Czas weryfikacji

Szymon Zmarlicki

|

Gość Gliwicki 13/2020

publikacja 26.03.2020 00:00

O codzienności i wierze w izolacji, posłuszeństwie wobec wytycznych i Różańcu na Whatsappie opowiadają Magda i Marek Nawrotowie.

▲	Już we trójkę podczas domowej modlitwy. ▲ Już we trójkę podczas domowej modlitwy.
Archiwum prywatne

Magda i Marek są młodymi ludźmi w drugim roku małżeństwa, mieszkają w Miasteczku Śląskim. Ona jest nauczycielką, on pracuje w dziale komunikacji dużej firmy. Oboje mocno angażują się w Kościele. Odkąd spodziewają się dziecka, wiele spraw wymagało przewartościowania i zmiany priorytetów. Teraz, w dobie pandemii, ich życie zmieniło się jeszcze bardziej. – Już wcześniej wielokrotnie dochodziliśmy do refleksji, że w dzisiejszym świecie w dobrym tonie jest być strasznie zapracowanym i nie mieć ani chwili na odpoczynek.

Bieżące dni mogą być zatem czasem weryfikacji naszych sfer zaangażowania. Zajęcia i obowiązki pomagają mi oderwać się od ciągłego śledzenia przyrostu zachorowań, ale też widzę, że w tych dniach chcę zobaczyć bardziej Tego, który daje mi każdą chwilę, jest właścicielem mojego czasu – przyznaje Magda. Z kolei Marek po raz pierwszy w życiu pracuje zdalnie. – „Wychodzę do pracy” oznacza pójście do sypialni, bo właśnie tam ulokowałem laptopa. Kiedy rozważamy możliwości spędzenia popołudnia, dylemat rozgrywa się między spacerem nad zalewem lub w lesie. To miejsca odludne, co w tym momencie stało się głównym atutem – zauważa. – Na początku najtrudniej było mi zaakceptować odwoływanie kolejnych biegów, do których przygotowywałem się od początku grudnia. Od niedawna jest jasne, że przynajmniej do końca kwietnia nie odbędzie się żaden z nich. Nie jest to łatwe, ale może to czas nabierania wewnętrznej wolności – zastanawia się.

Osobno, ale we wspólnocie

Magda i Marek angażują się w różnych wspólnotach, niektóre nawet sami tworzą, jak spotkania dla młodych małżeństw w jedną z niedziel miesiąca czy od niedawna „Paralotnię”, czyli adoracje połączone z konferencją. Teraz musieli odnaleźć się w warunkach izolacji. – Od wielu lat staram się codziennie być na Eucharystii. Pytanie, czy iść w niedzielę do kościoła, bardzo mnie męczyło. Zwłaszcza, że będąc w 12. tygodniu ciąży, jestem w grupie ryzyka. Pewnej nocy obudziłam się i usłyszałam w sercu słowa o tym, że przyjdzie czas, że ludzie będą oddawać cześć Bogu w Duchu i prawdzie. Zaskoczyło mnie, gdy odkryłam, że jest to fragment niedzielnej Ewangelii. A kiedy dowiedziałam się o dekrecie naszego biskupa, byłam już spokojna. Teraz, gdy każdego dnia klękamy przed telewizorem, uczestnicząc w Eucharystii za pośrednictwem internetu, i śpiewamy z dominikanami suplikację, łza kręci mi się w oku. Wiem, że On przychodzi i jest z nami – mówi Magda. – Potrzebujemy wspólnoty w tym trudnym czasie. Cieszymy się, że udało nam się odmówić Różaniec z naszymi przyjaciółmi za pomocą grupowego połączenia na Whatsappie. Paru z naszych znajomych księży stało się w tym czasie youtuberami i prowadzą transmisje Mszy Świętych bądź odmawiają wspólną modlitwę. To naprawdę cenne, że księża starają utrzymać się kontakt ze swoimi parafianami, wykorzystując dostępną technologię. Odbiór jest bardzo pozytywny. Budynki kościołów są zamknięte dla wiernych, ale mamy Kościół jako wspólnotę! – podkreślają małżonkowie.

Tchórzostwo czy wiara?

Magda wzrastała w duchu salezjańskim i autorytecie ks. Jana Bosko, który w czasie epidemii cholery we Włoszech nie izolował się, tylko zabrał ze sobą młodych chłopaków i poszedł pomagać ludziom. Żaden z nich nie zachorował. Obecnie dla niektórych jego heroiczna decyzja jest argumentem wykorzystywanym do wytykania innym tchórzliwego poddania się decyzjom władz państwowych i kościelnych zamiast trwania w postawie wiary umocnionej ewangeliczną odwagą. – Ksiądz Bosko wyszedł na ulice Turynu, ponieważ chorzy na cholerę umierali bez pomocy. My jesteśmy w innej sytuacji. Są osoby, które bezpośrednio będą narażać swoje zdrowie jako lekarze, pielęgniarki i ratownicy. Ks. Jan Bosko zawsze podkreślał, że wychowuje młodych na dobrych chrześcijan i uczciwych obywateli. Niektórzy ludzie mimo dyspensy i zaleceń przychodzą na Msze. Boli mnie to, bo teraz jest czas posłuszeństwa naszym pasterzom, zaufania, że Duch ich prowadzi i że nie ogranicza Go przestrzeń. To czas odpowiedzialności za słabszych – przekonuje. – Jestem osobą, która nie dbała zbytnio o siebie i nie chciała się nikim wyręczać. Teraz, kiedy pod sercem mam nowe życie, wiem, że muszę być bardziej odpowiedzialna. Często mam zbyt wielkie mniemanie o moich możliwościach. Dziś Bóg mówi mi, że mam siedzieć w domu i w ten sposób pomagać Mu zbawiać świat – dodaje. Wysłuchał