej strony przedwojennej granicy, m.in. powiatów rybnickiego i bielskiego. Ofiarami wywózek czasem padały też kobiety. Wśród wywiezionych na Wschód był m.in. ojciec biskupa seniora Jana Wieczorka. Miał szczęście: przeżył i wrócił. Bliscy nie wpuścili go jednak do domu, bo go nie poznali, tak był wychudzony i obdarty. Sytuacja wyjaśniła się dopiero, kiedy wróciła żona. Wywózka dotknęła też Konrada Skworca, stryja arcybiskupa katowickiego. Do bliskich Konrada dotarł tylko jeden list, wysłany przez niego z obozu. Potem słuch o wywiezionym zaginął. Wkrótce zmarła też jego żona, a ich dwoje dzieci trafiło do sierocińca. Taki los spotykał wiele rodzin wywiezionych. Walka o przetrwanie wdów lub całkiem osieroconych dzieci, głód i w końcu pobyt w domach dziecka przewijają się we wspomnieniach wielu Ślązaków, których ojcowie trafili na Wschód.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół