Niebo w Tarnowskich Górach

Szymon Zmarlicki

|

Gość Gliwicki 46/2019

dodane 14.11.2019 00:00

Powstaje pierwsza w diecezji gliwickiej katolicka księgarnia i kawiarnia popularnej sieci.

Tarnogórsko-niebiańska załoga prawie w komplecie. Tarnogórsko-niebiańska załoga prawie w komplecie.
Szymon Zmarlicki

Włoska kawa i półki wypełnione chrześcijańską literaturą – to znaki rozpoznawcze katolickich księgarniokawiarni, które coraz liczniej wyrastają na mapie Polski. Zaczęło się w 2014 roku od Otwocka, a dziś można je spotkać w kilku miastach od północy aż po południe kraju, najwięcej na Śląsku i w okolicach m.in. w Jaworznie, Częstochowie, Raciborzu i od niedawna w Piekarach Śląskich. Kilka kolejnych miejsc czeka na otwarcie – jak to w Tarnowskich Górach.

Ziemskimi rodzicami, jak sami się określają, Nieba w Mieście są chrześcijański muzyk i ewangelizator Witek Wilk wraz z żoną Sylwią oraz Ewelina Jagielska, koordynatorka projektu. Ich misją jest budowanie wspólnoty w enklawie spokoju, zrozumienia i miłości, wszczepianej w tkankę miejską, gdzie przy kawie, dobrej książce i rozmowie można siać Boże słowo.

Kompendium za trzy dyszki

Tarnogórskie Niebo w mieście to dzieło małżeństwa – Aleksandry i Przemysława. Chociaż nie mają żadnego doświadczenia w branży gastronomicznej, zdecydowali się otworzyć własny lokal, a powód był zupełnie prozaiczny – ograniczone możliwości spotykania się w domach ze znajomymi, którzy – podobnie jak oni – mają małe dzieci oraz doskwierający deficyt restauracji na osiedlu Przyjaźń, gdzie mieszka największa po śródmieściu liczba tarnogórzan. Brakuje zwłaszcza takich miejsc, gdzie bez krzywych spojrzeń obsługi i innych gości mogą spędzić czas młode rodziny wraz ze swoimi pociechami, co zresztą jest już problemem ponadosiedlowym, ogólnomiejskim.

– Zupełnie nie wiedzieliśmy, od czego zacząć. Przeglądając pewnego razu wiadomości w internecie, przypadkowo natrafiłam na informację, że w Jaworznie będzie szkolenie dla takich jak my, którzy chcą otworzyć kawiarnię, ale nie mają pomysłu i nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Zafascynowało nas, że za 30 zł – bo tyle to kosztowało – ktoś nam powie, jak to wszystko ogarnąć. Zapisaliśmy się, pojechaliśmy i… okazało się, że to były minirekolekcje o finansach, biznesie i życiu – opowiada Aleksandra.

– Szkolenie było skierowane do osób, które chciały otworzyć Niebo w mieście. Jadąc tam, wiedziałam tylko, że coś takiego istnieje. Jesteśmy wierzący, ale absolutnie nie zakładałam, że otworzymy katolicką księgarniokawiarnię. Później otwarcie przyznałam się organizatorom, że egoistycznie chciałam wyciągnąć jak najwięcej przydatnych informacji. Ale po powrocie do domu nie mogłam spać i przez cały tydzień nie myślałam już o niczym innym – dodaje i mówi o towarzyszącym wówczas przekonaniu, że jeśli to nie będzie ta kawiarnia, to nie będzie żadna inna.

Mięsny, krzyż i niebieskie kwiaty

Księgarniokawiarnie Niebo w mieście działają na zasadzie tzw. miękkiej franczyzy – mają tę samą ideę i logo, ale centrala nie narzuca konkretnego projektu wnętrza, akcesoriów czy menu. Daje pole do własnej inwencji, choć chętnie pomaga w zorganizowaniu wszystkich potrzebnych rzeczy, bo wbrew pozorom dobranie użytecznych kompletów filiżanek czy sztućców nie jest wcale prostsze, choć na pewno przyjemniejsze, od dopełnienia wszystkich papierkowych formalności związanych z niebiańsko-kawiarnianym biznesem.

Lokal mieści się w przemysłowych zabudowaniach przy głównej drodze wylotowej z Tarnowskich Gór w kierunku Zbrosławic, w sąsiedztwie kościoła i stacji benzynowej oraz na skraju dużego osiedla, ale z zewnątrz niezbyt rzuca się w oczy. Jednak w niegdysiejszy odpowiednik galerii handlowej z blachy falistej, pośród przygasających sklepików i zakładów usługowych, katolickie miejsce spotkań i relaksu może tchnąć nowego ducha. A nawet – nowego Ducha!

Małżeństwo zrobiło rozeznanie i uznało, że miejsce ma potencjał. Kiedy obecni właściciele rok wcześniej kręcili się wokół tego konkretnego lokalu, nie wiedzieli jeszcze, że chociaż wcześniej działał tam sklep mięsny i piekarnia, wewnątrz przy jednych drzwiach cały czas wisiał krzyż. Między innymi to przekonało ich do wyboru, choć do momentu sfinalizowania formalności nie obyło się bez wątpliwości i różnych zawirowań.

– Dzień przed podpisaniem umowy pojechaliśmy z mężem na Jasną Górę. Pomyślałam: „Matko Boża, jak nie zejdziesz z tego obrazu i mi nie powiesz, że mam otworzyć Niebo w mieście, to chyba go nie otworzę!”. Dopiero po obejściu na kolanach obrazu zauważyłam, że cały ołtarz jest udekorowany niebieskimi kwiatami, chociaż wcześniej tego nie widziałam. A że często oglądam w telewizji transmisję Apelu Jasnogórskiego, to wiem, że poprzedniego i kolejnego dnia były kwiaty w zupełnie innych kolorach. To był dla mnie ostateczny znak – przekonuje Aleksandra.

Niebo zamiast matematyki

W czerwcu w lokalu rozpoczął się remont generalny, który powoli dobiega końca. Znajomy fachowiec pracował nawet w nocy, żeby prace jak najszybciej posuwały się do przodu. A kiedy Przemysław dowiedział się, że profesjonalne firmy liczą sobie 120 zł za wyburzenie metra ściany, sam wziął w ręce młot i z każdym metrem liczył zaoszczędzone w ten sposób pieniądze. Chociaż w środku brakuje jeszcze niektórych elementów wyposażenia, to widać już miejsce na bar, a nad całością rozpościera się – jak na Niebo w mieście przystało – ogromna połać niebieskiego sufitu.

W wykończeniu wnętrza pomaga już przyszła kadra, która odbywa też szkolenia z parzenia kawy czy przyrządzania deserów. Hania, która będzie menedżerką tarnogórskiego Nieba, skończyła studia matematyczne i planowała rozpocząć pracę w szkole jako nauczycielka. Zawsze lubiła pracę z młodzieżą i chociaż na praktykach zdarzało jej się kończyć lekcje czasami z radością, a czasami z nerwami, to była przekonana, że to, co robi, jest dobre. Pomysł dołączenia do niebiańskiej ekipy pojawił się w lesie podczas zbierania jagód. Wprawdzie nie przywiązywała się do tej myśli i na jakiś czas nawet porzuciła taki zamiar, ale po różnych niespodziewanych wydarzeniach i rozmowie z właścicielami okazało się, że będzie dla nich wsparciem. – Teraz czuję, że za barem jestem w swoim żywiole. Powiedziałam sobie nawet, że to jest chyba moje powołanie – twierdzi Hania.

Ale kawa, słodkości i książki nie wyczerpują sensu Nieba w mieście, bo jego głównym celem jest szerzenie Dobrej Nowiny. Dlatego wizytówką sieci są organizowane we wszystkich księgarniokawiarniach „Wieczory z pasją”, czyli spotkania ze znanymi chrześcijańskimi pisarzami, publicystami czy muzykami. Przyciągając tłumy, to one świadczą o popularności i wyjątkowym charakterze tych miejsc.

Tarnogórskie Niebo w mieście znajduje się przy ulicy Wyszyńskiego 139, naprzeciwko kościoła św. Marcina w Starych Tarnowicach. Otwarcie planowane jest na koniec listopada lub początek grudnia.