• facebook
  • rss
  • Rusinowice płaczą

    Ks. Waldemar Packner

    dodane 18.04.2013 15:09

    Cała wioska jest w szoku po tragicznej śmierci ks. Damiana Kominka, który zginął 16 kwietnia w wypadku samochodowym. Tylko na chwilę wyjechał do sklepu, nawet nie zamykał drzwi od garażu. Miał zaraz wrócić.

    Gdy pytam proboszcza ks. Franciszka Baliona o jego wikarego, natychmiast w oczach pojawiają się łzy. – Gorliwy kapłan, całym sercem oddany parafii i ośrodkowi, gdzie leczą się chore dzieci z całej Polski – mówi. Po śmierci ks. Damiana telefon dzwonił bez przerwy. Każdego roku przez Ośrodek dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej, prowadzony przez Caritas Diecezji Gliwickiej, przewija się ponad 1300 ludzi z całego kraju. Ks. Damian Kominek, który był w Rusinowicach 9 lat, poznał ponad 10 tys. ludzi. – Swoją postawą, kapłańską i ludzką, zyskał u każdego szacunek. Ludzie dzwonili z całej Polski, nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało – opowiada ks. Balion.

    Bernadeta Dziembała jest gospodynią na probostwie. Gdy tylko słyszy imię wikarego, płacze. – Uprzejmy, pogodny, wesoły, pracowity, skromny, uczynny... Można by tak długo wymieniać. Żyliśmy jak jedna rodzina. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy, dla wszystkich wyrozumiały, dla każdego miał dobre słowo. Nadal nie mogę uwierzyć w jego śmierć – płacze gospodyni. Podkreśla, że nigdy na nic się nie skarżył i nigdy na nic nie narzekał. – Jeśli o kimś mówił, to zawsze tylko dobrze. Tym zjednał sobie życzliwość nas wszystkich – dodaje B. Dziembała.

    Ludzki kapłan

    Siostra Maria Olga ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej w rusinowickim ośrodku pracuje wiele lat. Księdza Damiana spotykała codziennie. Gdy pytam, jaki był, długo milczy, potem płacze. – Trudno o nim mówić bez łez. Był niezwykle gorliwy i pobożny. Często widziałam, jak w ciszy modli się, sam w kaplicy medytował i adorował Chrystusa. Dla dzieci z naszego ośrodka i ich rodziców miał zawsze serce pełne dobroci. Spowiadał ich, czasem ludzie przychodzili do niego spowiadać się po wielu latach, dla wielu był duchowym kierownikiem. Wielu, patrząc na jego postawę, wracało ponownie do Kościoła i do Boga – wspomina s. M. Olga. Podkreśla, że żył bardzo skromnie, dużo rozdawał innym. – A to kurtka, a to buty, czasem nowiutkie. Mówił: „Ja mam jeszcze jedną parę, a ten naprawdę nie ma w czym chodzić”. Nikt, kto poprosił go o pomoc, nie odszedł z pustymi rękami – mówi wzruszona zakonnica.

    Kochały go dzieci niepełnosprawne z ośrodka w Rusinowicach. Na zdjęciu podczas festynu w ośrodku dla dzieci zaśpiewał góralską pieśń   Kochały go dzieci niepełnosprawne z ośrodka w Rusinowicach. Na zdjęciu podczas festynu w ośrodku dla dzieci zaśpiewał góralską pieśń Archiwum Rusinowic Uwielbiał dzieci, a one kochały jego. W niedzielę 21 kwietnia, dzień po jego pogrzebie, w Rusinowicach do I Komunii św. przystąpi 17 dzieci, które on przygotował. – Wszystkie za nim płaczą. Rodzice w domu już nie wspominają go przy dzieciach, bo te, gdy tylko słyszą "ks. Damian", od razu wybuchają płaczem – wspomina Anna, mieszkanka Rusinowic, która sama cały czas płacze. Ucierpiała podczas trąby powietrznej w 2008 roku. Ks. Damian Kominek był wtedy na urlopie. Natychmiast przerwał go i wrócił do parafii. – Przychodził, pytał, co zrobić, jak może nam pomóc. Był „ludzkim” księdzem, zatroskanym o każdego, obok żadnego nie przeszedł obojętnie. Długo będziemy za nim płakać – mówi mieszkanka Rusinowic.

    Morze łez

    W miejscowym sklepie spotykam kilka kobiet. Gdy pytam o wikarego, wszystkie płaczą. – My tu, w Rusinowicach, wypłakaliśmy morze łez. Każdy za nim płacze – mówi Anna Sowa. – Był miły, dobry, kochany dla wszystkich, dla każdego z nas – dodaje Karina. Podkreśla, że jego kazania zawsze zostawały w sercu i pamięci. – Umiał z każdym się dogadać. Odwiedzał moją mamę, przynosząc jej Komunię św. Ona za nim przepadała, potrafił dogadać się z dziećmi, z młodymi. Tu każdy za nim płacze, od dziecka po ludzi wiekowych. Tu nikt nie wstydzi się za nim łez – dodaje Ewa.

    Obok kościoła mieszka emerytowany ks. Alojzy Drozd. – Mam swoje lata, ale jego kapłaństwo mi imponowało. Potrafił nie jechać na dzień wolny, jeśli było coś do zrobienia na parafii. Całym sercem był oddany Panu Bogu i Kościołowi. To wielka strata, ale widocznie Bóg chciał mieć już go blisko siebie – dodaje ks. Drozd.

    Dwa lata uczył dzieci głuchonieme w Lublińcu. Na koniec dostał podziękowanie w formie różańca, gdzie zamiast paciorków są kolorowe, wykonane z papieru kółka, z krótkimi tekstami: „Za radosne i dobre serce, za chodzenie w sutannie, za promienny uśmiech, za piękne miganie, za upominki...”. Zamiast krzyżyka jest jego zdjęcie i duży podpis: „Ks. Damian Kominek – ksiądz na złoty medal”.

    Pusty wieczór

    Tradycją parafii w Rusinowicach są modlitwy za zmarłych w kościele, nazywane wymownie „pusty wieczór”. Wczoraj podczas Różańca cały kościół szlochał. Dziś „pusty wieczór” rozpocznie się w rusinowickim kościele o godz. 18.30.

    Na miejscu wypadku ktoś postawił krzyż, obok pali się kilkanaście zniczy. Przy drewnianym krzyżu leży nadpalona kartka z obrzędem namaszczenia chorych. Ks. Damian miał ją zawsze w samochodzie, gdyby w razie wypadku ktoś na drodze potrzebował jego kapłańskiej posługi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • orchidee
      20.04.2013 17:04
      Widocznie już dojrzał do WIECZNOŚCI,,, ale szkoda ,był taki młody,, widocznie Bóg potrzebuje Go w niebie,, księże Damianie do zobaczenia w RAJU,,,ODPOCZYWAJ W POKOJU,,,
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół