Jak trzymać z Kościołem dziś?

Gość Gliwicki 30/2022

publikacja 28.07.2022 00:00

O różnych odpowiedziach na kryzys, wierności w trudnościach oraz ignacjańskich inspiracjach dla współczesności mówi o. Mieczysław Kożuch, jezuita.

Jak trzymać z Kościołem dziś? Klaudia Cwołek /Foto Gość

Klaudia Cwołek: Za nami szczególny rok poświęcony św. Ignacemu Loyoli. Co się w tym czasie wydarzyło?

Mieczysław Kożuch SJ: Obchody 500. rocznicy nawrócenia Ignacego i 400 lat od jego kanonizacji były wspaniałą okazją, by jego geniuszowi się przyjrzeć, skorzystać z łask, jakich mu Bóg udzielił, a przez niego całemu Kościołowi, także naszych czasów. Jednym z ważniejszych wydarzeń była peregrynacja relikwii i ikony św. Ignacego, które gościliśmy także w naszym sanktuarium w Gliwicach. A zwieńczeniem obchodów u nas jest triduum przed uroczystością św. Ignacego 31 lipca. Na czwartek zaplanowaliśmy nabożeństwo, połączone z Mszą św. dla kobiet i matek w ciąży, których dzieci są zagrożone, a w kolejne dwa dni konferencję i nabożeństwo uwielbienia.

W konferencjach i kazaniach Ojciec chętnie porównuje św. Ignacego z Marcinem Lutrem. Każdy inaczej zareagował na wielki kryzys Kościoła XVI wieku.

Ignacy jasno widział dwa wyjścia: albo będę w takim Kościele, jaki jest, albo go opuszczam. Ta druga opcja była dla niego nie do przyjęcia, bo kto naprawdę spotkał Chrystusa, doświadczył Jego miłości, jest zdolny żyć w realnym, a nie wyidealizowanym Kościele, a przy tym wspomagać go i budować. Innego wyjścia nie ma. Tak postępuje się w miłości i z miłości. Bardzo podoba mi się nazywanie Ignacego świętym, a nie reformatorem. Reformator pochłonięty jest przez ideę naprawy i zmieniania innych, wypisuje hasła i tezy. A święty kocha, milczy i służy, wie przy tym dlaczego i komu. Jeśli ktoś łatwo odchodzi z Kościoła, jest dziś modnym apostatą, ale to oznacza, że nie pokochał. Bo gdy się kocha, to się trwa, także wtedy, gdy to boli i kosztuje. Ignacy, widząc wielkie problemy w Kościele, nie wypisuje dumnych haseł, ale zabiera się do głoszenia Tego, który okazał mu wielkie miłosierdzie, doprowadzając do nawrócenia, i wciąż może uczynić każdy cud. W ten sposób święty jest nie reformatorem, ale prawdziwym lekarzem Kościoła, opatrującym jego nieraz bardzo głębokie rany. Ignacy dobrze wiedział, że prywatne życie ówczesnego papieża Pawła III jest niegodne, a mimo to poszedł do niego jako namiestnika Chrystusa na ziemi, by prosić o wskazanie, gdzie ma ze swoimi towarzyszami iść głosić Pana Jezusa. Proste, a jakże piękne i w efekcie owocne rozwiązanie. Ale on i jego towarzysze to byli ludzie o wielkich umysłach, którzy wiedzieli, gdzie naprawdę jest problem. Rozwiązaniem nie było dla nich naprawianie dworu papieskiego, nie płacz i plotkowanie, ale fachowa, solidna i wierna praca dla ludzi w Kościele przez głoszenie Pana Jezusa. Jedynie On jest interesujący, reszta przeminie.

Czy to jest odpowiedź na dylematy ludzi naszych czasów? Dziś tak łatwo, także katolikom, przychodzi krytykowanie Kościoła, zwłaszcza po ujawnieniu różnych skandali na różnych jego poziomach.

Często się mówi, ze Ignacy jest świętym na te czasy i to jest wielka prawda. Ignacy, co jest rzadkością, był równocześnie charyzmatykiem i fundatorem zakonu. On potrafił charyzmat ubrać w struktury. Znamy go jako autora „Ćwiczeń Duchownych” – to jest księga jego charyzmatu, ale jest także autorem Konstytucji Towarzystwa Jezusowego – i to jest księga struktur, jakie stworzył dla naszego zakonu jezuitów. Wielka aktualność Ignacego leży między innymi w jego bezwarunkowej miłości do Kościoła jego epoki, z jego problemami i zadaniami. A ówczesny Kościół był także w opłakanym stanie, zaczynając od papieża i jego dworu, a kończąc na prostym ludzie. Ale dla Ignacego to była nadal jego hierarchiczna Matka Kościół (ĆD 353) i pragnął nie tylko być z Kościołem i w Kościele, ale „czuć z nim”.

Co to znaczy?

W oryginale napisane jest „sentido verdadero de la Iglesia” – czuć prawdziwie z Kościołem, czyli związać się nim tak naprawdę całym sercem, całym sobą. Ignacy nigdy nie wątpił o Kościele. Nie można kochać Jezusa poza Jego Kościołem. Nie można kochać Jezusa, nie kochając Kościoła, który On powołał do istnienia. Cel życia Ignacy miał jasno określony – służyć Bogu i pomagać duszom, służąc Panu Jezusowi i Jego Oblubienicy – Kościołowi pod kierownictwem biskupa Rzymu, papieża. Wszystko inne jest wtórne. Swoją mądrość i miłość do Kościoła zawarł w „Regułach o trzymaniu z Kościołem”, które zapisane są w ostatniej części „Ćwiczeń Duchownych” jako swego rodzaju zwieńczenie całego doświadczenia rekolekcyjnego (ĆD 352 – 370).

Na czym te reguły polegają?

By trzymać z kimś, trzeba mu ufać. A zaufanie łączy się z napotykaniem wielu trudności i wtedy jest próba tego zaufania. Jeśli się żyje w miłości, to miłość umacnia zaufanie, a nie wypycha człowieka z tej relacji, w tym wypadku poza struktury Kościoła. Jeżeli kochamy naprawdę, to także wtedy, gdy przyjdzie iść pod górkę. Ignacy znał dobrze blaski i cienie ówczesnego Kościoła, ale ufał, że każdy ma możliwość nawrócenia, a Jezus nie opuszcza swojej Oblubienicy i to jest fundament, a nie ludzkie postawy. Kościół hierarchiczny jest naszą matką, kieruje nim Duch Święty. Trzeba mu być nie tylko posłusznym, ale także go kochać, choć nieraz ta miłość jest trudna, bardzo boli i kosztuje.

Jak te założenia Ignacy przekładał na praktykę?

Jego mądrością było dążenie do zachowania równowagi pomiędzy wymiarem hierarchicznym a charyzmatycznym. Zawsze szukał jedności Kościoła i pragnął jedności pomiędzy ludźmi. Jedność oznaczała wierność Bogu i ludziom. Dla niego liczyła się miłość, która była służbą, ale podkreślał też, jak ważna jest bojaźń Boga, bo człowiek jest słaby i grzeszy. Znał to z własnego doświadczenia, wiedział, co to jest trud nawrócenia. Dlatego tak bardzo podkreślał szacunek do Boga i Jego Kościoła, który jest święty, bo jest Ciałem Mistycznym Chrystusa, choć jest też rządzony i tworzony przez nas, biednych ludzi. Szacunek i bojaźń Boga – życie takimi wartościami ma głęboki sens. Zachęcam do zapoznania się z 18 „Regułami o trzymaniu z Kościołem”, ale nie w oderwaniu od ducha Ćwiczeń, bo wtedy łatwo je wypaczyć. Jest tam m.in. wskazówka, jak pożyteczną rzeczą może być, jeżeli rozmawia się o złych obyczajach, ale nie ze wszystkimi, ale z tymi, którzy mogą temu zaradzić. To bardzo ważne, bo zgody na zło i krzywdę nigdy nie powinno być. A „Ćwiczenia Duchowne” św. Ignacego, praktykowane przez pokolenia wiernych, są najlepszą szkołą formowania serca człowieka, by kochał, służył i budował Kościół, także wobec ludzkiej biedy i ułomności.

Rozmawiamy obok sanktuarium MB Dobrej Drogi. Jak zaczęła się wielka miłość Ignacego do Maryi?

Ignacy zaraz po nawróceniu udał się do benedyktyńskiego klasztoru Santa Maria de Montserrat w Katalonii i przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny złożył swoją broń rycerza. Tam też miał ważne doświadczenia duchowe, a wkrótce potem w pobliskiej Manresie zaczął spisywać notatki, które stały się podstawą „Ćwiczeń Duchownych”. Wiele napisano, że centralne momenty w przeżywaniu Ćwiczeń zawsze są jakoś połączone z obecnością Matki Bożej. Ona w nich wstawia się za odprawiającym rekolekcje, wyprasza pomoc i obronę, wlewa nadzieję, a także eksponuje wymiar uczuciowy, tak bardzo potrzebny w odprawieniu tych rekolekcji. Pierwszy kościół, jaki otrzymał Ignacy w Rzymie pod opiekę, to był kościół maryjny, gdzie do dziś można podziwiać obraz Madonny della Strada, Madonny Drogi – dodajmy – dobrej drogi. To wezwanie opatrznościowo współbrzmi z nazwą naszego gliwickiego sanktuarium. Tam, w Rzymie, Towarzystwo Jezusowe miało pierwszą kurię generalną i tam Ignacy zmarł. Nasz święty jest bardzo maryjny, a zarazem, ponieważ bardzo maryjny, głęboko chrystocentryczny i pełen dynamizmu, rozmachu w głoszeniu Ewangelii. Taki pozostaje dla nas inspiracją i wzorem. •

Mieczysław Kożuch SJ

Urodził się w 1948 roku w Warze na Podkarpaciu. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 1963 roku w Starej Wsi i tam w 1976 roku przyjął święcenia kapłańskie. Studiował filozofię w Krakowie, teologię w Paryżu i psychologię w Rzymie. Doktorat z filozofii obronił na Akademii Ignatianum w Krakowie. Był prowincjałem Prowincji Polski Południowej TJ (1990-1996), pełnił m.in. funkcję ojca duchownego w seminarium jezuitów w Krakowie i wykładowcy psychologii, magistra nowicjatu i rektora kolegium w Starej Wsi. Od 2012 roku jest duszpasterzem w parafii Matki Boskiej Kochawińskiej w Gliwicach. Autor książek i artykułów, m.in. „Antropologiczne podstawy i przebieg kolokwiów wzrostu”, „Jak radzić sobie z lękiem?”, „Jak pomagać osobom o niechcianych skłonnościach homoseksualnych?”, „Jak korzystać z kierownictwa duchowego?”.